Dodano: 01 maja 2010 r., 20:40:19
Ostatnia aktualizacja: 01 maja 2010 r., 20:40:19
Żal jest cool, a od uśmiechu robią się zmarszczki
Emo to nie tylko fryzury i ubiór...
Dekadentyzm. Pesymizm, choroba wieku, umieranie. Nirwana… Bezsens. Nie zauważyliście, że ostatnio jakby… wraca to zjawisko?
Życie nie ma sensu, Ukrywam smutek, uśmiecham się, niech wszyscy myślą że jest ok.., Po co się żyje? – te cytaty to opisy gg opatrzone tagiem "smutek". Kiedy wpisałam słowo „dekadentyzm”, nie wyświetliło się nic.
Smutek pojawił się wcześniej w znienawidzonym przeze mnie, pesymistycznym
romantyzmie albo, jak ktoś woli – w epoce nostalgii za… .
Trzy kropki, spacja, kropka i enter. Błąd, pomyłka? Po porostu nie potrafię wyrazić tego, za czym tęsknił
Werter. Materialnie niczego mu nie brakowało, a mimo to był nieszczęśliwy. Zakochany? Nie tylko. Kochał, cierpiał, upajał się cierpieniem, lubił je. Z przyzwyczajenia? Z pasji? Chciał być ofiarą losu, więc użalał się nad sobą?

Siedlisko melancholii niezakazanej
Nie umiem oceniać Wertera obiektywnie, więc zrobię to nieobiektywnie. W felietonie tak można. Werter był zapatrzonym w siebie egoistą, myślącym tylko o sobie narcyzem. Umartwiał się jak UDUCHOWIONY asceta, upajał tanią sztuką i ckliwym romantyzmem, wierzył w ducha i piękno artyzmu wnętrza. Całkowicie oderwany od świata antyrealista.
A wiesz, co to znaczy nirwana? – możesz mnie teraz zapytać.
Wiem, świadomie zaczęłam od dekadentyzmu. A nirwana to forma ucieczki w zobojętnienie, wyzbycie się pożądań, uwolnienie z kajdan uczuć i psychiczna śmierć. Tetmajer napisał nawet ku pochwale tego zjawiska hymn, w którym co drugi wers powtarza się pisany wielką literą okrzyk „Nirwano!”. Bezczucie jest tu bogiem, oczekiwanym przez podmiot liryczny mesjaszem, który ma przyjść i zbawić. Nie całą ludzkość, lecz jego samego.
Gdyby to była notatka, narysowałabym strzałkę i napisałabym na marginesie „egoizm Wertera”.
Skąd avatar? Tak jakoś. Dekadentyzm wraca, świat dąży do nirwany.
Nirwana przez „v” to nie jest bezczucie tylko amerykański zespół grunge. Zwał jak zwał, możemy się kłócić. Kurt też na coś cierpiał, czegoś mu brakowało. Był za bardzo bogaty albo chory na
Welstchmerz – depresję absurdu bezsilności.
Welstchmerz to pojęcie definiowane jako „ból istnienia”, przygnębienie, nicość, pustka i przyczyna samobójstw kilku tysięcy młodych.
Nirvana przez „w” w religiach buddyjskich to także osiągnięty przez wyzbycie się niewiedzy stan wyzwolenia od cierpień. Przeciwieństwem nirwany jest
samsara, cierpienie wynikające z subiektywnego odbierania świata poprzez emocje i uczucia. Wyzwolenie jest więc (podobnie jak w dekadentyzmie) wyzbyciem się uczuć. Trzecia Szlachetna Prawda o Ustaniu Cierpienia mówi:
[Nirwana to] całkowite zaniknięcie i ustanie, wyrzeczenie się, zaniechanie, wyzwolenie, puszczenie pragnienia.
Pierwsza, wymyślona przez Cobaina nazwa zespołu to Skid Row. Potem był Ted Ed Fred, Pen Cap Chew, Throat Oyster, Bliss i Windowpane. Nirvana dopiero w 1988 r.
Chciałem nazwę ładną i zgrabną, nieprzypominającą jakiejś obleśnej punk-rockowej grupy w rodzaju Angry Samoans – powiedział ponoć Kurt. Niemniej jednak jego teksty mają w sobie coś nostalgicznego. „All apologies”, „I hale myself…”, „Endless, Nameless”… Jest też wprawdzie najbardziej optymistyczny ze wszystkich kawałków
„Dumb”, w którym Kurt nie próbuje szukać ucieczki w miłości zmysłowej ani nie sprzedaje swojej duszy, jak piosenkach wymienionych wyżej. Jego nirwaną są
narkotyki.
O ile
My heart is broker / But I have some glue to tylko przenośnia, dalsze wersy nawiązują do stanu bycia pod wpływem narkotyków jako do bezsensownej drogi, którą się jednak idzie. Jestem szczęśliwy, ale cierpię.
Soothe the burn / Wake me up – kluczowe dwa wersy, jednak które łatwo można przeoczyć.
Uśmierz ból, obudź. Dlaczego Kurt Cobain popełnił samobójstwo?
Jeśli jesteś jego fanem powiesz, że to wcale nie jest takie pewne. Powiesz, że nie popełnił samobójstwa. Istniało przecież tysiąc możliwości. Podobno Courtney miała zapłacić za zabicie Kurta. Chciała przecież rozwodu… Tylko, że ŚLEDZTWO wykazało inaczej. Nie było żadnych odcisków palców, Cobain miał 225 mg heroiny we krwi.
Znudzenie, bezsens, bezcelowość – tyle można wyczytać z „Listu pożegnalnego”. Te trzy słowa są też przyczyną jego śmierci.
(…) We wszystkich z nas drzemie dobro, a ja po prostu za bardzo kocham ludzi. Tak bardzo, że przez to odczuwam jeszcze większy smutek... Jestem takim, mały, smutnym niepotrafiącym niczego docenić facetem. Jezu, człowieku! Dlaczego nie potrafisz po prostu się z tego cieszyć? Nie wiem! Mam cudowną żonę, pełną ambicji i empatii... i córeczkę, która za bardzo przypomina mnie takiego, jakim kiedyś byłem. (…) Nie mogę znieść myśli, że Frances może stać się kiedyś godnym pożałowania, dążącym do samo destrukcji death rockerem, jakim stałem się ja. (…) Nie mam już w sobie ani trochę krzty pasji, więc pamiętajcie, lepiej jest szybko wypalić się niż znikać powoli. Pokój, miłość, empatia.

http://arktyka.files.wordpress.com/
Te fragmenty znam już na pamięć. Mówią o miłości, o współczuciu i bezsensie.
Jedną z form ucieczki przed dekadentyzmem było budzenie w sobie współczucia dla innych cierpiących – notatka z polskiego. Dekadentyzm wraca.
Wraca, a ja (jak przy każdym zjawisku) pytam o przyczyny. Dlaczego wraca? Znam wiele osób, które żyją, kochają i są kochane, a jednak nie widzą sensu istnienia. Taki stan ducha mogę określić w trzech, jakże bliskich Cobain’owi słowach: znudzenie, melancholia, nostalgia. Emo wnętrze. Z czego to wynika? Nie wiem, ale napiszę, że z codzienności. Myślę, że ci ludzie są znudzeni życiem. Przyzwyczaili się do pesymizmu. Bycie smutnym jest teraz cool. Nie dlatego, że od uśmiechu robią się zmarszczki. Po prostu. Codziennie to samo, znane schematy, nuda szczęśliwego życia.
Zabawne jest tylko to, że optymiści wcale nie żyją „ciekawiej”.