Dodano: 23 sierpnia 2010 r., 20:44:28
Ostatnia aktualizacja: 23 sierpnia 2010 r., 20:44:28
Pan żebrak i syn
Ten dom mógłby należeć do pana Andrzeja.
Andrzej C. mieszka w starej, drewnianej chacie, choć pieniędzy ma tyle, że spokojnie wystarczyłoby mu na duży dom z ogrodem. Nie pali, nie pije, nie bierze, a żyje jak żebrak. Jak żebrak z wyboru.
Rodzice Andrzeja od dawna nie żyją. Zostawili mu majątek, który nie został przez nikogo roztrwoniony, który nikogo nie zepsuł, który leży sobie bezpiecznie w jakimś banku. Ani pan Andrzej, ani jego syn, Mateusz z niego nie korzysta.
- Przeklęte pieniądze – mówi o nich Andrzej.
Przez ten majątek stał się żebrakiem z wyboru. Gdyby nie pieniądze, żadna Maria nie chciałaby z nim być. I nie zdradziłaby go z zielonymi papierkami.
- On był kiedyś całkiem normalnym człowiekiem – mówi sąsiad. – Chłopakiem. Nastolatkiem. Zakochał się, ożenił, a potem ona go nie chciała. Tylko pieniądze. Andrzej nie chciał tak żyć, dlatego się przeprowadził. I jest… Szkoda chłopa, bo nawet studia ma. Niepijący, pracę by jakąś dostał, ale nie – on musi na bezludziu, biedny, wykluczony, poświęca się.
Mateusz miał ciężkie dzieciństwo. W szkole dzieci się z niego śmiały. Bo miał dziwnego ojca. Mimo, że do Andrzeja wszyscy dorośli się już przyzwyczaili. Ale dzieci się śmiały.
Nie było w tym nic śmiesznego. Zobaczyć mężczyznę, który nosi jedno ubranie. Mężczyznę z brodą. Brudnego, przeklętego żebraka.
Mateusz tak żyć nie chciał. I udało mu się, wyjechał na studia, wrócił i chce pomagać. Biednym, brudnym, wykluczonym. Organizuje festyny, z których dochód przekazywany jest najuboższym. Znajduje pracę i stypendia dla członków rodzin wielodzietnych. Angażuje się w zbiórki żywności. Ojcu nie potrafi pomóc.
- On po prostu chce być ubogi – tłumaczy Mateusz. – Tysiąc razy próbowałem zrozumieć jego filozofię, lecz… nadal jej nie rozumiem. Nie wiem, dlaczego chce, by nim pogardzano. Nasyłałem na niego różnych specjalistów – lekarzy, psychologów, psychiatrów… Nic nie pomogło. On już taki zostanie.
Andrzej C. codziennie rano wstaje o czwartej, choć nie ma żadnych obowiązków. Nie pracuje, żebrze i żyje o chlebie i wodzie. Czasami jakiś przechodzień rzuci mu pięćdziesiąt groszy albo – myśląc, że ma do czynienia z pijakiem - zaprowadzi do sklepu, żeby kupić jakąś bułkę. Nawet nie pomyśli, że pan Andrzej też miał kiedyś pracę, żonę, duży dom z ogrodem i dużo forsy. Bo nie wygląda.
Komentarz autora:
Imiona zostały zmienione.