Fotografia ślubna Lublin
Kategoria: Polityka
Rodzaj: Felieton
Dodano: 23 maja 2010 r., 01:22:16
Region: Polska
Ostatnia aktualizacja: 23 maja 2010 r., 01:22:16
Polityczny patetyzm
Ruiny świątyni Atremidy
Historia filozofii, polityki, sztuki czy religii zna liczne przykłady patetycznych bohaterów, którzy gotowi byli poświęcić swoje życie tylko po to, aby ich wizerunek przetrwał wieki. Dzisiaj, w pewien sposób robi to każdy z nas, a jak to robią nasi politycy?
Wszyscy pamiętamy wybory prezydenckie z roku 1990. Do miana głowy państwa startowały dwa, mocno nadszarpnięte wówczas, autorytety społeczne, Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki. Obydwaj kandydaci mieli na swym koncie już sporo porażek. Pierwszy już dawno nie świecił sławą sierpnia 80, a drugi, zważywszy na sposób sprawowania urzędu premiera, nie wzbudzał zaufania. Wtedy to, nieoczekiwanie, na arenę polityczną wkroczył Stanisław Tymiński. Nikomu nie znany, drobny biznesmen z Kanady, nie tylko zszokował ale i postawił pod znakiem zapytania przyszłość Polski. Jego program stanowił wariację populistycznych nonsensów, które przeforsował w pierwszej turze wyborów, eliminując tym samym, jednego z kandydatów, mianowicie Tadeusz Mazowieckiego. Takiego obrotu spraw nie spodziewał się chyba nikt w kraju. Nikt też nie znał odpowiedzi jak z tej, niebezpiecznej już, sytuacji wybrnąć. Problem rozwiązał sztab wyborczy Lecha Wałęsy, zapewniając przyszłemu prezydentowi wizerunek „Wielkiego Nieobecnego”. Tu zatrzymam się, na chwilę aby wyjaśnić użyty przeze mnie termin. Funkcjonuje on na gruncie dyscypliny filozoficznej, zwanej estetyką i oznacza osobę, która dla wzmocnienia, czy też odrodzenia swojej wielkości, stosuje pewien chwyt taktyczny. Pokrótce można go opisać słowami: był, okazał siłę i niespodziewanie odszedł by jednak powrócić. Najlepiej jest, kiedy osobę taką, jeszcze przed odejściem, spotka niesprawiedliwy brak zainteresowania. W czasie nieobecności „Wielkiego” wzrośnie w społeczeństwie poczucie zagrożenia i tęsknoty tak, że jego powrót urośnie do rangi wybawienia.
Aleksander Wielki
Powróćmy teraz do Wałęsy. Po wielkiej wygranej Tymińskiego, w pierwszej turze wyborów, rozgorzały w społeczeństwie dyskusje, co będzie jeżeli i druga tura wyborów okaże się dla nieznajomego szczęśliwa? Zaczęto nawet podejrzewać, że przybysz jest niebezpiecznym agentem-prowokatorem. W panice szukano odpowiedzi wszędzie, gdzie było to możliwe, również w sztabie wyborczym Wałęsy. Tutaj jednak zaistniała sytuacja niespodziewana. Drugi kandydat, Lech Wałęsa, zniknął, zapadł się pod ziemię i nikt nie wiedział gdzie szukać go należy. Przez ten fakt, podejrzenia wobec Tymińskiego nabrały na sile. Zaginięcie kandydata było jednak celowe. Nieobecność wywołała wrzawę i zbiorowy strach, tak że jego późniejszy powrót okazał się powrotem, już nie samego kandydata a raczej narodowego wybawcy. Nie trudno się domyśleć, że zdobył on poparcie większości i został prezydentem.
Jak to się ma do sytuacji obecnej?
Wiadomym było, że Lech Kaczyński odejdzie, gdyż kończyła się jego kadencja i nie zapowiadało się na powtórkę. Jako prezydent nie zdobył wielkiego uznania ani za granicą, ani w Polsce. Można było przypuszczać, że jego brat Jarosław następcą nie zostanie, gdyż ciążyła na nim zła sława Lecha. Tuż przed złożeniem urzędu, przytrafił się naszemu prezydentowi nieszczęśliwy wypadek, który niestety przypłacił życiem. Jako, że ów incydent zbiegł się, a raczej, był związany z wizytą w Katyniu, było prawie pewne, że Lech zostanie okrzyknięty bohaterem. Na osobę prezydenta spłynęły wszelkie glorie, należne pomordowanym w Katyniu i Smoleńsku. Gdyby prezydent zginął w innych okolicznościach lub nie daj Bóg, po złożeniu urzędu, nikt ale to nikt, jego śmiercią specjalnie by się nie przejął. To okoliczności sprawiły, że śmierć prezydenta postrzegana jest tak, a nie inaczej.
Klasycznym przykładem „przeniesienia sławy”, może być spalenie świątyni Artemidy w Efezie, uznanej za jedną z siedmiu cudów świata. Zbezczeszczenia owego dokonał pewien szewc imieniem Herostrates. Tradycja grecka głosi, że tej samej nocy, kiedy płonęła świątynia, przyszedł na świat Aleksander Wielki. Wielu z mieszkańców Hellady połączyło oba zajścia, uznając, że kierowała nimi ponadzmysłowa przyczynowość. W taki oto sposób utarła się opinia, że zwykły idiota przyczynił się do sukcesów Aleksandra.
Matka Teresa & Diana
Bardziej współczesny przykład, kiedy to chwała jednej osoby spłynęła na inną, zupełnie zresztą bezpodstawnie, dokonał się w roku 1997, kiedy to umarła jedna z prawdziwie wielkich osób tego świata, Matka Teresa z Kalkuty. Jej śmierć zbiegła się, niefortunnie zresztą, ze śmiercią księżnej Diany. Te dwie kobiety łączyło jedno, jedyne słowo: biedni. Dwa radykalnie różne bieguny. Matka Teresa, wielka naszych czasów, dla której chory i ubogi to część jej życia i Diana, zmanierowana, o wątpliwej moralności arystokratka, o skłonnościach bratania się z ludem. Doszło do sytuacji wprost groteskowej. Wielkość Teresy przelała się na Dianę, tuszując nawet jej wszelkie nieetyczne występki. Jakże inaczej można nazwać rozgrzeszenie rozwiązłości Diany.
Powróćmy teraz do Jarosława Kaczyńskiego i obecnej sytuacji w kraju. Odszedł prezydent. Został dostojnie wniesiony przez ofiary katyńskie na Wawel. Ich wielkość przelała się na Lecha, przyćmiewając wszelkie jego braki. Naród w poczuciu winy i lęku opłakuje nieżyjącego. Niestety „wielki bohater” odszedł na zawsze. Zostaliśmy osieroceni i być może oszukani. Wciąż bowiem śledztwo w sprawie katastrofy nie zostało zakończone. Gdyby teraz Lech Kaczyński w cudowny sposób ożył, byłby z pewnością wybawcą. Prezydent wprawdzie nie zmartwychwstanie ale… No właśnie. Po zmarłym bohaterze została jego wierna kopia, brat Jarosław. Początkowo i on wycofał się z areny politycznej. Zniknął niczym Wałęsa przed wyborami. Powrócił jednak, być może po to, aby niejako podpiąć się pod chwałę brata i stać się wybawcą. Któż bowiem jak nie brat, może kontynuować dzieło Wielkiego Lecha, równie wielkie i bohaterskie jak sam zmarły? Czy głosy poparcia dla Jarosława wynikają właściwie z krytycznej oceny, czy raczej są wyrazem wdzięczności, czy też żałobnej pamięci o jego poprzedniku?
Na zakończenie warto zauważyć, że „wirus” patetyzmu jest zjawiskiem dość powszechnym, atakującym nas, ludzi wielkich cywilizacji. Pisałam o tym zjawisku przy okazji jednego z moich wcześniejszych artykułów. Patetyzm, w ujęciu estetycznym, jest lichą wzniosłością. Psychologia natomiast, łączy owo zjawisko z wewnętrznym poczuciem słabości „zainfekowanego”. Człowiek taki, celem zamaskowania niskiej samooceny, przyjmuje patetyczną postawę, budując wokół siebie sztuczny i wzbudzający uczucie wzniosłości świat. Świat ten jednak nie posiada silnych fundamentów (niska samoocena sięga jeszcze domu rodzinnego) i rozpada się jak domek z kart. Ów patetyczny kicz był kiedyś domeną tylko aktorów i artystów. Greta Garbo, Jim Morrison, Curt Cobain czy Marlin Monroe to osoby, które całą swoją energię poświęcały na kreowanie własnego wizerunku, tak by świat widział je w sposób, w jaki postrzega się tylko wzniosłość, po mistrzowsku łącząc dwie emanacje: osoby pociągającej i odpychającej zarazem. Oglądanie ich „z punktu spojrzenia na piramidę” gwarantowało bezpieczeństwo i anonimowość ich prawdziwych wnętrz, wypełnionych strachem i bólem. Dzisiaj aktorami jesteśmy wszyscy. Nie jesteśmy sobą, gramy samych siebie. „Punkt spojrzenia na piramidę” gwarantuje nam chociażby Internet, gdzie sprzedajemy swój kiczowaty patetyzm jako anonimowi „wielcyktosie”. Wszystko jednak ma swoje „zady i walety”. Jeżeli gra i manipulacja staje się naszym wizytowym „ja”, to trudno nam będzie rozszyfrować podobnych nam pozerów, chociażby podczas trwającej kampanii wyborczej.
Autor: Maria
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(14 września 2010 r., 13:58:53)
Ha ha - "Wszyscy pamiętamy wybory prezydenckie z roku 1990." - ja nie, bo miałam wtedy roczek :) Dosyć niefortunne określenie jeszcze: "Tuż przed złożeniem urzędu, przytrafił się naszemu prezydentowi nieszczęśliwy wypadek, który niestety przypłacił życiem." ten związek frazeologiczny jest nieodpowiednio użyty. Ogólnie ciekawy tekst, choć brakuje mi też przykładów rozwiązłości Diany. Nie znam jej życiorysu, a chciałabym wiedzieć co takiego świadczy o jej wątpliwej moralności.
(05 czerwca 2010 r., 16:34:22)
Dziękuję anonimowemu minuśnikowi.
(25 maja 2010 r., 19:43:19)
Masz rację, ale to troszkę wątki odbiegające od tematu przewodniego, czyli patetyzmu w tym a nie innym ujęciu. Przydałby się na to oddzielny art. Tak mi się wydaje.
(25 maja 2010 r., 16:02:10)
Mazowiecki=żyd. Takie było przewodnie hasło kampanii Wałęsy. Dziś słyszymy, ze Ci co nie płakali po prezydencie to chyba Polacy. Jak widać retoryka istotnie uległa złagodzeniu.
Nie sądzę, aby wyborcy Jarosława głosowali na niego z powodu nostalgii za Lechem. Przecież to Jarosław psuł w znacznym stopniu wizerunek prezydenta. Myślę, ze najpoważniejszym czynnikiem, który rzutuje na ich wybór,jest chęć odegrania się, pokazania, ze jeszcze Polska nie zginęła, póki PiS niesie sztandar. Wyborcy Jarosława niesieni ukąszeniem Heglowskim, wierzą, ze sprawiedliwość jest po ich stornie. Biedny, zgnębiony Prezydent, pomścimy jego krzywdy, wybierając "twardziela" o aksamitnym uśmiechu :)
(25 maja 2010 r., 15:54:33)
Ciekawy artykuł, choć w kwestiach politycznych mam inny pogląd. Odnośnie kampanii prezydenckiej z 1990r. warto było wspomnieć, że pierwszym i ostatnim prezydentem PRL był Wojciech Jaruzelski. Wybrały go połączone Izby parlamentu, powołanego w drodze wyborów kontraktowych. Ciekawostką będzie frekwencja wyborcza, jaką obywatele tego kraju złożyli na ołtarzu wolności. "Wasz prezydent nasz premier", którego rządy bynajmniej nie zmęczyły Polaków. Zmęczyła ich wojna Wałęsy z Mazowieckim. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta i dzięki tej sytuacji wypłyną Tymiński. Warto wspomnieć wielką rolę J. Kaczyńskiego w dwóch przedsięwzięciach: pierwsze zaszczytne - to on odpowiada za rozbicie sojuszu PZPR, SD, ZSL, tak więc można uznać go, za ojca założyciela rządu mazowieckiego. Drugi sukces - w mojej opinii fatalny - jest po dziś dzień żywy w Polskiej polityce. To Jarosław kierował kampanią prezydencką Wałęsy, której osią stała się agresywna i ksenofobiczna polityka.
(23 maja 2010 r., 13:24:57)
Prawda, ale jakże często te oczywistości gdzieś nam z przed oczu uciekają.
(23 maja 2010 r., 13:14:59)
Od dawna wiadomo, że nic nie jest tym czym się wydaje :)
1 - 7 z 7 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
10 kwietnia 2010 r.
03 grudnia 2011 r.
2804
Inne z polityka
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska