Dodano: 29 października 2009 r., 12:45:09
Ostatnia aktualizacja: 29 października 2009 r., 12:45:09
House, Medical Doctor
Wreszcie bez żadnych wyrzutów sumienia nadrabiam filmowe zaległości i biorę się za piątą serię "House, M.D." Tego serialu przedstawiać chyba nie trzeba, każdy kto ostatnich paru lat nie spędził w bezludnej jaskini musiał o nim słyszeć.
...zwłaszcza że nawet jakiś czas temu zawitał do naszej polskiej telewizji (może na nieszczęście, bo oglądając go z lektorem wyrządzamy sobie wielką krzywdę).
Często można spotkać się z opinią, że największą zaletą "House’a" są teksty... House’a - to, w jaki sposób jedzie po każdym i kpi sobie z norm społecznych. Muszę powiedzieć, że smucą mnie takie stwierdzenia. Oczywiście, każdy lubi coś innego, ale szukając zabawnych dialogów prościej przecież jest sobie włączyć jakąś komedię czy kabaret (by pozostać w kręgu tasiemców - polecam "Coupling"), zgoda - pośmiać się można, humor na najwyższym poziomie jest, ale to nie o to chodzi... Nie chodzi też o wątki medyczne, bo, mimo że dla kogoś zainteresowanego tematem może to być wielka zaleta, to jednak serial równie dobrze mógłby się rozgrywać w dowolnym innym środowisku - prawników, czy nawet informatyków (wyobraźmy sobie te emocje, gdy House w każdym odcinku musi rozwiązać zagadkę tajemniczego buga w jakimś programie). Przez tę otoczkę medyczną, komuś, kto przez przypadek miał okazję spojrzeć na jakieś fragmenty w telewizji, może się wydać, że serial jest nudny, bo w każdym odcinku jest ten sam schemat i nic ciekawego się nie dzieje. O, jakiż błąd taki przygodny widz popełnia! Bo jasne, każdy odcinek kręci się wokół zagadki medycznej, którą dzielna ekipa bohaterów rozwiązuje, ale najważniejsze jest to, co dzieje się obok. A dzieje się, oj dzieje.
Po prostu ten serial opowiada o życiu - o przyjaźni, o miłości, o samotności. Nie dość, że każdy pacjent ma swoją historię, coś, co go wyróżnia - nie jest jedynie przypadkiem medycznym, a żywym człowiekiem z przeszłością, charakterem i wszystkim innym - to jeszcze mamy bohaterów - zmieniających się z czasem, zmagających się z życiem, czy też duchami przeszłości, wchodzących ze sobą w interakcje (że tak to technicznie napiszę). Mimo że House jest główną gwiazdą, reszta bohaterów także potrafi zaskoczyć i czasem House’a przyćmiewa - by wspomnieć tylko o Cameron, która szczególnie teraz, gdy już nie pojawia się tak często, tym bardziej zachwyca (i nie, nie tylko urodą). Oczywiście, doskonałe dialogi, riposty House’a, jego osobowość - wszystko to sprawia, że rzeczy, mniej widoczne na pierwszy rzut oka, tak bardzo urzekają, bo nawet najbardziej poruszająca historia musi być ciekawie podana. I właśnie tak jest tutaj - głębokim treściom towarzyszy lekka forma, w wyniku tworząc film, który tak rewelacyjnie się ogląda.
Wracając do żalów z początku, chciałbym na koniec powiedzieć, że można House’a traktować jak śmieszny serial o lekarzach albo - jak uniwersalną opowieść o życiu. Być może to, którą z tych możliwości wybieramy, jest sprawą smaku (tak, smaku).