Dodano: 27 czerwca 2010 r., 22:55:07
Ostatnia aktualizacja: 27 czerwca 2010 r., 23:02:21
Toksyczna mama
Jako człowieka "gryzie" mnie mnóstwo rzeczy. Jako kobietę, dwa razy tyle. Co robić z tym co nas "gryzie"? Przemilczeć? Krzyczeć o tym głośno lub pisać z pełną werwą? A może dać się znieczulić, na wzór znacznej części naszego społeczeństwa?
Od kiedy pamiętam zawsze się spóźniam. Taką mam naturę i już. Freud powiedziałby pewnie, że to podświadoma chęć wzbudzenia zainteresowania. W końcu na osobę spóźniającą się czeka z reguły cała sala. Denerwują się przy tym wszyscy, lecz spóźnialskiemu wcale to nie przeszkadza. Kiedy wchodzi wszyscy już wiedzą kim jest owy spóźniony, wszyscy też odwracają z zaciekawieniem głowy, by ujrzeć niepokornego, gdy ten akurat ma największy ubaw i zaspokojoną potrzebę bycia popularnym. Fakt, że to raczej marnej jakości sława – ale jest.
Nie dyskutuję z Freudem, bo pewnie ma rację, a ja muszę do tej prawdy dorosnąć.
Tak więc i tym razem zapowiadało się na spóźnienie, a że do tego nie doszło to tylko wina mojego znajomego, który znając moją przypadłość postarał się mi w realizacji standardu, przeszkodzić. Cóż, wybaczam mu, gdyż tym razem chodziło o lot samolotem, co nie znaczy, że mi się to jeszcze nie zdarzy.
Tym razem jednak zdążyłam i nikt na mnie nie czekał. Swoją drogą, nawet jakby, to co? W niebie korków nie ma, prawda?
Lot do Rzymu był „pestką”. Godzina minęła nie wiedzieć kiedy. Teraz był przede mną skok do Warszawy. Zapakowałam się wygodnie, miejsce przy oknie, jest git. Prawie chciałam przysnąć dopóki nie podadzą darmowego picia z dodatkiem. Ten moment lubię chyba najbardziej. Zawsze na pytanie czy życzę sobie krakersy czy biszkopty, odpowiadam „zdezorientowaną” minę życiowej niemoty. Przewalam oczkami w zakłopotaniu, jakby od tej decyzji zależało moje życie i w rezultacie otrzymuję obydwie opcje. Cóż, niewieści przekręt. Tym razem było podobnie, dostałam dwie paczki i niepomna żenady, zaczęłam je jeść. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie dyskomfort, który znienacka poczułam. Był nim bliżej nie zidentyfikowany obiekt, kopiący mi zawzięcie w oparcie. Taa, dziecko na pokładzie. Dobra, myślę sobie, dam radę. Dałam – bo musiałam i to wcale nie z dzieckiem, ale z jego mamusią sobie dać radę musiałam. Najpierw mały rozbójnik dostał burę za kredki, które spakował ze sobą. „Wstydź się, taki duży jesteś a kredkami się bawisz!” usłyszałam za plecami. Matko, pomyślałam, ja to się do dzisiaj kredkami bawię i to wcale na złe mi nie wychodzi. Później owa mamusia całe dwa kwadranse suszyła głowę, coraz bardziej niesfornemu dzieciakowi, za ostatnią wizytę u dentysty. Mały wprawdzie chciał coś wytłumaczyć, ale nie dawał rady przebić się przez trajkot matki. W końcu do rozmowy włączyła się inna kobieta. Ta również miała jakieś spaczenia, bo jedyne czym się zajmowała to rozpaczanie nad własnymi dziećmi, do popaprania których pewnie sama się przyczyniła. No bo jak można wciąż te dzieci o coś oskarżać, wciąż utyskiwać i narzekać. Nie chodź tam, nie rób tego, nie skacz, nie biegaj, nie hałasuj… Przypomina mi to skecz o Żydzie, który chciał odzwyczaić swojego konia od jedzenia, zmniejszając mu porcje żywieniowe i w prawie by go odzwyczaił ale koń niespodziewanie zdechł. Te panie podobnie, w mniemaniu moim, uśmiercały swoje dzieci stosując metodę owego Żyda. Efekty takiej edukacji zauważyć, a nawet poczuć, można od razu. Ja przynajmniej poczułam, na własnych plecach zresztą. Cóż za durna matka bazuje na samej krytyce i porównywaniu w procesie zwanym wychowaniem? Owym porównywaniem popisała się super durna mamusia podczas rozmowy z równie durną swoją interlokutorką, wychwalając pod niebiosa dzieci swoich znajomych i sąsiadów. Własnego dziecka nie doceniła ani razu. Jedyne, co poczułam to litość i współczucie do dziecka kopiącego mnie w oparcie fotela i nieopanowaną wręcz wściekłość do jego matki. No jak tu mieć nadzieję na lepsze jutro?!

Durnych rodziców nie brakuje. To, co zasiewają w głowach swych pociech jest okrutne i godne potępienia. Ziarna kompleksów i niedowartościowania kiełkują szybko i zakorzeniają się łatwo oraz głęboko sięgając najgłębszych pokładów podświadomości. Po rodzicielskiej obróbce pokiereszowane emocjonalnie istoty, trafiają na przemiał do szkół gdzie pseudopedagodzy dokończą dzieła zniszczenia na młodej osobowości. Potem mamy społeczeństwo nieudaczników, arogantów i łobuzów. Nikt nie pomyśli, że przyczyn upatrywać należy w domu rodzinnym petenta.
Zdrowe wychowanie potomstwa. Tak, o tym niewiele osób ma pojęcie. Niewiele też rodziców umie przyznać się do błędu. O nauczycielach w ogóle nie wspomnę, bo to kasta idealnych wręcz osób. Pamiętam jak taka jedna, zakała mojego dzieciństwa, tłumaczyła mi kiedyś, że jej ostre postępowanie wobec uczniów, po linii prostej przyczynia się do ich sukcesu życiowego. No, na Zeusa! Cóż za arogancja i narcyzm!
Ciężką miałam podróż, oj ciężką. Że też ja muszę się tak we wszystko emocjonalnie angażować! Bolą mnie jednak wszystkie te rzeczy, których konsekwencje widzę oczami duszy. Nie sposób zmienić wszystko. Trudno też walczyć z głupotą, tak powszechną czasami, że aż niezauważalną. Wszystko stoi na głowie, czy tylko ja się po prostu starzeję?