Dodano: 31 maja 2010 r., 00:45:41
Ostatnia aktualizacja: 01 czerwca 2010 r., 23:42:29
Męski feminizm
- Też jestem feministą i za równouprawnieniem... - napisał pewien felietonista.
Facet? Feminista? Coś tu nie gra, pomyślałam. Czytam więc dalej.
- moje znajome i koleżanki same noszą szafy na czwarte piętro i nie drą się i nie boczą się na facetów, którzy nie ustępują im miejsca i nie przepuszczają ich w drzwiach... - pisze dalej tenże.
No tak, jeżeli chodzi o te szafy to i owszem, takich feministów mamy przecież na pęczki. Kobiecie miejsca nie ustąpi, łzy są dla niego groteską a jak mu uwagę zwrócić to zaraz o równouprawnieniu gada. Drogie Panie, co myśmy sobie narobiły tym równouprawnieniem. Czy nie lepiej nam było bez tej całej feministycznej paranoi?
Problem, niestety, nie tkwi w samym feminizmie. Idea, jak to idea - utopijna jak wszystkie inne. Nie sposób jej wcielić w życie, gdyż świat musiałby stać się rajem, miejscem dla ludzi pokoju i oświecenia.
Zejdźmy zatem na ziemię i zastanówmy się chwilkę nad owym nieszczęsnym feminizmem, tak bardzo po tysiąckroć zniekształconym i wynaturzonym, że jak się człowiek jemu przygląda, to nic tylko bohomaz jakiś widzi a nie piękną ideę. Bo jak my, drodzy państwo, rozumiemy to słowo. Większość panów, proszę mi tu wybaczyć i o niesprawiedliwość nie posądzać, rozumie ów feminizm dokładnie tak jak przytoczony przeze mnie felietonista. Bóg, Demiurg czy kto inny jeszcze, popełnił błąd kardynalny, pozwalając człowiekowi myśleć. Ten bowiem zamiast myśleć, wymyśla jeno bzdury jakieś. W tym miejscu już słyszę gro oponentów mówiących, że to niby owy feminizm przykładem na bzdurę być może, ale nie zrażam się tym bynajmniej i ciągnę swój wywód dalej. Tak więc, drodzy moi, my dawno już myśleć przestaliśmy. Obecnie już tylko wymyślamy. Co wymyślamy? Wymyślamy jak by tu zrobić, żeby prawdę obejść i postawić na swoim.
Czymże jest, na Zeusa ów feminizm? Czy równouprawnieniem kobiet, bo panowie równoprawni są, byli i będą. Czy równouprawnienie kobiet, polegać ma tylko na przysłowiowym „dowaleniu” jej obowiązków? Nie wydaje mi się, drodzy państwo. Nie chodzi nam przecież o jakąś dziwaczną zmianę ról, zabawę rodem z komedii familijnych, kiedy to tatuś zamienia się w mamusię i biedaczek pokracznie w szpilkach chodzi. W feminizmie chodzi o podkreślenie szczególnej natury kobiet, która jest równowarta z naturą mężczyzn. Uznanie kobiecej natury jest ważne i cenne zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn.
„Wszystkie nurty feminizmu oparte są na przekonaniu o dyskryminacji kobiet ze względu na ich płeć, prawie kobiet do emancypacji, sprzeciwie wobec seksizmu i patriarchatu. Feminizm opiera się na założeniu o dualizmie płci i chęci zwyciężenia dotychczas występującej w historii dominacji mężczyzn”.
Tyle Wikipedia. A życie? Cóż, życie, jak to życie, brutalne jest. Na tym feminizmie to tylko faceci najlepiej wyszli. Ilość pracy i obowiązków im się zmniejszyła a rodzić i tak nie muszą. Pamiętam jak mi jeden fircyk powiedział, że my baby to tyle samo wolności mamy, co faceci. Ja tak z grzeczności tematu nie podjęłam, tylko w duchu pomyślałam: taa, tyle że jak nam z brzuchem chodzić przyjdzie to jakoś czasu na wydoroślenie mamy mało, bo niby jak? Czy możemy brzuch odstawić na tygodni kilka by iść dorastać do macierzyństwa? Facet może i owszem. Jeszcze biedaczka z niego zrobią, że on młody, szybko ojcem stać się musiał i w rozterce za butelkę chwycił.
Summa summarum zamiast sobie polepszyć, pogorszyłyśmy sobie i to znacznie. Nie ukrywam, że winę ze ten stan rzeczy ponoszą również kobiety. Moda na babochłopa przyjęła się przecież bez zastrzeżeń. Żadna z pań w obronie feminizmu nie stanie. Dlaczego? Bo w gruncie rzeczy sama nie wie jak ten temat „ugryźć”.
Ach, drodzy państwo, co za czasy przyszły. Co za czasy. Wszystko na głowie staje. Więcej wśród nas feministów niż feministek i co gorsza szowinistek, zamiast szowinistów. Panowie obowiązków sobie odjęli, zrzucając na kruche ramiona swych partnerek wszystko, co zrzucić się dało, a panie ambicjonalnie wzięły się w garść i w ramach równouprawnienia, owe obowiązki przejęły. Co jak co, ale my ambicję mamy, silne jesteśmy, ale czy o to właśnie chodzi? Czy na tym feminizm polega?
Na koniec wypada mi tylko przeprosić tą nieliczną grupę panów, którzy na miano mężczyzn jeszcze zasługują i zaznaczyć, że nie o nich był mój felieton.