Dodano: 25 czerwca 2009 r., 20:57:25
Ostatnia aktualizacja: 25 czerwca 2009 r., 21:03:38
Wakacyjne przeboje - piosenki tylko na dwa miesiące
Właściciele dyskotek, recenzenci, roztańczone małolatki, stacje radiowe, dziennikarskie hieny – dosłownie wszyscy jak co roku wypatrują (a raczej bardziej adekwatne będzie tu słowo nasłuchują) tej jednej piosenki, którą okrzykną zgodnie hitem lata.
A z tymi hitami ostatnio nie było za wesoło. Komercjalizacja muzyki doprowadziła do tego, iż nie dziwi już nikogo chwilowe wybicie się jakiegoś artysty czy też zespołu. Przed kilkoma laty zrobić dobry biznes w tej branży można było dzięki “letniakowi”. Teraz są już inne opcje.
Kariera w dwa miesiące
Historia uczy jednego – artysta robiący furorę jednego lata, na drugi rok był już zapomniany. Oczywiście nie jest to normą, ale najlepszym tego przykładem może być
Alexia, która w 1997 roku wylansowała przebój
"Uh la la la". Ten kawałek zna każdy. A czy kogoś w ogóle obchodzi to, że Włoszka ma na swoim koncie 11 (słownie: jedenaście) albumów. Nie, ale po co to wiedzieć. Fani i tak zapamiętają ją tylko przez pryzmat letniego hitu, a sama artystka z(a)robiła ile trzeba i już do końca życia może odcinać kupony. Umieszczenie jej najsłynniejszej piosenki na aż 5 solowych płytach przemawia samo za siebie.
Łatwy, zrozumiały, taneczny
Patent na "letniak" tak naprawdę jest prosty. Łatwy do zapamiętania refren, miła i bujająca muzyka oraz niekoniecznie inteligenty tekst. Taki kawałek musi dotrzeć po prostu do większej liczby odbiorców. Doskonałych wzorców do naśladowania jest wiele - wymienię jedynie wiecznie żywy numer "Coco Jumbo" duetu Mr. President, "Macarenę" Los Del Rio oraz grupę Wilki i "Baśkę".
Jedni krytykują muzyków wybijających się w ten sposób. Coś w tym oczywiście jest, ale jak zwykle to bywa, prawda leży pośrodku. Te letnie hity są potrzebne. Co roku nowy dwumiesięczny przebój – bo kto lubi tak naprawdę ogrzewane kotlety?
Lekki spadek formy?
Ostatnio obserwujemy mniejsze zainteresowania "piosenką tylko na lato". Czemu tak się dzieje? Tak naprawdę trudno powiedzieć. Może przesycenie rynku ciągłymi nowościami sprawia, że nie zauważamy pojedynczych utworów? Łatwiejszy dostęp do muzyki, jej większy wybór – to także ma duży wpływ. Te i wiele innych faktów sprawia, że w chwili obecnej każdy z nas może mieć swój własny, niepowtarzalny letni przebój.
Summer Hit 2009?
Trudno mi cokolwiek spekulować, tym bardziej, że moje muzyczne gusta są dość specyficzne, a wakacje dopiero się rozpoczęły. Większość z Was od razu skreśliłaby moje typy, tak jak ja skreślam na przykład od razu utwór "With You" Jay'a Delano. Przez wielu okrzyknięty już hitem tegorocznego lata numer jest tak słaby, że jeśli dziennikarze nie odwołają tej nominacji to... chyba nie przestanie padać! Teraz już przynajmniej wiecie na kogo zrzucić winę za złą pogodę. A tak na poważnie, to nie widzę w tej piosence nic ciekawego, co mogłoby ją zakwalifikować do noszenia plakietki z napisem "Przebój lata 2009".
Takim stuprocentowym "letniakiem" jest dla mnie
"Aloha" duetu Splash (sprawdź
teledysk). Dla niektórych z Was będzie to zapewne pomysł kwalifikujący się bardziej do kategorii "żart" niż "poważna propozycja", ale ile w historii muzyki rozrywkowej było piosenek, które wydawały się nam kuriozalne i niedorzeczne, a jednak zostawały hitami lata? Do przeboju letnich miesięcy nie trzeba wiele – porywająca do tańca muzyka, łatwy tekst, czasem śmieszna choreografia.
"Aloha" posiada te wszystkie cechy, więc może podbije listy przebojów?
Pożyjemy, zobaczymy jak mówi stare powiedzenie. Jednak co by nie gościło na top listach radiowych, musimy pamiętać, że to tak naprawdę od nas, a nie od trzyminutowego ciągu dźwięków zależy czy wakacje będą udane,.
Komentarz autora:
Oczywiście zapraszam wszystkich do podawania swojego typu na tegoroczny wakacyjny hit.