Dodano: 19 stycznia 2010 r., 09:41:28
Ostatnia aktualizacja: 08 marca 2010 r., 11:39:37
Andymian - "In the Garden of the Rainy King"
Muzyka Andrzeja Mierzyńskiego (Andymiana) jest trudna do jednoznacznego sklasyfikowania jeśli chodzi o styl. Można w niej odnaleźć odniesienia do muzyki ilustracyjnej oraz rocka progresywnego.
W zasadzie podchodzę z pewnym dystansem do płyt artystów, którzy zmieniają styl, gatunek muzyczny w którym tworzą. Głównym powodem są osobiste, raczej nieciekawe, doznania słuchowe w trakcie zapoznawania się z taką zmianą. Nie oznacza to jednak, że takowych kompozytorów "skreślam już na starcie". Ciekawość przeważnie zwycięża. Nie inaczej było w przypadku nieznanego mi wcześniej Andrzeja Mierzyńskiego, który w przeszłości był związany głównie z muzyką gitarową (trio Lotos) i elektro-akustyczną (zespół Elka-Prim). Kiedy pojawiła się okazja wysłuchania krążka wymienionego w tytule, skorzystałem i nie żałuję.
Potencjalnego słuchacza powitają delikatne klimaty, momentami przeplatane barwami przypominającymi styl Jeana Michela Jarre'a (szczególnie w otwierającej płytkę kompozycji). Taki początek może się wydać mało zachęcający (oczywiście nie dla każdego). Jednak w trakcie zagłębiania się coraz bardziej w umieszczone na CD utwory, będziemy odkrywać co i rusz to nowe (czasami dość zaskakująco wplecione w daną kompozycję), oryginalne dźwięki. Niecodzienne barwy, nagromadzenie brzmień i wyraźna (choć niespecjalnie narzucająca się) sekcja rytmiczna, dobrze ze sobą współgrają. Słychać, że artysta nie boi się używać wielu instrumentów naraz, nie "gubi się" w ich ilości. Całość bardzo spokojna (jak dla mnie troszkę za bardzo) i melodyjna, ale bez zbytnich słodkości. Stosunkowo świeżo i z pewnym delikatnym polotem. Sądząc po tytule płyty, muzyka na niej zawarta powinna spełniać rolę swoistego dźwiękowego obrazu, a bogate instrumentarium ma odgrywać ważną rolę w uzyskaniu odpowiednich nastrojów. Czy kompozytorowi się to udaje? Moim zdaniem tak.
Czy "In the Garden of the Rainy King" to kolejna produkcja el-popowa (z tych mało ambitnych) nastawiona na szerokie grono słuchaczy? Nie sądzę. Po kliku spotkaniach krążek odkrywa swoje atuty (szczególnie przy słuchaniu przy pomocy słuchawek, kiedy można bardziej "zagłębiać się" w dźwięki). Dla odprężenia zalecane.
Małym "zgrzytem" jest fakt, że ilość ścieżek dźwiękowych nie zgadza się z ilością utworów wyszczególnionych na okładce. Czyżby błąd producenta? Na szczęście nie przeszkadza to w odbiorze.
Komentarz autora:
rok wydania płyty: 2005