Dodano: 05 lutego 2010 r., 02:13:42
Ostatnia aktualizacja: 05 lutego 2010 r., 02:13:42
Nie taki Silent Hill straszny... jak gra
Miasteczko Silent Hill. Fanom gier video nazwa ta nieobca jest już od 1999 roku. Wtedy bowiem miała miejsce premiera pierwszej części gry wydanej na Playstation. Jak wiele wspólnego ma gra z filmem i czy adaptacja na wielki ekran popsuła mistyczne wręcz wrażenia obcowania z grą? Cóż... czytając poniższy tekst nie dowiecie się tego.
A przynajmniej niezbyt dokładnie, bowiem grałem osobiście tylko kilka godzin w pierwsze trzy gry studia Konami i nie zaszedłem w żadnej na tyle daleko, by kompetentnie porównywać je z dzieckiem X muzy. Należy jednak zauważyć, że opowieść zawarta w filmie czerpie garściami pomysły głównie z części pierwszej. Mamy tu więc pozornie szczęśliwą rodzinę, która cierpi z powodu przypadłości swojej kilku(nasto?) letniej córki - Sharon (Jodelle Ferland), która nie dość, że lubi lunatykować, to jeszcze powtarza ciągle nazwę miasta spowitego we mgle. By rozwikłać zagadkę tajemniczej choroby dziewczynki, matka zabiera swoją podopieczną na wycieczkę. Z rekreacją i wypoczynkiem niewiele mieć będzie wspólnego. Nadmienię tutaj, iż nawet imię małej bohaterki jest fonetycznie podobne do Cheryl z pierwszego Silent Hilla (Sharon - [szeryn]; Cheryl - [szeryl] ).
Jak łatwo zatem się domyśleć - wszystkie nitki osnowy fabularnej oplatają się wokół chodzącego we śnie dziecka Rose (Radha Mitchell). Na szczęście Christophe Gans w swoim filmie uniknął nudy za sprawą świetnego scenariusza Rogera Avary'ego. Dzięki temu nitki wiją się i skręcają w różne strony, a pozornie prosta historyjka o kolejnym nawiedzonym dziecku zamienia się w wielowątkową i wciągającą opowieść. Na plus zaliczyć muszę również montaż równoległy, potraktowany bardzo dosłownie - mamy tu bowiem dwie alternatywne czasoprzestrzenie, niewpływające w jakimś większym stopniu na siebie, w których dzieje się akcja.
Tutaj również reżyserowi udało się wytworzyć ciekawe oddziaływanie na widza: mroczne Silent Hill wydaje się bardziej rzeczywiste niż to prawdziwe. A i ta zaśnieżona wizja dzieli się na dwie wersje. Jakie? Polecam samemu się dowiedzieć. Zwłaszcza wielbiciele konsolowego oryginału będą zaskoczeni.
Ci, którzy grali, zauważą na pewno kilka smaczków nawiązujących do elektronicznego survival horroru: latarka, mapa, nóż oraz policjantka Cybil Bennet (Laurie Holden) nieraz uratują życie bohaterce. Również praca kamery (zwłaszcza podczas pierwszego poszukiwania córki) jest jak żyw wyjęta z ekranu telewizyjnego (a za sprawą emulacji - również i z monitora).
Jednak czymże byłoby Silent Hill bez swoich egzotycznych mieszkańców bez rąk, oczu, za to z ostrymi narzędziami w dłoniach? Mowa tu oczywiście o wspaniałym bestiariuszu, świetnie przeniesionym z gry, a wręcz jeszcze bardziej przerażającym. Mamy tutaj zatem ukochanego przez wszystkich piramidogłowego, który tym razem przechadza się na krwawe spacery w towarzystwie ślicznych, czarnych, kilkunasto-centymetrowych robali, Poczciwe pielęgniarki chętne do przeprowadzenia jak najszybszej transfuzji krwi w ilościach większych niż te 450ml. Brak biorcy i niechęć dawcy nie stanowi oczywiście żadnego problemu. Oprócz nich obecna jest cała masa wszelkiej maści stworów rodem z miejsca gorszego niźli piekło.
Film idealny? niestety nie. Wydawałoby się - same superlatywy, więc cóż może dolegać? Ano brak strachu drogi Panie. Mimo ślicznych bestyjek, których nie chciałbym spotkać w ciemnej uliczce oraz empatycznego wczucia się w bohaterkę pt. "Jakbym tam teraz był to ekskrementy same uciekałyby ze strachu". Ale no właśnie - ja byłem po drugiej stronie ekranu. Momentów do wystraszenia się jest niewiele i mimo, że specjalnie oglądałem go w nocy, z dźwiękiem 5.1, piszę ten tekst prawie o 2 w nocy i wiem, że zasnę spokojnie. Podejmując się próby sklasyfikowania filmu do którejś z szufladek horroru wskażę na mix psychologiczny z przepięknie zrealizowanymi elementami gore.
Jednak jeśli odstawimy na bok funkcję straszenia, a więc nota bene gatunek do jakiego jest przypisywany Silent Hill, dostaniemy ciekawą, wciągającą opowieść, z nieprzesadzoną krwistością i po prostu trzymającą w napięciu. Tutaj reżyser pięknie się bawił moimi emocjami.[ Naleciałości spoileru] Gdy się okazało, że jednak ocalała jedna z bohaterek i już miałem nadzieje, i byłem ucieszony, że tak pozostanie - postanowił ją uśmiercić [koniec naleciałości spoileru]. Obecne są również trzy zakończenia, które opisują poszczególne wątki.
Komu zatem film polecić? Myślę, że każdemu, kto ma ochotę przeżyć interesującą i niezbyt obfitującą w jasne barwy przygodę razem z bohaterami. Tutaj znajomość gry nie jest obligatoryjna, więc kto nie grał, nie straci na przyjemności. Cudowny klimat opisywanej produkcji powoduje jednak, że mam ochotę powrócić do tych gier i pobać się jeszcze trochę. Pozostać jeszcze chwilkę w magiczno-mrocznym świecie Silent Hill.