Dodano: 28 stycznia 2010 r., 19:19:17
Ostatnia aktualizacja: 30 stycznia 2010 r., 13:33:21
Ładna BrzydUla
W grudniu wyemitowano ostatni odcinek "BrzydUli", serialu dla młodych zakompleksionych dziewcząt. Nadszedł czas, aby pozbawić fanki złudzeń.
Od razu zaznaczam, że do miłośniczek telewizyjnych seriali, telenowel i innych pociesznych programów nie należę. O wspomnianej produkcji TVN-u dowiedziałam się jednak niemal wszystkiego od przyjaciółki, która dla każdego odcinka nie tylko odrzucała wszelkie propozycje wspólnych wyjść, ale jestem przekonana, że cały plan dnia dostosowywała do tej konkretnej godziny. Nie wspominając już o płaczu, który podnosiła, gdy nie udało jej się zdążyć na pierwsze piętnaście minut. Moim sercem nidgy podobne rozterki nie targały. Tak samo jak nigdy nie porzucam czytanej książki, gdy rozpoczyna się "M jak miłość", tak też nie interesowały mnie losy Uli Cieplak. Jednak gdy pewnego dnia dowiedziałam sie, że koncepcja zekranizowania współczesnego Kopciuszka jest popularna w Brazylii, Meksyku, Portugalii, Holandii, Turcji, Meksyku i wielu wielu innych krajach na całym świecie, postanowiłam przyjrzeć się naszej brzydulce.
Jako że w trudnych chwilach lepiej mieć obok kogoś bliskiego, przed telewizorem zasiadłam z Kaśką, kubkiem herbaty i ciasteczkami. I już w pierwszej scenie aż mnie oczy zabolały, bo prawda bijąca z ekranu kłuła w oczy jak nigdy przedtem. Bo skoro młoda, inteligentna kobieta, o figurze modelki przez całą Polskę nazywana jest brzydulą, to co ja mam o sobie powiedzieć, stojąc przed lustrem? Ja wiem, że ona ubrana jak siedem nieszczęść, okulary za duże, aparat na zębach i tony kompleksów, ale tak jakoś nieudolnie zbrzydzono tę naszą sekretarkę, że wrodzony wdzięk, piękno i kobiecość prześwitują przez znoszone ubrania. Tak więc kochane i rozkochane fanki Julii (Uli) musicie koniecznie wstać sprzed telewizorów, gdy następnym razem ktoś będzie próbował przekonać was, że nie wygląd się liczy, a ludzkie wnętrze.
Aby upewnić się, że nie jestem najmniej atrakcyjną kobietą na planecie, przełączam się na niemiecką wersję tego szlagieru. I teraz widzę! I patrzę bez mrużenia oczu. Bo Ula z zachodu jest autentycznie brzydka, choć w tym wypadku w tytule o tym nie wspominają, żeby głównej aktorki nie urazić. Wiem, że niemieckie kobiety za wzór piękności nigdy nie uchodziły, jednak jak się człowiek we własnym kraju staje najniższym ogniwem łańcucha to ucieka tam, gdzie niektórzy mają gorzej. I choć nie chciałam nigdy naszej Polski kochanej opuszczać, to widząc, że nawet porządnie brzydkiej kobiety znaleźć nie umiemy, postanawiam emigrować. I wiem już nawet gdzie - Niemcy! Oczywiście, mimo nadal zdobywanego wykształcenia, nie liczę na tak oszałamiającą karierę, jaką zrobiła Cieplakówna po ekonomii na SGH. Żaden mój super-przystojny szef nie zauważyłby, że zajmuję miejsce przed jego gabinetem, nie wspominając o porywającej miłości, którą w końcu zapałał do sekretarki arcyprzystojny Marek. ("arcy" - bo czy istnieje coś cudowniejszego od wiecznie nieogolonego kobieciarza?) Nasz Kopciuszek jest nawet w lepszej sytuacji niż jego pierwowzór, kiedyś księcia stać było jedynie na przyniesienie dziewczęciu pantofelka, brzydka-ładna Ula otrzymuje od razu całą suknię ślubną i nawet na przeróbki nie musi wydawać, bo wszystko na miarę szyte... i to grubymi nićmi.
A ja się upijam herbatą, śledząc losy innych serialowych bohaterów. Apeluję do twórców programów dokumentalnych: jeśli będziecie kręcić prawdziwą "Brzydulę", tym razem naprawdę brzydką, to zadzwońcie od razu do mnie. Bo ja i zęby mam autentycznie krzywe, i piegi naturalne, i ubrać się dobrze też nie umiem. Czyż nie jestem do tej roli stworzona...?