Dodano: 18 czerwca 2010 r., 13:52:04
Ostatnia aktualizacja: 18 czerwca 2010 r., 13:52:04
Lakers obronili tytuł. Bryant najlepszym graczem finałów
Radość po końcowym gwizdku
Los Angeles Lakers zdobyli minionej nocy kolejny mistrzowski tytuł ligi NBA. W siódmym, decydującym, meczu tegorocznej finałowej serii, podopieczni Phila Jacksona pokonali we własnej hali drużynę Boston Celtics 83:79.
Mecz lepiej rozpoczęli jednak goście. Sprawcy największych niespodzianek w tegorocznych play-off (praktycznie nikt nie stawiał na Celtów w rywalizacji z wyżej notowanymi zespołami, ci jednak dotarli aż do samego finału ligi), dzięki swojej dobrej grze, osiągnęli nad rywalem kilkupunktową przewagę (14:23 na koniec pierwszej kwarty). Sytuacja taka utrzymywała się praktycznie do końca trzeciej części spotkania. Fatalnie w barwach Lakers prezentował się Bryant, który z gry pudłował rzut za rzutem (zawodnik w całym mecz trafił jedynie 6 z 24 oddanych prób). Pomimo spokojnej natury i ufności w umiejętności swojego lidera, trener gospodarzy postanowił posadzić "Black Mambę" na ławce rezerwowych. Obrońcy tytułu dowodzeni w tym momencie na parkiecie przez rozgrywającego tego dnia fenomenalne spotkanie Rona Artesta (20 punktów, 4 przechwyty i 5 zbiórek) odrobili straty do czterech oczek i od ostatniej części meczu rywalizacja rozpoczęła się tak naprawdę od nowa.
Czwarta kwarta okazała się decydująca. Mistrzowskim instynkt ponownie zaczął przemawiać przez Bryanta. Uznany za najlepszego zawodnika finałowej serii zaczął wreszcie - kiedy miał pewną pozycję - trafiać ważne rzuty oraz lepiej rozumieć się z resztą drużyny, dzieląc się piłką z kolegami. W odpowiednim czasie obudził się także Pau Gasol. Hiszpan, który przez niemal całe spotkanie zdominowany był przez bostońskich graczy podkoszowych (Garnett i Wallace pomimo porażki rozegrali naprawdę bardzo dobre spotkanie), zaczął wreszcie trafiać i zbierać piłki po nieudanych akcjach rywali (w sumie zaliczył wczoraj aż 18 zbiórek i 19 punktów).
"To mistrzostwo jest dla mnie bardzo ważne, może nawet najważniejsze, bowiem odegraliśmy się na nich (Boston Celtics - przyp. red.). Musieliśmy wspiąć się na wyżyny naszych umiejętności, aby tego dokonać, ale udało się" - powiedział po meczu Bryant. Lider Lakers skomentował także fakt słabej dyspozycji na początku meczu - "Ja osobiście bardzo chciałem wygrać. Czasami, gdy chcesz czegoś bardzo mocno, to obraca się przeciwko tobie. Taka sytuacja miała miejsce tej nocy, dlatego jestem wdzięczny moim kolegom, za pomoc."
Tegoroczna wygrana w finałach ligi to już 16. triumf w historii drużyny z Kalifornii. Więcej triumfów mają na swoim koncie jedynie... Boston Celtics (17 mistrzowskich pucharów).
Sprawdź
galerię z decydującego meczu pomiędzy Los Angeles Lakers a Boston Celtics.
Komentarz autora:
foto: picapp.com; cytat: nba.com