ARTYKUŁ POLECANY
21 listopada 2009 r.
Komunikat: artykuł tylko dla zalogowanych dorosłych
Rodzaj: Reportaż
Dodano: 16 listopada 2009 r., 23:32:20
Region: Świat > Azja
Ostatnia aktualizacja: 21 listopada 2009 r., 17:08:01
Nippon znaczy Japonia - tak skomplikowana jak odległa
zostawiam za sobą stary kontynent
Nie jestem Wojciechem Cejrowskim, tym bardziej Tony Halikiem i nie mam ich zdolności opowiadania o swoich podróżach. Aczkolwiek na własny sposób chciałbym Wam wszystkim przybliżyć nieco kraj Japonią zwany.
Spędziłem tam bitych siedem miesięcy. Niestety, a może właśnie stety patrząc na Polaków nie każdy może tam pojechać. Zapraszam w podróż po kraju kwitnącej Wiśni. Jak śpiewa Depeche Mode: „Let Me Show You the World in My Eyes”.
PRZYGOTOWANIA I PODRÓŻ
Jak napisałem wyżej niewielki odsetek Polaków ma możliwość zobaczenia tego kraju. Ja dostąpiłem tego zaszczytu. Tak jestem świadomy słów, które właśnie wypowiadam, zaszczytu przez duże, wielkie, monstrualne „Z”. Mój wyjazd nie miał być turystycznym, a tylko i jedynie zawodowym. To znaczy cel zawodowy przyświecał tylko mojemu pracodawcy, a ja skupiałem się na celach turystycznych, a już na celach zawodowych nieco mniej.
Pamiętam jak dziś kiedy zostałem wytypowany do szkolenia miałem mieszane uczucia. Cześć mnie chciała tam jechać, a druga bała się tego. Przecież to drugi koniec świata. Ja i samuraje, żółwie ninja, sepuku, harakiri. Dawało mi to do myślenia. Bałem się tylko głupiec się nie boi. Przecież Japonię znałem jedynie z filmu „Shogun”. Podjąłem jednak wyzwanie. Świadomie zdecydowałem się na rozłąkę z rodziną i (a może przede wszystkim) z moją ówczesną dziewczyną, a teraz już żoną.
Przed wyjazdem zostałem zaproszony przez moich japońskich przełożonych na kolację. Chcieli mnie uświadomić jak ważny jest to dla mnie wyjazd i po co tam jadę. Dobrze wiedzieli, że planuję ślub nie wiedzieli tylko kiedy to będzie, przed, czy po wyjeździe. Padło pytanie kiedy zamierzam się ożenić. Odpowiedziałem, że po powrocie, bo teraz nie ma na to czasu. Obaj moi japońscy przełożeni popatrzyli na mnie z aprobatą twierdząc przy tym, że lepiej po, bo ślub mógłby mnie zdekoncentrować i mój pobyt-szkolenie poszedłby na marne. Wybuchnąłem śmiechem tak głośno, że ludzie siedzący w restauracji patrzyli na mnie jak na wariata, a japońscy koledzy zrobili się nagle czerwoni. Nie wiem czy ze złości, czy z zażenowania. Uwierzcie bardzo trudno uzyskać na ich twarzach kolor czerwony. No bo jak uzyskać z koloru żółtego czerwień, to tak jakby afroamerykanin chciał się opalić. W tym miejscu zaznaczam, że nie jestem i nigdy nie byłem rasistą, a tego stwierdzenia użyłem tylko po to, by uświadomić kto i jak traktował wyjazd.
Do rzeczy. Przed wyjazdem zostaliśmy zobligowani do miesięcznej nauki języka japońskiego. Na nasze szczęście tylko mówionego, bo jak nauczyć się 5000 znaków w miesiąc, przynajmniej 2000, które są potrzebne, by jako tako egzystować w Japonii. Japończycy jako naród perfekcyjny w udoskonalaniu tego co już zostało wynalezione wymyślili dla wszystkich „gajdzinów” romaji (słowo gajdżin oznacza obcokrajowca). Zapis łaciński wszystkich tak zwanych krzaków-znaków (kanji, hiragana i katakana). Można powiedzieć, że Japoński pod postacią romaji jest banalnie prosty. Język polski w porównaniu z japońskim pomijając oczywiście krzaki-znaki to mordęga. Po miesiącu tej wstępnej nauki można było spokojnie odnaleźć się w Japońskiej rzeczywistości, ale tylko językowej w dodatku mówionej. Zdania „WATASHI WA PORANDOJIN DESU”, czyli jestem Polakiem nie zapomnę do końca życia, reszta już dawno gdzieś przepadła, a szkoda. Ilu jest Polaków, którzy mówią po japońsku?!
Wyjazd był ustalony na 14 Stycznia 2002 roku i tak też się stało. Było to akurat w tym roku, kiedy odbywały się mistrzostwa świata w piłce nożnej (Japonia-Korea), a nasze orły jechały tam uskrzydlone wyjściem z pierwszego miejsca w grupie. Jak im wyszło wiemy, może to przez „wspaniałą” aranżację naszego hymnu narodowego Edyty Górniak, ale o tym w późniejszych rozdziałach, jeśli będziecie mieli chęć czytać.
Tak, sama podróż zaczynając od Kielc do Warszawy samochodem, z Warszawy do Dusseldorfu samolotem, z Duesseldorfu do Osaki samolotem trwała w sumie bite 24 godziny. Pamiętam, że moje jeszcze wtedy młode cztery litery bolały mnie niezmiernie i nic nie pomagały ani filmy puszczane w ekranach umieszczonych w oparciach foteli ani muzyka płynąca ze słuchawek. Pozycja czterech liter też ma swoje możliwości i limit zmian.
Drugie zetknięcie z kulturą japońską (pomijając wspomniane pierwsze, czyli nauką języka w kraju) miało miejsce już na pokładzie samolotu japońskich linii lotniczych (w skrócie JAL). Do wyboru były trzy śniadania: europejskie, japońskie i kontynentalne. Wybrałem europejskie, można powiedzieć, że dobrze zrobiłem. Nie byłem jeszcze przygotowany na jedzenie typowo japońskich rarytasów. Sama nazwa była egzotyczna, no bo co to jest Sushi, Sashimi, Wasabi, Okonomijaki, a co dopiero ich wygląd. Moje przygotowania zacząłem od patrzenia na to co zamówili moi co odważniejsi koledzy. No tak zapomniałem nadmienić, że nie leciałem tam sam. Przynajmniej pierwszy miesiąc miałem spędzić z pozostałymi dziewiętnastoma kompanami z pracy. O kolejnych sześciu miesiącach lepiej na razie nie wspominać.
Wracając do śniadania etap obserwowania co jedzą i jak jedzą odważni był w tym momencie najlepszym rozwiązaniem. Patrząc na kolory i postać podawanych potraw stwierdziłem, że będę miał wiele czasu na „delektowanie” się nimi.
Podróż minęła przyjemnie, choć dłużyła się niezmiernie. Zaczynam rymować, a to nie jest przecież rymowanka, ale naprawdę było przyjemnie. Podczas dnia można było oglądać przestworza z kamery umieszczonej na dziobie samolotu. Najpierw Polska, Niemcy, potem Czechy, następnie Związek Radziecki, góry Uralu, dalej Związek Radziecki i w końcu wyspę samurajów. Mówię Wam coś pięknego.
Do momentu wyjścia z samolotu na terminal przylotów w Osace myślałem, że pod względem wielkości i zaawansowania technologicznego lotniska, które widziałem w Dusseldorfie nic nie będzie mnie w stanie zadziwić. Byłem jednak w bardzo dużym błędzie. Jak to się mówi podróże kształcą, tudzież weryfikują poglądy. Zdjęć niestety nie zrobiłem, bo tak mi szczena opadła. Zresztą zdjęcia aparatem tzw. głupim Jasiem i tak by nie oddały tego co widziałem więc podaję linka. Proszę byście jednak przed wejściem na stronkę usiedli. Nadmienię tylko, że lotnisko zostało zbudowane na wyspie, która powstała z utylizowanych śmieci. Przedstawiam zatem Lotnisko Osaka .
Co do opadania tzw. szczeny to powiedzieć muszę, że to dopiero był początek, a szczena miała opadać jeszcze wiele razy. Tak wiele, że na zakończenie pobytu w Japonii byłem skłonny prosić, aby mi ją zdrutowano, bo wyglądała jak maska z filmu SCREAM.
Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć z miejsc wymienionych w tej odsłonie, to zapraszam na mojego bloga.
W KOLEJNEJ ODSŁONIE PRZECZYTACIE O POBYCIE W KENSHU CENTRE W OSACE, W KTÓREJ SPĘDZIŁEM PONAD MIESIĄC. UCZYŁEM SIĘ WRAZ Z MOIMI KOMPANAMI JĘZYKA, KULTURY I OGÓLNYCH REGUŁ POSTĘPOWANIA W JAPONII. PONIŻSZE ZDJĘCIE NA ZACHĘTĘ :)
japońskie piękności
.
Komentarz autora:
Zdjęcia wykonane lustrzanką analogową Pentax Z30, niestety jedynie zeskanowane z wywołanych filmów, więc nie osądzajcie ich za bardzo. W 2002 aparat cyfrowy był poza moim zasięgiem :(.
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
21 listopada 2009 r., 17:08:01
korekta tytułu
2.
21 listopada 2009 r., 15:35:27
poprawa literówek
3.
21 listopada 2009 r., 13:01:45
Poprawka tytułu długiego wprowadzona przez Redakcję
4.
19 listopada 2009 r., 13:43:41
face lifting drobny
5.
17 listopada 2009 r., 01:23:03
interpunkcja, interpunkcja i jeszcze raz interpunkcja
6.
17 listopada 2009 r., 00:49:30
zmiana na małe litery, by tak nie rzucało się w oczy :)
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(22 listopada 2009 r., 06:35:43)
:)
(21 listopada 2009 r., 15:34:19)
Cóż przekonanego nie przekonuje się i nie zamierzam tego robić. Może cały cykl przekona Cię jednak do Japonii. Z drugiej jednak strony wypowiedź trąca osobą, która jest domatorem i nie rusza się z miejsca. Odnośnie Osaki, rzeczywiście błąd, już poprawiony, a co do zdjęć, to proponuję zeskanować zdjęcia z wywołanego filmu, powodzenia :), dzięki za komentarz i plusa.
(21 listopada 2009 r., 14:35:26)
Chyba "Lotnisko Osaka", nie Osaca. Co do samej Japonii - jest przereklamowana. Inny świat, to fakt, ale wcale nie lepszy. Życie na stacji kosmicznej nie jest przyjemniejsze, choć rzeczywiście początkowo może być ciekawsze. Artykuł na plus, choć zdjęcia... tłumaczenie się sprzętem do mnie nie przemawia.
(18 listopada 2009 r., 01:10:05)
Ode mnie również plus, ale tak na przyszłość raczej spijaj z tego serwisu, a nie się okopuj, bo wiele dobrego można się tu nauczyć. A jako starszy stażem kolega, dodam jeszcze, że wojną i butą zniszczył się tu nie jeden :P Czekam na cześć dwa.
(17 listopada 2009 r., 21:02:48)
Kocham Japonię, zazdroszczę, chyba jak każdy :P Fajny artykuł, przyjemnie się czyta :)
(17 listopada 2009 r., 15:28:18)
dziękuję za rady, z pewnością wezmę je sobie do serca :), a co do kolejnych części, cóż, wszystkie są gotowe, ale będę stopniował, tak więc myślę, że kolejny dopiero w grudniu :(. Idąc za radą, jeszcze nad nimi popracuję.
(17 listopada 2009 r., 14:31:49)
Ja też zawsze chciałam tam pojechać. Ostatnio nakręciłam się jeszcze bardziej, kiedy obejrzałam odcinek TOP GEARa kręcony w JPN. Przecież tam jest jak w kosmosie - kompletnie inny świat! Co do artykułu... no cóż. Masz lekkie pióro, ale rzeczywiście przydałby się ktoś, kto mógłby Twoje teksty "podrasować". Np. sporne zdanie: jeśli chodzi o to, co raczyłeś rozwinąć w komentarzu, powinno ono brzmieć chociażby tak: "Niestety - a może właśnie stety, biorąc pod uwagę moje doświadczenia z Polakami za granicą - nie każdy może tam pojechać." I wilk syty, i owca cała. :)
(17 listopada 2009 r., 14:23:42)
Anka - mistrzunio przecinków :) Kiedy można się spodziewać następnych części?
(17 listopada 2009 r., 12:11:37)
Hmm, co do przecinków, to mogę się zgodzić, ale że zdanie bez sensu. No to popatrz sobie na zachowanie Polaków, gdziekolwiek pojadą robią bydło. Wiem generalizuję, ale tak właśnie nas widzę. Jeździłem po świecie i gdziekolwiek spotkałem pijanego gościa, to był to właśnie Polak. Dziwny zbieg okoliczności. Zdanie, które napisałem jest właśnie o naszej mentalności. Czasem jest warto przemyśleć zdania, które pisze autor, a nie oczekiwać na bezpośrednią interpretację. Dzięki za komentarz, pouczający jest :).
(17 listopada 2009 r., 11:32:17)
Artykuł ogólnie ok, poza kilkoma błędami. Szczególnie, jeśli jest częścią większej całości. Nie podoba mi się za to buta autora zawarta w zdaniu z komentarza: "odnośnie przecinków, to uważam, że powinny być w tych miejscach co postawiłem." Jesteś guru od przecinków? Językoznawcą, twórcą zasad? Polska interpunkcja nie bazuje na "uważaniach" użytkowników języka, a na regułach, bardzo ścisłych. Brakuje mi na GW funkcji korektora/redaktora. Piszę się pierwsza. Często nie mam weny, a i doświadczeń niektórych autorów, ale poprawki stylistyczne i interpunkcyjne mogłabym, że tak powiem... strzelać. Nie podoba mi się taka samowolka i już. Co oznacza np.: "Niestety, a może właśnie stety patrząc na Polaków nie każdy może tam pojechać." Nie dość, że brak przecinków, to jeszcze zdanie jest bez sensu. A szkoda, bo poza drobnymi szczegółami cały tekst jest dobry, a temat oczywiście bardzo ciekawy.
(17 listopada 2009 r., 00:52:25)
Aha jeszcze jedno, reportaż składa się z 8 części, a więc będzie jeszcze 7 :)
(17 listopada 2009 r., 00:51:24)
Nie mogę zdradzić branży. Obóz przetrwania miał i tak małą liczbę uczestników, a więc łatwo Yakuza może do mnie trafić. Jestem notowany na japońskiej liście :). A odnośnie przecinków, to uważam, że powinny być w tych miejscach co postawiłem. Trudno :)
(17 listopada 2009 r., 00:41:05)
Ale z tymi wielkimi literami w tytule to przegiąłeś :)
(17 listopada 2009 r., 00:39:12)
Ależ Ci zazdroszczę... Wyjazd do kraju kwitnącej wiśni to jedno z moich niespełnionych marzeń. No, ale może się jeszcze ziści :) Fajnie napisane, choć na Twoim miejscu już obawiałabym się lania za interpunkcję. Bardzo jestem ciekawa branży, w której praca pozwoliła Ci na taki wyjazd. Chyba zacznę się przekwalifikowywać.
(17 listopada 2009 r., 00:23:44)
Wow, jesteś super! :P Z niecierpliwością czekam na następny odcinek, bo mnie wkręciłeś w tą swoją podróż :) No ale, że żona Cie puściła - odważna kobitka :) Pozdrawiam.
1 - 15 z 15 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
01 listopada 2009 r.
22 listopada 2011 r.
2337
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat