Dodano: 08 marca 2010 r., 08:25:08
Ostatnia aktualizacja: 08 marca 2010 r., 11:31:06
Redshift
Jest to pierwsza płyta tego zespołu i tak naprawdę nie posiada przypisanego tytułu. Zwykle jednak nazywa się ją po prostu "Redshift".
Na krążku odnajdziemy wyraźne echa klasyki muzyki elektronicznej. Artyści nawiązują do największych dokonań tejże, a użyte instrumentarium "z epoki" potęguje efekt. Jest to z pewnością działanie zamierzone, ale z naśladownictwem nie ma wiele wspólnego (czego dowodem są choćby kolejne wydawnictwa grupy). Potencjalnego słuchacza powita charakterystyczna sekwencerowa dynamika, która trwa prawie nieprzerwanie przez całą płytę (z małym wyjątkiem). Otwierający "Redshift" to rozbudowana zgodnie z kanonem "berliner schule" kompozycja, w której nastrój jest budowany stopniowo (od wolniejszych i cichszych dźwięków, po bardziej dynamiczne i intensywniejsze). Potem niewiele się zmienia. W dwóch kolejnych utworach ("Spin", "Shine") klimat nie ulega zauważalnym zmianom . Ostatnia rozbudowana, najdłuższa na płytce kompozycja ("Blueshift") może być pewnym zaskoczeniem. Zawiera w sobie umiejętnie wplecione w niesiony nastrój... bicie ludzkiego serca (ponad 10 min. uderzeń). Wrażenie jest niesamowite. Przy odpowiednim nastawieniu/wsłuchaniu można poczuć własną "pompkę". Trzeba przyznać, że głównie dzięki temu utworowi krążek zyskuje niezwykły wymiar. Reszta zamieszczonych kompozycji, choć interesująca, wydaje się (przynajmniej dla mnie) nieco już "osłuchana".
Opisana płytka w kontekście następujących po niej kolejnych pozycji dyskografii grupy szczególną rewelacją nie jest. Należy jednak brać pod uwagę, że to pierwsza produkcja formacji Redshift. Produkcja trochę poszukująca, ale całkiem udana i przyciągająca "elektroniczne" ucho. Dla fanów gratka.
Komentarz autora:
rok wydania płyty: 1996, remastered: 2006