Fotografia ślubna Lublin
Rodzaj: Felieton
Dodano: 06 lutego 2010 r., 00:48:05
Region: Polska > podlaskie
Ostatnia aktualizacja: 07 lutego 2010 r., 21:50:52
Historia o zwyczajnym człowieku
Jan, Władysław i Julian, 1911 r.
Julian był typowym przedstawicielem podlaskiej wsi. Pojawił się na świecie u schyłku dziewiętnastego wieku, kiedy Polska na politycznych mapach nie istniała, a rosyjski Car był panem i władcą trzeciej części jej ziem. Jako czwarty syn w rodzinie Piotra wzmocnił familię, bo w gospodarstwie liczyła się każda para rąk.
Gospodarstwo było szczególne. Ni to chłopskie, ni szlacheckie, bo pochodzenie sobie, a rzeczywistość co innego. Ziemi ojciec Julka miał sporo. Półtorej włóki „ucząstka”, jak tam mawiano, dawało ponad trzydzieści hektarów ziemi ornej, a przecież do tego dochodził las i spory szmat łąki. Było co prawda dwóch parobków w obejściu, ale roboty nie brakowało nikomu.
Posiadłość jak na podlaską wieś przystało, było typowe. Ogromna drewniana chałupa z gankiem, którą trudno było nazwać dworkiem, ale też odbiegała od wizerunku chłopskiej chaty. Wyposażona w solidne sprzęty i ozdobiona wizerunkami przodków, dawała namiastkę dawnej znaczności i miejsce dla kultywowania rodzimej i narodowej tradycji.
Jan, 1918 r.
Po Julku urodziło się jeszcze troje dzieci: dwie siostry i brat. Cała siódemka wzrastała we wzajemnej miłości, poszanowaniu i trosce o wspólną własność. W 1905 roku kozackie hordy zaczęły palić szlacheckie domostwa w zemście za antycarskie knowania. Wieści roznosiły się szybko i przyprawiały o trwogę. Poczęły znikać sprzed domów ozdobne ganki. W ich miejsce układano kamienie, by sięgać progów. Kozacy, za punkt rozpoznawczy obierali sobie szlacheckie ganeczki jako atrybut buntownika.
Plagą w owym czasie były kradzieże. Rozpadający się carski system sprzyjał rozwojowi wszelkiego rodzaju bandytyzmu. Coraz bezczelniej poczynały sobie uprzywilejowane grupki komunistycznych prekursorów nowego , rodzącego się porządku. Nadchodziła sprawiedliwość dziejowa, która miała zniszczyć raz na zawsze grupę jakichkolwiek posiadaczy. Rodzina Julka należała do takich grup.
Kiedy wybuchła I Wojna Światowa, mieszkańcom tych terenów przymusowo zmieniono obywatelstwo. Wraz z innymi wszyscy stali się Prusakami, a granice wytyczono od nowa. Ten stan rzeczy trwał do czasu powstania Niepodległej Polski.
Niepodległość nie przyniosła rodzinie Julka wymarzonego szczęścia. Rozpoczął się ciąg zdarzeń, który siekł Juliana biczem doświadczeń testując jego wytrzymałość.
Nie wiadomo już co było powodem wyjazdu za Ocean najstarszego z braci - Bronisława. Popłynął ku nowemu i wkrótce przepadł bez wieści. Dla Julka był to cios w samo serce - stracił najukochańszego z braci.
Za niedługi czas na tyfus zachorował Władysław, miał dwadzieścia lat kiedy umarł i ciężka żałoba opanowała rodzinę.
Na zewnątrz trwała kolejna wojna. Tym razem polsko - bolszewicka i wszyscy w domu drżeli w obawie o życie walczącego na niej Jana. Chłopak przeżył, ale na szalejący wówczas w Polsce tyfus umarł Piotr. Julian żegnał swojego ojca w nieopisanym żalu, w poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości. Piotr miał zaledwie 58 lat.
Kiedy po kilku latach odeszła jeszcze siedemnastoletnia siostra - Zosia, jego serce skamieniało w bólu.
Ożenił się późno i chyba tylko przez operatywność dziewczyny, która potrafiła ten zmartwiały głaz poruszyć i pobudzić do życia. Wraz z narodzinami kolejnych potomków wracał do siebie i nabierał wiary w sens istnienia.
Był wyjątkowym człowiekiem. Jego wrażliwa natura sprawiała, że czujny był na każda krzywdę i reagował kiedy tylko miał ku temu sposobność. Woli, nie brakowało mu nigdy. Cieszył się ogromnym poważaniem, a dzieci szanowały go jak największy autorytet.
Nigdy nie podnosił głosu, Nie musiał. Jego spokojny, subtelny ton sprawiał, że słuchano go w skupieniu i uwadze.
Kiedy wybuchła II Wojna Światowa i wkroczyli Sowieci, nie wchodził im w drogę. Nie chciał już kusić losu i próbował na zapas odsunąć ewentualne zagrożenia. Nie na wiele się ta metoda zdała, bo już na wiosnę 1941 roku wpisano go na kułacką listę. Termin wywózki datowano na lipiec tego samego roku. Sowieci nie zdążyli jednak zrealizować planów, bo znienacka wkroczyła „Barbarossa” i pomieszała im szyki.
Niemieccy „wybawcy” drogo kazali sobie zapłacić za wyzwolenie. Wkrótce Rzesza upomniała się o jedyną córkę Juliana - jego oczko w głowie i nadzieję na starość. Potrzebna była niemieckim bauerom do pracy w rolnictwie i nauczono delikatną, rozpieszczoną panienkę ciężkiej, znojnej pracy dla nadludzi. Siedemnastoletnia Jadwiga przetrwała próbę i powróciła do stęsknionych rodziców i młodszych braci wraz z końcem wojny.
Jadwiga z matką, 1941 r.
Po latach okupacji nastały rządy nowej władzy - chłopsko- robotniczej. Zdawać by się mogło, że majątek, który po podziale ojcowizny, nie wynosił Juliana na wyżyny obszarnictwa, nie stanie się utrapieniem gospodarza, bo mieścił się w przewidywanych prawem normach, to jednak okazało się, że nadal był wrogiem klasowym.
Zdarzało się, że dokupował od chłopów wymagane na „kontyngent” produkty, by sprostać nakazom i uniknąć więzienia. Nigdy wcześniej jego dzieci nie zaznały takiego niedostatku, jak w czasach budowy socjalistycznego dobrobytu.
Szedł przez życie uczciwą drogą, pełną wyrzeczeń i trudu. Pozostawił po sobie ciepłe wspomnienia i wdzięczność w sercach najbliższych. Mój dziadek - Julian.
Historia jakich wiele. Każdy z nas nosi w pamięci swoje wspomnienia, opowieści rodzinne, dramaty, tragedie, a bywa, że również idylliczne, jasne, pełne radosnych uniesień dzieje swoich rodzin.
One wszystkie składają się na naszą wspólną polską historię zwyczajną, nie tę wielką - pełną głośnych wydarzeń i znaczących wypadków. Czy jednak to, że niewiele o nich wiemy, świadczy, iż nie mają znaczenia dla naszego narodu?
Są jak te kamienie w bruku, ciasno ułożone obok siebie. Tworzą drogi, którymi podążają kolejne pokolenia ich potomków.
Autor: Klio
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
07 lutego 2010 r., 21:50:52
Po sugestii komentatora usunięto fragment opisu: "na ścianach".
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(07 lutego 2010 r., 16:59:27)
Dzieje początków mojego Rodu ze strony ojca, poznam wkrótce. Ponoć drukuje się już trzystustronicowa pozycja. Jedna z moich dalszych kuzynek zajęła się tym nadzwyczaj fachowo i ciekawa jestem efektów. Ja zdołałam "zebrać do kupy" wszystkich żyjących członków rodziny. Nie jest zbyt wielka, bo liczy niewiele ponad sto sześćdziesiąt osób.
Skupiłam się na "podwalinie" czyli opisanym w tekście Piotrze. Pojawiło się już po nim szóste pokolenie :)
Inaczej ma się sprawa z "kądzielą". Widać wyraźnie, jak różne mogą być relacje i stosunek do więzi rodzinnych. Bywa, że rozluźniają się już w trzecim pokoleniu i nikomu to nie wadzi. Przykre.
Moim zdaniem, nic tak nie buduje relacji, jak troska o pamięć. Dążenie, by dzieci zaineresować korzeniami rodziny i poprzez własną o nie dbałość , dawać przykład do naśladownictwa. Nawet po latach, ale zaowocuje to na pewno.
(07 lutego 2010 r., 15:53:03)
Bardzo dobry tekst. Zazdroszczę tak szczegółowej wiedzy - u mnie w rodzinie nigdy nic nie wiadomo, każdy pamięta pojedyncze i mało istotne fakty ;) Polecam moikrewni.pl - można tam odnaleźć swoją rodzinę, stworzyć drzewo genealogiczne, dowiedzieć się rzeczy, o których w najbliższej rodzinie nikt nie wie - w naszym drzewie widnieje obecnie ponad 900 osób, to już przecież wioska, a jednak wciąż jedna rodzina :)
(07 lutego 2010 r., 15:46:22)
Kiedy zdecydowałam się na publikowanie swoich tekstów w Gazecie, zdecydowałam, że skupię się na wątkach historycznych o niewielkim dla Dziejów znaczeniu. Tło ich wydarzeń zarysowuję lekko, w przeświadczeniu, że jako powszechnie znane, nie muszą być szczególnie uwypuklane.
Losy bohaterów moich opowiastek są prawdziwe i chociaż trudno mi nieraz o obiektywną ocenę ich zachowań, to staram się nie folgowac własnym odczuciom.
Nie boję się podejmowania tematów trudnych i ogólnie uznawanych za niewygodne, przez co ustawiam się często frontem naprzeciw powszechnie hołdowanym, politycznie poprawnym regułom.
Zapewne nieraz wzburzę i sprowokuję czytelników, bo życie jest pasmem naprzemiennych emocji, od radości, po irytację, troskę, zażenowanie, a przecież to właśnie typowe życiowe przypadki będę opisywać.
Wiem też, że nieraz, zupełnie niezamierzenie skrzyżuję losy swoich bohaterów z losami waszymi, czy bliskich Wam ludzi i wtedy "zagra" solidarna nuta. Jaki będzie jej ton? To zależy
(06 lutego 2010 r., 17:48:24)
Wszystko gra. Chodziło o przedstawienie człowieka i jego historii a nie historii Polski w czasach kiedy nasz bohater żył :) Wiem, że nie miałeś tego na myśli :)
(06 lutego 2010 r., 17:12:29)
Yeppy: bo to felieton poniekąd historyczny. Autor kieruje ten tekst do młodego pokolenia, dlatego uważam jedynie, ze u używa zbyt często skrótów myślowych. Jednostka na tle historii? Nie widzę problemu, jeśli jej losy "dzieją się", na tle ciekawie zinterpretowanych wydarzeń historycznych. Zamienić ten teks w analizę historyczna? Nie to miałem na myśli !!
(06 lutego 2010 r., 15:18:14)
Bardzo ciekawy tekst za co ode mnie masz solidnego plusa. Jeśli chodzi o pobłażliwe traktowanie to sorry, ale nie licz! :) Witaj wśród nas i atakuj następne, przeczytam i ocenię z przyjemnością.
(06 lutego 2010 r., 15:13:39)
Po pierwsze: żadnych forów nowicjusze nie mają. Bynajmniej u mnie. Mówię, co myślę. Jeśli coś, co czytam to chłam - informuję o tym autora i już. Po drugie: mimo to jest to kaleczone sformowanie, więc lepiej by było je zmienić, żeby brzmiało sensownie. Po trzecie: Torquemada, u diabła, to felieton, więc po cholerę poszerzać fakty historyczne? :) To historia o o człowieku i historia ma być jedynie tłem. Nie odwrotnie.
(06 lutego 2010 r., 15:00:29)
Ciekawy tekst, bardzo dobry debiut. Nie jestem zwolennikiem budowania prawdy historycznej na bazie historii jednostek, ale uważam za niezbędne konfrontowanie sie z relacjami ocalonych. Poszerzyłbym nieco kontekst historyczny o aspekt: rewolucji 1905r., sytuacji międzywojennej - sprawa reformy rolnej, spróbowałbym zarysować problem "schizofrenii moralnej" Polaków po wojnie: "komuny nie chcieli, ale po cudze łapę wyciągali".
(06 lutego 2010 r., 13:43:58)
Dziękuję za pobłażliwe potraktowanie ;) Zapewne nowicjusze mają pewne fory w Gazecie i temu zawdzięczam łaskawość w ocenie :)
Witam serdecznie Autorów Wirtualnej Gazety, których dorobek pisarski stanie się, mam taką nadzieję, źródłem inspiracji dla mnie, a ich słowa krytyki zawarte w komentarzach, ukształtują mój styl.
"Wizerunki przodków na ścianach", to nie najlepsze określenie dla tego o czym pisałam. Na swoje "usprawiedliwienie" mogę tylko dodać informację, że skłamałabym pisząc, iż na ścianach wisiały "obrazy", bo tak nie było.
Malowane na deskach podobizny przodków, nie przypominały eleganckich obrazów wykonanych na płótnie, wykończonych eleganckimi ramami.
Malowane na deskach "wizerunki", stoczone przez korniki, wylądowały w ogniu wraz z innymi "przeterminowanymi" i "kompromitującymi" śladami lepszej niż dozwalano przeszłości...
(06 lutego 2010 r., 10:19:49)
Jedyna rzecz jaka mi mignęła to : 'wizerunkami przodków na ścianach' (przodkowie na ścianach - tak to brzmi). Niesamowicie fajne to, co piszesz. 4 lata temu pisałyśmy z koleżanką o człowieku, który walczył w legionach Piłsudskiego. Na historii nigdy nic o nim nie mówiono. Tak, jak o Twoim dziadku. Przysłużył się jednak zapewne równie mocno w tworzeniu naszej historii. Ten Pan, o którym mówię miał szalenie barwne życie i niesamowicie dużo zrobił dla kraju, a mimo to jego nazwisko nie jest znane nikomu, poza bliskimi. Zwykli niezwykli ludzie - dobrze, że jeszcze ktoś o nich mówi :)
1 - 10 z 10 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
05 lutego 2010 r.
03 lutego 2012 r.
1494
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska