Dodano: 01 marca 2010 r., 16:46:35
Ostatnia aktualizacja: 01 marca 2010 r., 16:46:35
Smak sukcesu
Niewiarygodny, niesamowity, wyjątkowy - te i inne przymiotniki wgryzły się w nasz codzienny słownik w odniesieniu do sukcesów naszych zawodników w Vancouver. Sukces jest bezsprzeczny, jest wielki i jest nasz. Jest również pewne, że chcemy więcej, ale o tym jak to osiągnąć nie mówi nikt. A może nadszedł czas żeby się nad tym zastanowić?
Na początek zaznaczę, że jestem super, hiper szczęśliwy, wzruszony i poruszony - tak jak pewnie reszta populacji naszego kraju, że wytargaliśmy te 6 medali. To jest cud. Cud o jakim nikt chyba nie śnił, zważywszy na nakłady na sport w naszym kraju. Inna sprawa, że zaistnieliśmy głównie dzięki "czarnym koniom" imprezy - Adamowi Małyszowi i Justynie Kowalczyk.
Największym sukcesem, w kontekście tychże nakładów, jest jednak nie srebro Małysza, nie złoto Kowalczyk, tylko brąz panczenistek, które nawet hali do treningu nie mają i jeżdżą na odkrytych Stegnach. Podobno jest to zupełnie inna konkurencja, niż gdyby jeździć w hali. Sukces dziewcząt tym większy, że na nich od początku "lagę" położono.
Jak zwykle w takich sytuacjach, media przez czas jakiś, będą uprawiać intelektualny onanizm i otoczą nas aurą sukcesu polskiego sportu. Mają swoje pięć minut. W tym zapamiętaniu warto jednak zastanowić się nad drugą stroną medalu (niekoniecznie olimpijskiego).
A druga strona jest ciemna. Zamiast się cieszyć chwilowym sukcesem, trzeba spojrzeć z boku i uderzyć się w pierś, że dobrze jest tylko w dwóch dyscyplinach, a reszta konkurencji leży i głośno kwiczy. A w zasadzie, nawet w tych dwóch dobrze nie jest. Bo co będzie jak zabraknie Małysza czy Kowalczyk? Odpowiem cytując Kononowicza: "Nic nie będzie." Będzie przypadek i szczęście.
Potęgą sportów zimowych nie jesteśmy i pewnie jeszcze długo nie będziemy. Tyle, że tego nie da się zbudować ot tak. Potrzebne są pieniądze, reklama, jeszcze większe pieniądze i jeszcze większa reklama. I dużo pracy. Medale mogą się trafiać od czasu do czasu, bo to wynika nawet ze statystyki. Stare przysłowie mówi, że nawet ślepej kurze trafi się ziarnko.
Oglądając finał hokeja pomyślałem, że coś tu, u nas jest chyba nie tak jak trzeba. Tak widowiskowy sport, tak szybki i brutalny spełnia podstawowe kryteria miłośnika igrzysk. Jest prędkość, jest krew, są emocje. Jakim cudem w Polsce nie mamy ligi hokeja z prawdziwego zdarzenia? Jakim cudem żadna telewizja nie stara się na hokeju zarobić? Dlaczego nie ma reklam, transmisji? Podobno telewizja publiczna ma misję, a czym jeśli nie misją jest krzewienie i popularyzacja sportu? Może zamiast dokładać w dziurawy wór piłki nożnej (gdzie składy drużyn dzielą się na tych, którym się jeszcze nie chce, bo za mało zarabiają i tych, którym się już nie chce, bo zarabiają za dużo), należałoby się zwrócić ku innym dyscyplinom, takim jak choćby hokej?
Gdzie są inne sporty zimowe? Na nartach zaczyna jeździć coraz więcej ludzi, może kiedyś doczekam się, że usłyszę o polskich alpejczykach, czy alpejkach. Może ktoś wpadnie na światły pomysł i postanowi zarobić na transmisji zawodów slalomowych, gigantowych, czy jakichkolwiek w Polskiej telewizji z udziałem polskich narciarzy na polskich stokach? Nie ma tego dużo, ale przecież kilka tras FIS -owych widziałem. Skoro da się na skoczni, dlaczego nie dałoby się na stoku?
Na razie jest to chyba zaklinanie deszczu z mojej strony, ale liczę, że ktoś w końcu się obudzi. Na razie jesteśmy jak ta ślepa kura, która trafiła na ziarnko, cieszy się jego smakiem, i miałaby chęć na więcej. Oczywiście, jest szansa, że w przyszłości coś się jej trafi, ale ma dokładnie tyle samo szans na to, że wdepnie w swoje własne...
Komentarz autora:
więcej nie tylko o Vancouver na http://reactor.bloog.pl