Dodano: 23 lutego 2010 r., 18:46:17
Ostatnia aktualizacja: 23 lutego 2010 r., 18:46:17
Przy herbacie: Obiadowa dorosłość
Herbata i sposób jej parzenia to w niektórych zakątkach świata wręcz obrzęd sakralny. Łyk tej prawdziwej pozostaje w pamięci na długo. Jaśminowa, zielona, z dzikiej róży i ta zwykła, czarna - uwielbiam każdą. Nie wyobrażam sobie świata bez herbaty i herbaty bez świata. Przy herbacie pisze mi się najlepiej.
Tydzień temu, w poniedziałek, przestałem być dzieckiem. Powiem nawet więcej - nie tyle przestałem, co zerwałem całkowicie z dzieciństwem, ze wszystkimi jego wspomnieniami, pamiątkami, śladami pamięci duchowej i namacalnej, widmami, reminiscencjami. Relikwia z czasów mojego dzieciństwa, święty Graal beztroskiej młodości został rozbity, roztrzaskał się, sięgnął bruku. Mój obdarzony magicznymi mocami talerz z wzorem róży na brzegach rozbił się.
Talerz z wzorem róży na brzegach towarzyszył mi odkąd pamiętam. Jakkolwiek próbowałbym sięgnąć pamięcią w głąb mojej przeszłości, zawsze był gdzieś obok. Talerz ów był w czasach dzieciństwa dowartościowaniem, przybliżeniem do świata dorosłych. Dorośli jedli zupę z głębokiego talerza, ja również jadłem zupę z głębokiego talerza, a nie żadnej tam mniejszej miseczki, mniejszego talerza, czy innego, przeznaczonego dla dziecka mogącego już samodzielnie jeść zupę, mniejszego naczynia. Mój ojciec jadł z dużego talerza, moja matka jadła z dużego talerza, moja siostra jadła z dużego talerza i z dużego talerza, z wzorem róży na brzegach, jadłem również ja. Czułem się wyróżniony, traktowany poważnie, a nie jak jakieś dziecko, któremu, jak wiadomo, głos nie przysługuje.
Mój święty przedmiot dzieciństwa był dla mnie jedyny w swoim rodzaju i pisząc te słowa nie fałszuję rzeczywistości. Faktycznie talerz z wzorem róży na brzegach był jednym, unikalnym obiektem w moim rodzinnym domu. Nie mam pojęcia, czy rodzice kupili go już jako sierotę, czy po prostu reszta zastawy nie przetrzymała próby czasu. Dla mnie, mój talerz był zawsze jedynym w całym układzie słonecznym, ostatnim osobnikiem z zagrożonego gatunku. A teraz go już nie ma. W jednej chwili moje dzieciństwo pękło, rozpadło się na trzy części i przestało istnieć. Sekundę temu było, teraz go już nie ma.
Jedząc - powiedzmy - zupę pomidorową, byłem ciągle dzieckiem, wracałem myślami do czasów, kiedy wymuszając na mnie spożycie posiłku, karmiono mnie w imię ojca, matki, siostry, wujka, babci, dziadka, psa i żółwia. Amen. I przyszedł dzień i wybiła godzina, w której inicjacja dorosłego wieku stała się faktem bezsprzecznym. Talerz się rozbił, dzieciństwo się skończyło i wrócić do niego nie ma już jak.
Michael Jordan trzeci raz do czynnego uprawiania koszykówki już nie wróci, Shaq O’Neal nie wystąpił w tegorocznym Meczu Gwiazd ligi NBA, smoczyca Matylda nie widnieje już w logu radia RMF FM, a raper Notorious B.I.G., dzięki któremu poznałem prawdziwy hip-hop, już nie żyje. Woreczek na kapcie z podstawówki z naszytymi inicjałami też już dawno przepadł. Ostatni przedmiot wiążący mnie z własnym dzieciństwem - talerz z wzorem róży na brzegach - przestał istnieć. Przez miniony tydzień jadłem zupę z innego talerza, takiego samego jak mój ojciec i moja matka, jak prawdziwy dorosły. Zasiadając do kawowego elementu serwisu obiadowego z ciemnobrązowym obrzeżem nie odróżniam się już od nich. Nie jestem już dzieckiem - przynajmniej w obiadowych sytuacji. Dzieciństwo się skończyło, została już tylko dorosłość - przynajmniej ta obiadowa.
Komentarz autora:
Strony autora zdjęcia: mateuszzaczkiewicz.pl & flickr.com/photos/matju/