Dodano: 25 marca 2010 r., 23:42:08
Ostatnia aktualizacja: 25 marca 2010 r., 23:47:21
Kamakura - obcowanie z Buddą, nie mylić z budą dla psa
Ci, co czytali poprzednie relacje z mojego pobytu w kraju Kwitnącej Wiśni wiedzą już, że stolicami Japonii były takie miasta jak: NARA czy KYOTO.
Tych, co nie wiedzą zapraszam do
lektury. Poruszając temat japońskich stolic nie można zapomnieć o mieście
KAMAKURA.
Obok góry/wulkanu FUJI-SAN jest to drugie, a może nawet pierwsze, bo bardziej dostępne aniżeli góra o wysokości 3776 m n.p.m. miejsce pielgrzymek wyznawców SHINTO. Coś takiego jak dla 99% polskich katolików Jasna Góra w Częstochowie czy też Bazylika w Licheniu.
Dosłowne tłumaczenie słowa SHINTO, to droga bogów, interpretowane również jako droga duchów, droga bóstw, nauka bóstw.
SHINTO jest tradycyjną religią Japonii. Opiera się na mitologii japońskiej i charakteryzuje się
politeizmem i różnorodnością przejawów i kultów. Nie do pomyślenia w przypadku
monoteizmu islamskiego i chrześcijańskiego. Wierzenia SHINTO nie mają świętych ksiąg. Trzeba nadmienić, że religia ta stała się w swoim czasie religią nad wyraz agresywną i miała bardzo duży wpływ na życie japończyków. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Jej „zapaść” nastąpiła wraz z klęską Japonii w II Wojnie Światowej.
Wracając do samego miasta, to było stolicą Japonii od XII do XIV wieku naszej ery. Rezydował w nim Shogun o takim samym imieniu - KAMAKURA. Położone jest pięćdziesiąt kilometrów na południowy wschód od TOKYO. Graniczy również z miastami FUJI-SAWA, w którym pracowałem i
YOKOHAMA, o którym mieliście już okazje sobie poczytać jakiś czas temu.
Główną atrakcją, z której słynie miasto to pokaźnych rozmiarów posąg Buddy znajdujący się w świątyni
KOTOKU-IN. W świątyni to chyba za dużo powiedziane. Świątynia-budynek, jako że wykonana była z drewna została zmieciona z powierzchni ziemi podczas tsunami w piętnastym wieku. Posąg Buddy przetrwał, ale tylko dzięki temu, że wykonany był z brązu. Pochodzi z dwunastego wieku i jest pusty w środku niczym przysłowiowy bęben. A co za tym idzie można do niego wejść i zobaczyć jak wygląda od wewnątrz. Jeśli ktoś choruje na klaustrofobię, nie polecam. Chociaż
posąg jest wysoki, ma prawie czternaście metrów i waży 93 tony, to nie jest w nim przytulnie.
KAMAKURA jako miejsce w ogóle słynie z dużej ilości świątyń shintoizmu. Jak wspomniałem to Jasna Góra tej religii. Jedną z nich jest
TSURUGAOKA. Najważniejsza świątynią wyznawców SHINTO. Aby się do niej dostać trzeba pokonać kilkadziesiąt schodków. Wyobraźcie sobie, że Japończycy zrobili sobie mini kolejkę, aby się za bardzo nie przemęczać. Szkoda, że u nas nasi włodarze mięśniem zwanym mózgiem nie myślą, a może myślą, tylko, że o sobie, wyłącznie. Z drugiej jednak strony gdzie idea pokory i oddania wierze? Wspinaczka miała obrazować oddanie bóstwu/bóstwom. W ten sposób oddawano hołd. A teraz? Elektryczna kolejka? Cóż chrześcijanie przecież też doskonali nie są. Powiedzieć muszę, że ja, poganin z krwi i kości i świadomego wyboru do świątyni dotarłem piechotą, stając na każdy stopień schodów, a było ich trochę. Podobno jeden stopień to trzydzieści dodatkowych sekund życia. Nie pytajcie jednak ile mi przybyło, bo schodków nie liczyłem. Umówmy się, że sporo. Prawdziwy ze mnie shintoista?! Swoją drogą ta religia po zagłębieniu się w szczegóły bardzo mi odpowiada. Świątynia oprócz zmiecionej przez tsunami świątyni KOTOKU-IN należy do piątki, które są największe i najczęściej odwiedzane przez turystów jak i samych wyznawców. Powstała w 1063 roku naszej ery i położona jest w geograficznym i kulturowym centrum miasta. Nie jest to zbieg okoliczności, skoro uważana jest za tą najważniejszą. W wodach otaczających świątynię można spotkać
żółwie, które tak jak Daniele w NARZE czy karpie KOI w
KYOTO czekają tylko, aby je poczęstować swoim prowiantem.
Jako, że ja religijny nie jestem, pozostałej trójki oczywiście nie zobaczyłem. Zresztą, jak już pisałem wcześniej, po zwiedzeniu kilku człowiek małej wiary, taki jak ja nie dostrzega różnicy. Wszystkie wyglądały podobnie. Dla mnie laika różniły się jedynie miejscem położenia. Przyznam szczerze, że wolałem spędzić trochę czasu na kamienistym wybrzeżu, aby pobawić się z małymi krabami. Zabawa przednia, uganianie się przez kilkadziesiąt minut, by w efekcie końcowym trzymać w ręce małego szkraba-kraba, bezcenne. No tak, ale ja nigdy normalny nie byłem. Podobno faceci to duże dzieci i coś w tym jest. Chociaż mogę być odosobnionym przypadkiem.
O pozostałych trzech świątyniach możecie przeczytać dzięki łaskawemu internetowi. Niestety w języku angielskim. Co tam, było się uczyć, to byście teraz nie narzekali. Przedstawiam Wam zatem świątynie
TOKEI-JI,
ENGAKU-JI i
KENJO-JI. Opisywał ich nie będę, bo wyznaję zasadę, że jeśli na własne oczy czegoś nie widziałem, wymądrzać się nie staram.
Tym, co jest jeszcze charakterystyczne dla tego miejsca to fakt, że na każdym kroku można spotkać posągi samurajów i smoków. Przyznać trzeba, że są przepiękne. W przeszłości spełniały rolę strażników mających uchronić świątynie przed grabieżą i odganiać złe duchy (to chyba jedno i to samo). Kolorowe, potężne, a ich minorowe miny przestraszyłyby nawet samego Pudziana. Zresztą „rzeźbą” muskulatury w niczym Pudzianowi nie ustępują.
Jako, że KAMAKURA mieści się na półwyspie, z jej szczytu rozpościera się piękny, wręcz zajebiaszczy jak mówi Czesio z Włatców Móch widok na
ocean. Porozkoszujcie się nim na zakończenie.
Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć z miejsc wymienionych w tej odsłonie to zapraszam na mojego
bloga.
W KOLEJNEJ ODSŁONIE PRZECZYTACIE O WEJŚCIU NA GÓRĘ-WULKAN FUJI SAN, KTÓRY JEST OBOWIĄZKOWYM MIEJSCEM PIELGRZYMEK WYZNAWCÓW SHINTO. AKTYWNY, ALE JAK MÓWIĄ SEJSMOLODZY Z MAŁYM PRAWDOPODOBIEŃSTWEM EREKCJI, O PRZEPRASZAM ERUPCJI.