Tagi: wojna, fotograf
Rodzaj: Felieton
Dodano: 23 stycznia 2010 r., 14:18:03
Region: Świat > Europa
Ostatnia aktualizacja: 24 stycznia 2010 r., 14:45:58
Fotograf wojenny - nasze oczy na świat
Źrodło: http://madziowatatuestertam.blox
Sarajewo, sierpień, rok 1998. Dziesięcioletnia dziewczynka wyskakuje z samochodu. Rodzice mówili, że to wyjątkowe miejsce. Dopiero co była tu wojna - taka prawdziwa, jak pokazują w telewizji. Mała tieve badawczo się rozgląda. Czego szuka?
Kiosku! Musi przecież kupić pocztówkę. Obiecała koleżance, babci chce przesłać pozdrowienia. „Główna aleja no to musi być jakiś sklepik” - myśli. Szybko się jednak okazuje, że kiosków nie ma, budynki ledwo stoją, a patrząc na przechodzących ludzi, raczej strach zapytać o widokówkę. Zresztą - nie byłoby skąd jej wysłać. Rodzice każą szybko wsiadać do samochodu, a wojna zostaje za szybą.
Aleja Snajperów, czyli główna ulica Sarajewa, trzy lata wcześniej była czymś, co my nazywamy dziś polem paintbollowym. Resztki wysokich budynków stojących przy ulicy służyły za stanowiska dla strzelców, a celem byli przechodzący ludzie. Tarcz nie brakowało, gdyż prowadziła ona do jedynego źródła czystej wody. Z racji moich zainteresowań fotografią, nieraz zastanawiałam się co bym zrobiła, gdybym znalazła się w tej sytuacji dziś. Czy chwyciłabym za aparat, żeby móc wszystkim pokazać ten przerażający widok, którym jako nieświadome dziecko byłam rozczarowana? Czy będąc dorosłą, odpowiedzialną osobą w ogóle wysiadłabym z samochodu i czy przełamałbym wewnętrzną barierę fotografowania czyjegoś nieszczęścia?
Wstrząsające zdjęcia fotografów wojennych wzbudzają wiele kontrowersji. Często oskarżani są oni o zarabianie pieniędzy na czyimś bólu, rozpaczy, cierpieniu. Strach o własne życie, ciężar oglądania tragedii, a jednocześnie myślenie nad dobrym ujęciem, skupienie nad właściwym pokazaniem dramatu - to wszystko składa się na ich codzienność. Fotograf Kevin Cartner, laureat nagrody Pulitzera, w 1994r. popełnił samobójstwo, nie mogąc sobie poradzić z depresją. Rok wcześniej, będąc w Sudanie, zobaczył małą dziewczynkę, która zatrzymała się na odpoczynek w drodze po racje żywnościowe.
http://profeblog.es/blog/flu/2009/09/24/
W momencie kiedy robił jej zdjęcia, nadleciał sęp, który usiadł obok malutkiej, wygłodzonej dziewczynki. Podobno po zrobieniu zdjęcia Cartner usiadł pod drzewem i długo płakał. Zdjęcie bardzo szybko obiegło cały świat i przyniosło mu sławę, a co najważniejsze - spowodowało, że zaczęła napływać pomoc do Sudanu. Jego samego zaczęto oskarżać o to, że nie pomógł dziecku, a sytuacja ta wzbudziła dyskusję nad granicami reportażu, nad człowieczeństwem ludzi z aparatami.
Na pytanie o sens ich pracy odpowiada James Nachtwey w dokumencie, którego jest głównym bohaterem - „Jeśli zrobiłem cokolwiek, co przyniosło rezultaty, to jestem rad. (..) Nie mogę powiedzieć, by wypadało użyć słowa szczęśliwy, bo to przecież zawsze dotyczyło ludzkich tragedii, ludzkich niepowodzeń. W najlepszym razie mogę mówić o gorzkiej satysfakcji, że może jednak zwróciłem czyjąś uwagę na te problemy. Może przyniosłem jakąś ulgę.”
Uważam, że fotografom wojennym należy się ogromny szacunek i że nagrody jakie otrzymują powinni przyjmować z podniesionym czołem. Nie mogą czuć się winni dramatom, które dzieją się przed ich szkłami. Ich praca polega na pokazywaniu tego, czego bez nich nikt by nie zobaczył i za to właśnie powinniśmy być niezmiernie wdzięczni.
Autor: tieve
Komentarz autora:
W artykule użyłam fragmentu wypowiedzi z filmu "Fotograf wojenny" w reżyserii Christiana Freia.
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
24 stycznia 2010 r., 14:45:58
Ostatni raz. Mam nadzieję. Dzięki Anka :*
2.
23 stycznia 2010 r., 21:57:32
ja się pytam, gdzie jest Anka?! :p
3.
23 stycznia 2010 r., 14:37:26
i jeszcze jedna:)
4.
23 stycznia 2010 r., 14:32:51
o spacje za duzo
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(24 stycznia 2010 r., 12:11:48)
oczywiscie plus, plus, plus. bez dwoch zdan
(24 stycznia 2010 r., 12:07:51)
Bardzo dobrze napisane:) Plus:)
(24 stycznia 2010 r., 11:32:23)
Bardzo dobrze napisane, wzorowo sformatowane, dobre zdjęcia i bardzo fajny temat. Takich artykułów nam trzeba na Gazecie, a nie pierdu pierdu z palca. Faktycznie ten wstęp to prawda?
(24 stycznia 2010 r., 11:32:08)
Na wstępie plus. Mam prośbę: nie wywołujcie Anki z lasu. Moje refleksję, po przeczytaniu nie są tak intensywne, jak uczucia Yeppy, ale to pewnie dlatego, że nie jestem typem emocjonalnym. Wojna to dynamiczne zjawisko, którego śmiertelne piękno bywa uzależniające. Podziwiam pracę dziennikarzy wojennych, zawsze jestem żywo zainteresowany jej efektami. Nie buduje jednak prawdy o wojnie na ich podstawie, bowiem czarno biała wizja świata średnio mnie odpowiada. Osią Twojego tekstu jest wojna na Bałkanach, a ściślej rzecz biorąc w Bośni (wspomniałaś również o Darfurze). Zastanawiałaś się co należało uczynić, by je przerwać? Pierwsze dziennikarstwo wojenne w naszym rozumieniu to My Lai. Wydarzenie to powoli, choć trwale zmieniło stosunek armii zachodnich do opinii publicznej, której oczyma są dziennikarze.
(24 stycznia 2010 r., 10:41:45)
Właśnie, gdzie Anka? ;) | Właśnie... to prawdziwa historia z tym kioskiem? W końcu to felieton, więc nie musiała być :)
(23 stycznia 2010 r., 20:21:25)
reactor: Koniunkturę wojenną napędza przemysł zbrojeniowy, a nie fotografowie.
(23 stycznia 2010 r., 20:13:21)
Niezwykła jest praca fotografa wojennego, ktory czesto naraża życie aby dać ludziom świadomość okrucieństwa, jakie istnieje na świecie. Pewnie wszyscy wciąż pamiętają Waldemara Milewicza, który zginął w Iraku. Reporter wojenny ma w sobie coś z Prometeusza... Jednak jako idealista, życzę wszystkim fotografom i reporterom wojennym żeby stracili pracę... Doskonały artykuł tieve. A zdjęcie tej małej dziewczynki prawie wywołało u mnie łzy... prawie, bo czasami słucham t.love.
(23 stycznia 2010 r., 20:12:18)
Jest też jeszcze druga strona medalu. Media, nie tylko fotografowie, ale i filmowcy, często nieświadomie napędzają koniunkturę wojenną, a już na pewno ich praca jest często wykorzystywana do manipulowania ludźmi. Dlaczego? Ano zwyczajnie dlatego, że po paru miesiącach czy latach mało kto wie, o co w konflikcie chodziło i kto był tak naprawdę winny... Wystarczy puścić parę fotek odpowiedniej treści i ludzie jak barany wierzą, że popierają słuszną sprawę, tak naprawdę realizując czyjąś politykę.
(23 stycznia 2010 r., 16:29:50)
Pierwszy raz od wieków przeczytałam coś, co wywołało u mnie dreszcze. Jesteś nieziemska, skoro to uczyniłaś. Świetny wstęp, genialna treść. Słów mi brak, więc zamykam mordę i milczę. Z poczuciem... o matko. || PS. 'Czy chwyciłabym za aparat, żeby móc wszystkim pokazać ten przerażający widok, którym jako nieświadome dziecko była rozczarowana?' - literówkę tu masz Kochanie. Można jednak udać, że się jej nie widzi po tym co się przeczytało. Serio. Tak wielki plus jak stąd do cholerawiekąd.
26 - 34 z 34 komentarzyPoprzednia12
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
24 marca 2009 r.
05 lutego 2011 r.
411
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat