Dodano: 08 lipca 2010 r., 13:17:40
Ostatnia aktualizacja: 08 lipca 2010 r., 13:17:40
Marcinera Awaria - "Rebus"
Był czas kiedy trafiały do mnie w miarę regularnie płyty wydane własnym sumptem przez artystów muzyków (niemal wszystkie zaliczały się do jednego gatunku muzycznego).
Nie zaskakuje mnie zupełnie fakt, że płyta "Rebus" Marcinery Awarii została wydana przez twórcę bez pomocy żadnej wytwórni. Bardziej interesujące jest to, że cały materiał został zrealizowany przez Marcina Awierianowa, który napisał teksty, zagrał na gitarze, perkusji, klawiszach i... zaśpiewał (tylko w dwóch kompozycjach są obecni gościnni muzycy). Odpowiednio zmontował (na komputerze?) i voila.
Na krążku znajdziemy ciekawy zbiorek ujmujących, prostych melodii i piosenek dość ubogich instrumentalnie. Różnorodność brzmieniowa poszczególnych utworów skutecznie zapobiega monotonii, która mogłaby dopaść słuchacza podczas obcowania z muzyką o zauważalnym minimalistycznym wydźwięku. Spotkamy tu kawałki w klimatach "nowej fali" lat 80-tych XX w. (nieodparte skojarzenie z Joy Division w przypadku "Metronomu"), ballady (ale nie w typie rozczulająco-przytulającym), kompozycje przywodzące na myśl twórczość Beatlesów, a nawet pętle brzmieniowe, które jednoznacznie kojarzą mi się z… Kraftwerkiem (np. "Love me") mimo, że Marcinowi zdecydowanie daleko do muzyki elektronicznej. Do tego połamana rytmicznie mocno perkusyjna "America", "Horyzont" z polskim tekstem, trochę nie pasująca moim zdaniem do całości dyskotekowa w swoim wyrazie "Road" i otrzymujemy intrygującą, nadspodziewanie spójną mieszankę. Muszę przyznać, że mimo początkowych obaw, dobrze się tego słucha. Ciąg dalszy jak najbardziej pożądany.
Za podsumowanie niech służą słowa samego artysty:
"Większość wykonawców muzyki rozrywkowej (alternatywnej) zapomniało o tym, iż istotna w muzyce jest także melodia . Przekombinowane kawałki tracą swoją siłę i na dłuższą metę nudzą."
Komentarz autora:
rok wydania 2010