Dodano: 16 lutego 2010 r., 15:03:55
Ostatnia aktualizacja: 18 lutego 2010 r., 22:38:59
Legenda - Eurowizja 2010
Bazując na tekście zaczerpniętym na jednym z portali z tekstami piosenek (reklamacje do nich jeśli są błędy - podam adres...), postanowiłem przedstawić wszystkim rozwinięcie myśli zawartej w tym niebagatelnym utworze, którym zamierzamy podbić Europę. W końcu jeśli nie piosenkę, to może Eurojury doceni głębię przekazu i morał z tej głębi płynący...
Za lasem za gorą,
Żył raz rycerz Pawie Pióro...
Z pierwszego wersu dowiadujemy się, że podmiotem lirycznym jest rycerz Pawie Pióro.
Piosenka niby banalna, a zaskakuje od pierwszych minut, bo skąd niby w Polsce takie imię u rycerza? Pozwalając neuronom szybciej sobie pohasać między półkulami mózgowymi, z łatwością dojdziemy do wniosku, że matką ni chybi była krawcowa Pelagia Żurek, szyjąca czapki krakowskie. Kto jednak był ojcem? Tu musimy się przenieść na chwilkę za wielką wodę.
Większość z Was zdaje sobie chyba sprawę, że każdy Indianin płci męskiej chcąc wydorośleć, musiał zatroszczyć się o pióra, które mógł sobie później wsadzić (w głowę). No i trafił się raz jeden taki, który był szczególnym przykładem lenia i obiboka. Koledzy - również Indianie, zwali go Gruby Kijek. Nie należy się zastanawiać dlaczego tak, gdyż do historii i tak nic to nie wniesie, a wyjaśni się w swoim czasie... Gruby Kijek znużony skostniałą tradycją dziadów, zamiast tarabanić się po Górach Skalistych w poszukiwaniu orlich piór, wsiadł do canoe i przypłynął do Gdańska, z Gdańska do Krakowa i tu w Sukiennicach zobaczył pawie pióra.
Stwierdził z zadowoleniem, że takich u nich nie ma, a że miał chrapkę na pieniek wodza, to sobie wymyślił, że gdyby tak we wsi pióropusz cały z takich piór pokazać, podlać historią o tym jakiego to się stwora ubiło żeby je zdobyć, to i pozycję społeczną się wzmocni, a i ścieżkę kariery znacznie skróci.
Że był nieprzyzwoicie oszczędny, by nie rzec skąpy, to nie kupił piór na targu, tylko poszedł do manufaktury. A tam zobaczył jak Pelasia z zadartą do pół uda kiecką siedzi i pawia skubie. Taka egzotyka, dla Grubego Kijka była ponad siły i chyba wtedy, po raz pierwszy, zdał sobie sprawę z genezy swojego imienia. Nic jednak po sobie nie pokazał, tylko zamówił cały pióropusz i szybko wyszedł. Potem jeszcze kilka razy zakład ów odwiedzał, bo Pelasia profesjonalistką będąc, bez kilku przymiarek klienta nie chciała między ludzi wpuścić...
Prawda była jednak taka, że Pelagia Żurek nigdy wcześniej takiego koloru skóry nie widziała. A widziała już wiele jej odcieni i w różnych miejscach. Korciło ją więc bardzo, żeby rąbka tajemnicy uchylić. Przy okazji następnej wizyty, pod pozorem koniecznych pomiarów, rąbka uchyliła. Dla Grubego Kijka, który zawsze niecierpliwie czekał następnej przymiarki tego było już za wiele! Co się potem działo trudno jest opisać, dość rzec, że cała misterna praca Pelasi przepadła w chmurze piór latających w pomieszczeniu. Jak się później okazało nie przepadła natomiast praca Grubego Kijka. I tak oto dochodzimy do momentu, w którym dowiadujemy się wraz z Grubym Kijkiem, że na świecie pojawi się Pawie Pióro...
Pawie Pióro wyrósł na chłopa na schwał. Trzeba też w tym momencie wspomnieć, że Gruby Kijek zasiadł na stałe przy ognisku domowym Pelagii Żurek i zajął się handlem pawimi piórami, które żona tak zręcznie przygotowywała. Pawie Pióro został odpowiedzialny za "public relations". Po ojcu i matce rzutkim, a w miłości prędkim będąc, w dodatku kolorem skóry Enrique Iglesiasa przypominając, odnalazł się w swej roli znakomicie i swoim klientkom, których było niemało, prezentował całą gamę technik sprzedaży bezpośredniej. Rodzina na to moralne rozpasanie złym okiem nie patrzyła, bo interes się kręcił. Nie dziwota jednak, że znudziły go szybko te podboje, bo co łatwo przychodzi, wcale aż tak nie cieszy. Zaczęły mu się marzyć - jak kiedyś Grubemu Kijkowi - gwiazdy spoza jego konstelacji społecznej...
Every day I think about tomorrow,
Wanna see my Princess much closer.
I've decided never feeling sorrow -
I will share my heart when I find her.
I'll be forever, ever and ever
Feeling this love 'till the day when I die.
Being together even no matter,
You didn't want me to be by your side.
Usłyszał Pawie Pióro, razu pewnego na targu będąc, pirackie wykonanie jakiegoś zagranicznego hitu, który bard Lelek Kozodój dukał, a w którym to utworze rozpoznał mowę swoich dziadów zza oceanu. Tak mu się ten utwór spodobał, że lutnię sobie kupił i brzdąkać po kątach zaczął. Szybko załapał o co chodzi, bo rytm i muzykę, po dziadku szamanie, miał we krwi.
Struny łoił do nieprzytomności, lekko na progach podjeżdżając, przez co całkiem nowe brzmienie mu wyszło. W niedługim czasie Pawie Pióro wygryzł z rynku bardzią konkurencję i sam po szynkach i karczmach koncerty dawał. Dziewki na koncertach mdlały, obłożenie było zawsze takie, że wkrótce sława wyprzedziła zdolnego samouka. Interes się kręcił jeszcze lepiej, bo każda fanka chciała mieć Pawie Pióro tylko dla siebie.
Grając koncerty w zaprzyjaźnionych kasztelach, trafiło się raz, że na koncert przyszła królewna dwóch imion: Nierada - Nawoja. Dziewczę znane wszem i wobec z urody przecudnej, ale natury paskudnej. Pech nr 2 (nieszczęścia jak wiadomo chodzą parami) spowodował, że Pawie Pióro omalże ze sceny spadł z wrażenia na widok królewny. I tak się zaczęła gehenna. Bo królewna w przeciwieństwie do całej reszty fanklubu Pawiego Pióra, wcale w zażyłości z muzykiem wchodzić nie chciała. Sfrustrowany do granic możliwości i nieprzyzwyczajony do takiego oporu, Pawie Pióro postanowił tenże opór siłą przełamać...
Z zamku porwał pannę,
Pogoń dała skutki marne...
...bo spryciarz Pawie Pióro w dywan pannę zawinął, na canoe wsadził i do ziemi ojców i dziadów powiosłował. Kwiat rycerstwa z pościgu odpadł już na początku, bo do wiosłowania nikt nie był przyzwyczajony. Co innego na koniku postrach siać, a co innego siódme poty wylewać w niewygodnej zbroi na łódce. Pościg szybko przerodził się w piknik na wodzie, bo ktoś rzucił hasło, że zbroje od tego potu i wody będą rdzewieć i trza by deko naoliwić zawiasy, żeby do całkowitego paraliżu członków nie doszło. Ktoś obrotny zaraz antałek wyjął i wszyscy po kolei oliwić zaczęli, tak że jeszcze tydzień później rybacy co poniektórych 50 kilometrów dalej odławiali.
Dała popalić ta podróż jak mało co naszemu bohaterowi. Królewna - kapryśna, jak to królewna - co chwila jakieś cuda niewidy wymyślała, żeby porywaczowi życie uprzykrzyć. A to mu cały zapas wody wypiła, że deszczówkę tydzień cały łapał do czapki, a to jak spał, wiosło z dulek wyczepiła, że musiał resztę drogi na jednym ciągnąć. Wredne to było babsko i zawzięte jak mało kto. Jeśli Pawie Pióro liczył, że na łódeczce, w romantycznych okolicznościach związek skonsumuje, to się przeliczył. Kiedy już Pawie Pióro uporał się z transportem, i do wioski swojego dziada trafił, od innej strony do zdobywania lodowej twierdzy się zabrał. Brzdąkał serenady, po nocach się włóczył koło jej namiotu, specjalnie dla niej nowy song napisał...
Lovely Princess
I am here to save you
Take my hand and say that you love me.
If you ever say it even lying
I will let you fly like a bird - free.
I'll be forever, ever and ever
Feeling this love 'till the day when I die.
Being together even no matter,
You didn't want me to be by your side.
Nic nie pomagało...
Kombinował jak umiał, a po tygodniu zgłosił się do dziadka po jakiś wywar, który by pożądany skutek wywarł. Dziadek-szaman napar zrobił, mazidło przygotował. Pawie Pióro królewnę napoił, siebie natarł. Musiał wprawdzie na drugi dzień nosić przed sobą pudło od lutni, żeby komentarzy złośliwych nie wywoływać, ale z efektów pracy dziadka był zadowolony. Szybko się jednak przekonał, że farmakologia może mieć również skutki uboczne. Nierada-Nawoja zaczęła bowiem zalotnie się uśmiechać, do co ładniejszych Indianek. Co więcej, niektórym wcale to nie przeszkadzało. Po tygodniu już był pewny, że królewnę bardziej damska niż męska część populacji interesuje.
I wtedy zaślepiony Pawie Pióro przejrzał na oczy i zrozumiał, że nie doceniał znaczenia imion słowiańskich... Zaczął sobie po cichu sylabizować: "nie - rada - na - woja..."
"O żesz... kurwa mać!" - wyjąkał...
Morał z tego taki jest,
Że nie spodobał się rycerz jej.
Komentarz autora:
Więcej pokrętnych tekstów na http://reactor.bloog.pl