Kategoria: Kultura i sztuka > Film
Rodzaj: Recenzja
Dodano: 03 grudnia 2009 r., 20:00:07
Ostatnia aktualizacja: 03 grudnia 2009 r., 20:00:07
Panowie, przed Generałem Nilem - Baczność!!!
plakat filmu generał Nil
Oczekiwałem na film „Generał Nil” z niecierpliwością. Po zwiastunach widzianych w Internecie i telewizji musiałem go zobaczyć. Jakoś jednak, by pójść do kina nie było czasu.
Może bardziej przez to, że słyszałbym jedynie mlaskanie i grzebanie w opakowaniach chipsów, czego nie znoszę. A ja wolę obejrzeć dobre kino w spokoju, by przenieść się w magiczny świat kina, a nie w świat mlaskania i siorbania.
Wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Zwiastuny zapowiadały niezłą jadkę. Wybuchy wieściły hektolitry przelanej krwi. Tego właśnie od takich wojennych filmów oczekuję. Wczoraj go obejrzałem, wreszcie. Można by rzec, co się jednak odwlecze, to nie uciecze, jak mówi polskie przysłowie.
I co, i zawiodłem się, ale czego mogłem się spodziewać po filmie z Olgierdem Łukasiewiczem. Aktor ten nie gra przecież na szklanym ekranie, przynajmniej nie w kasowych filmach. Jego ostatnią rolą filmową jest chyba Albercik w „Seksmisji", ale mogę się mylić. Nie było szumnie zapowiadanych w zwiastunach fajerwerków, zabijania niemieckiego okupanta. Przez 120 minut filmu tylko jeden wybuch, kilka strzałów i to wszystko?
Tak śmiało mogę powiedzieć, że się zawiodłem. Zawiodłem się na całego, lecz do jasnej cholery, zawiodłem się POZYTYWNIE. Takie filmy właśnie lubię, takie, które potrafią mnie zaskoczyć, przemówić do mnie, powalić na łopatki, niczym bokser wagi super ciężkiej i zawieść pozytywnie.
W gąszczu wszechobecnej sieczki, którą lubię oglądać film ten okazał się być innym, powiedzieć muszę wartościowym. Obejrzałem go jednym tchem. Z początku, z nadzieją zobaczenia obiecywanych w zwiastunie fajerwerków, a potem, dlatego że wciągnęła mnie jego akcja.
Film jest rekonstrukcją ostatnich lat życia jednego z największych polskich patriotów, legendarnego dowódcy Kedywu, generała brygady Augusta Emila Fieldorfa, pseudonim „NIL”. W czasie II Wojny Światowej, jako dowódca Dywersji AK kierował najważniejszymi akcjami w okupowanej Warszawie. To pod jego dowództwem dokonano udanego zamachu na kata Warszawy, generała SS Franza Kutcherę. Z tego, co wiadomo Niemcy bali się go jak ognia. Stał również na czele organizacji „NIE”, która była przygotowywana do czynnego sprzeciwu wobec okupanta sowieckiego.
Akcja filmu toczy się w Polsce, w Polsce okupowanej przez Związek Sowiecki. Głównego bohatera, czyli generała „Nila” , poznajemy tuż po wojnie, kiedy wraca z zesłania do ojczyzny.
witajcie w ojczyźnie obywatelu
Zesłany tam został, jak się później dowiadujemy pod fałszywym nazwiskiem. Z pewnością, dlatego sowieci i polski aparat NKWD nie zamordował go w tym czasie, bo po prostu go nie zidentyfikował. Po powrocie z zesłania do Polski w roku 1947 pod fałszywym nazwiskiem, generał całkowicie wycofuje się z działalności konspiracyjnej. Jego bierność nie spotyka się ze zrozumieniem podwładnych, którym udało się przeżyć niemiecką okupację i walkę z okupantem. Ja sam w pierwszej chwili postawiłbym go pod mur i rozstrzelał za zdradę państwa polskiego.
Nie wiem jak bardzo film, a raczej jego scenariusz odzwierciedla słowa, które rzeczywiście generał wypowiadał w tamtym okresie, ale te, które wypowiada grający go Olgierd Łukasiewicz są bardzo wymowne. To dzięki dobremu scenariuszowi ten film trzyma w napięciu od początku do samego końca.
Moja już niemłodzieńcza buta pokrywa się z butą tych, którzy nie mogą zrozumieć postawy swojego dowódcy. Wszelkie próby nakłonienia go przez żołnierzy AK do konspiracji, spełzają na niczym. Po wypowiedzianych przez niego słowach odchodzi mi jednak ochota rozstrzelania. Po głębszym zastanowieniu, to, co mówi generał przybiera zjadliwą i możliwą do przełknięcia formę. To właśnie te słowa uderzają mnie, odbiorcę najbardziej. Generał tłumaczy podwładnym: „Myślicie, że to jest sposób na odzyskanie niepodległości. Nie! To jest sposób na zbiorowe morderstwo. Idźcie do szkół, na studia, tego właśnie potrzebuje teraz Polska”. Trudno się z nim nie zgodzić, patrząc przez pryzmat piekła, przez które przeszedł i nieba, do którego wrócił po zesłaniu.
Sam generał, po powrocie do Polski ujawnia się w 1948 roku. Urzędnicy aparatu bezpieczeństwa nie dają wiary jego słowom i rejestrują go pod fałszywym nazwiskiem, takim, jakim wrócił z zesłania i jakie widniało w jego fałszywych dokumentach. Generał próbuje żyć, wraca do rodziny. Rodzina po początkowej euforii karze mu wyjechać na zachód, bo to uchroni go od pewnego stryczka. I w tym momencie pojawia się dylemat czy generał jest nadal patriotą czy już nie. To, co przemawia za tym, to wypowiedziane słowa: „Wyjechać na zachód, to byłoby tchórzostwo wobec tych, którzy tu zostaną”. W tej chwili odbieram go jako prawdziwego wojownika, by zaraz po kolejnym zdaniu: „Spróbuję tu normalnie żyć”, wpaść w złość i osłupienie.
Film pokazuje człowieka, który nie widzi sensu konspiracji i walki z sowieckim okupantem. Czy powinno mnie to dziwić? I tak i nie. Jeszcze młodzieńczy zapał nie potrafi tego zrozumieć, aczkolwiek uczucia rodzicielskie mówią co innego. Sam nie wiem, co bym w takiej sytuacji zrobił. Biorąc pod uwagę fakt, że jego Polska została sprzedana przez Zachód i Stany Sowietom, jego obojętność i bierność jest zrozumiała. Z drugiej jednak strony, kto ma dawać przykład jak nie tacy ludzie jak on, tym młodym, którzy chcą walczyć? Doskonale pokazana sytuacja patowa.
Do momentu aresztowania przez UB, czyli w 1950 roku, generał umiejętnie balansuje na granicy życia i śmierci, bawiąc się z aparatem bezpieczeństwa w przysłowiowego kotka i myszkę. Pod wpływem ogłoszonej amnestii, za namową ludzi i zgodnie ze swoim sumieniem postanawia ponownie się ujawnić, robi to w roku 1950. Na swoje nieszczęście tym razem zostaje potraktowany poważnie i aresztowany zaraz po ujawnieniu. Wielokrotnie przesłuchiwany i maltretowany nie przyznaje się jednak do stawianych mu, odpowiednio spreparowanych zarzutów. Nie decyduje się również na współpracę ze służbami bezpieczeństwa w zamian za kasację wyroku.
To, co uderza mnie w tym momencie na ekranie, to realność przesłuchiwań. Mokotowskie więzienie przedstawiane w filmie, jest bardzo, ale to bardzo realne. W momencie zamknięcia generała w izolatce czuje się zapach spływających do niej odchodów. To bardzo wymowne sceny, które działają na wyobraźnie i pokazują obraz tragedii, tragedii nie tylko głównego bohatera, ale również ludzi, którzy przeżyli okupację niemiecką, a przyszło im zginąć z rąk sowieckiego okupanta i swoich rodaków. Słowa jednego z żołnierzy AK, po zabraniu jego kolegi na stracenie: „Niemcy nawet go nie drasnęli, a teraz zginie z rąk swoich rodaków”, mówią same za siebie i zwalają mnie z nóg. Sam generał nie wierzy już w swoje ocalenie. W rozmowie ze współwięźniem stwierdza: „Raz wygrywa dobro, a raz zło”. Szkoda, że w jego przypadku i jemu podobnym, czyli zaplutych karłów reakcji wygrało jednak zło.
W tym momencie mam ochotę zabić wszystkich kolaborantów (Polaków), współpracujących z sowietami, jak i samych sowietów, chcę widzieć jak płacą za swoje grzechy śmiercią, tak jak Ci, których sprzedali, zamordowali. I tu kolejny raz wprawia mnie w osłupienie generał, mówiąc: „Nie osądzajmy kogoś, kto przeszedł przez piekło NKWD”. Trudno się z tym nie zgodzić, chęć do wymierzenia sprawiedliwości opada, bo sam nie wiem jakbym się zachował w takiej sytuacji. Czy wytrzymałbym tortury, jakim poddawano współpracowników generała, by wymusić na nich fałszywe zeznania? Patrząc na ich twarze i kondycję psychiczną w czasie procesu generała, nie wiem, nie chce wiedzieć, nie chcę stanąć przed podobna sytuacją, nigdy w moim życiu.
Po sfingowanym procesie, który opierał się na wymuszonych zeznaniach bezpośrednich współpracowników, generał zostaje skazany 16 kwietnia 1952 roku na karę śmierci, przez rozstrzelanie. Tu kolejna scena, która ściska moje rodzicielskie serce. Po ogłoszeniu wyroku dochodzi do ostatniego widzenia generała z rodziną, czyli żoną i dwiema córkami. Generał sprzeciwia się proszenia o łaskę samego Bieruta. Mówi: „Rewizja procesu, tak, prośba o łaskę, nie”. Po tych słowach rozgrywa się prawdziwy dramat rodziny, a słowa córek i matki pozostają w pamięci widza: Ojciec, musisz żyć dla nas, a nie dla Polski. Niech ojciec nie myśli o dumie, godności, liczy się życie, My”. Trudno się z tymi słowami nie zgodzić, zgadza się w końcu i sam generał. Wysyła na piśmie prośbę o łaskę do wspomnianego prezydenta Bieruta. Prośba o łaskę zostaje jednak odrzucona, a wyrok Sądu Wojewódzkiego podtrzymuje Sąd Najwyższy w dniu 20 października 1952 roku.
Wyrok przez powieszenie zostaje wykonany w dniu 24 lutego 1953 roku, w więzieniu Warszawa-Mokotów. Opadające ciało generała, po pociągnięciu za dźwignię przez egzekutora, działa na wyobraźnię. Nie wiem czy ja jestem tak skonstruowany, ale praktycznie czułem jak to mnie zakładają pętlę na szyję. Czułem jak spadam po zwolnieniu dźwigni, jak gwałtowne pociągnięcie liny skręca mi kark.
raz wygrywa dobro, a raz zło
I cisza, zakopywane zwłoki posypywane wapnem gaszonym, litery, koniec, a ja pozostaję nadal w transie, analizując ogrom zła, przez jakie przeszło pokolenie Fieldorfa i jemu podobnych. Analizuję dramat tych, którym udało się przeżyć okupację niemiecką i wpadli w objęcia swoich wybawicieli-oprawców. Scena kończąca film zwala mnie z nóg, a słowa wyciskają łzę, którą staram się ukryć: „Witajcie w ojczyźnie, obywatelu”.
Za słowami generała staram się nie oceniać tych, którzy współpracowali z aparatem bezpieczeństwa w tamtym okresie. Nie mnie to oceniać, bo sam nie wiem, co bym zrobił będąc na ich miejscu, aczkolwiek zrozumieć nie mogę, nie potrafię, a może nie chcę?
Tak jak napisałem wcześniej, jestem zawiedziony, zawiedziony jednak POZYTYWNIE. Pomimo braku fajerwerków, statycznej akcji, powiedziałbym nawet teatralnych zdjęć, film mnie zachwycił. Zachwycił mnie swoją dramaturgią, świetnie skonstruowanymi dialogami, które działają na moją wyobraźnię. Realistycznie odzwierciedlone prześladowania, przesłuchania i maltretowania więźniów, klimat więzienia i nienawiści wobec rodaków. Wszystko okraszone doskonałą jak dla mnie grą Olgierda Łukasiewicza, jak również innych aktorów, mało znanych zresztą. Może, dlatego są tak wiarygodni w swej grze.
Jeżeli jeszcze nie oglądaliście tego filmu, a chcecie nadrobić braki w historii, to gorąco polecam, bo warto go obejrzeć, by zobaczyć jak powinien zachowywać się człowiek, na którego barkach spoczywa los innych.
Tak już dla Waszej informacji, generał August Emil Fieldorf, pseudonim „Nil” został zrehabilitowany w 1989 roku, odznaczony pośmiertnie przez prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego. Natomiast 29 Lutego 2008 Sejm 6 kadencji na swoim 9 posiedzeniu uczcił pamięć generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila". Oto sejmowy zapis stenograficzny tego fragmentu obrad:
Marszałek: Przystępujemy do rozpatrzenia punktu 23 porządku dziennego: Przedstawiony przez Prezydium Sejmu projekt uchwały w sprawie uczczenia 55 rocznicy śmierci generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila” (druk nr 279). Marszałek:
Jeszcze raz proszę uprzejmie o powstanie. (Zebrani wstają)
„Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie uczczenia 55 rocznicy śmierci generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. 24 Lutego 2008 roku minęła 55 rocznica śmierci Augusta Emila Fieldorfa, pseudonim 'Nil'. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje cześć temu wielkiemu obywatelowi, patriocie i żołnierzowi.
„August Emil Fieldorf we wczesnej młodości brał udział w wojnie o odzyskanie niepodległości, a potem walczył w jej obronie. Był żołnierzem Pierwszej Brygady Legionów, uczestniczył w wojnie z Rosją Sowiecką w 1920 roku, bronił Polski we wrześniu 1939 roku, był żołnierzem Armii Krajowej, w której pełnił funkcję dowódcy Kedywu - Kierownictwa Dywersji. Po wojnie aresztowany przez NKWD, a potem przez UB, został przez krzywoprzysiężny sąd skazany na śmierć i zamordowany.
August Emil Fieldorf jest przykładem człowieka, który całe życie poświęcił walce o niepodległość i suwerenny byt Rzeczypospolitej Polskiej. Stwierdzam, że Sejm podjął uchwałę w sprawie uczczenia 55 rocznicy śmierci generała „Nila”. Dziękuję bardzo. (Burzliwe oklaski)” ,
do których ja również się przyłączam Panie Generale.
Komentarz autora:
1. Informacje w linkach pochodzą z portalu WIKIPEDIA 2. Zdjęcia zapożyczone z portalu FILMWEB.
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(21 lutego 2010 r., 22:52:14)
Ładnie, ciepło, serdecznie - uczciłeś pamięć Generała "Nila". Przesłanie filmu zostało osiągnięte. Brawo dla jego twórców!
(06 grudnia 2009 r., 16:07:46)
Ja też tęskniłam, ale ostatnio nie miałam czasu troszeczkę. Za to dziś zapraszam do lektury mojego nowego artykułu;)
(06 grudnia 2009 r., 14:33:06)
OT Co to było, że Cię nie było?! Zatęskniłem nawet... Jeszcze jakby Mirnal wrócił... :P
(06 grudnia 2009 r., 08:51:42)
Oj słabiutko pod względem stylistycznym i językowym...Popracuj nad tym koniecznie. Rzeczywiście zdradzanie zakończenia też nie zachęca do obejrzenia filmu. Ja już na szczęście oglądałam i robi wrażenie;) Powodzenia życzę przy poprawkach;)
(05 grudnia 2009 r., 11:14:46)
Nieładnie brzmi też: "Można by rzec, co się jednak odwlecze, to nie uciecze, jak mówi polskie przysłowie". "Jednak co się odwlecze, to nie uciecze, jak mówi polskie przysłowie" jest zgrabniejsze. No i przecinki :) standardowo. Poza tym: recenzja bez spojlera - dla mnie, po obejrzeniu, nie kłopot. Nie zachęcasz jednak tych, którzy chcieliby zobaczyć, skoro zdradzasz zakończenie.
(04 grudnia 2009 r., 11:38:03)
Jeszcze nie widziałem. Może w końcu uda mi się obejrzeć...
(04 grudnia 2009 r., 00:14:19)
Przegiąłeś kolego z ostatnią rolą Łukaszewicza w "Seksmisji". Widać, co głównie trafia u Ciebie na ekran. Recenzja ok, trochę za dużo historii, a za mało spojrzenia na warsztat i technikę filmową, ale... widać, że nie chodziło Ci o to, żeby zachęcić czy zniechęcić, a raczej przybliżyć i streścić. Stąd wnoszę - brak spojlera. Do Twojego przecinkowego kalectwa już przywykłem. Ładne.
(04 grudnia 2009 r., 00:04:05)
Historia poruszająca, film poruszający, recenzja podobnie. Przywołała sceny, wzbudziła ciarki. Nie wiem tylko, czy można się pozytywnie zawieść, nawet jeśli piszesz to celowo, brzmi nieładnie. Szczególnie kilkukrotnie. Poza tym i drobnymi usterkami - wielki plus za treść.
1 - 8 z 8 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
01 listopada 2009 r.
22 listopada 2011 r.
2337
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska