Dodano: 08 stycznia 2010 r., 20:18:02
Ostatnia aktualizacja: 08 stycznia 2010 r., 21:50:51
Miłość jako predeterminowany skutek ewolucji
A. afarensis (www-tc.pbs.org)
Miłość ofiarowuje nam szczęście i spełnienie. Pozwala na przeżywanie pięknych chwil z ludźmi, których darzymy tym uczuciem. Jednakże, czy miłość towarzyszy ludzkiemu rodzajowi od początków jego istnienia? Czy możliwe jest by nasi praojcowie i pramatki żyli w świecie bez miłości? Gdzie i kiedy po raz pierwszy zrodziło się to uczucie?
Nasi przodkowie, żyjący na ziemi ok. 7 milionów lat temu, porozumiewali się już prawdopodobnie pięćdziesięcioma różnymi dźwiękami. Jednakże nadal prowadzili nadrzewny tryb życia. Spali w koronach drzew, a za dnia wędrowali po swoim terytorium. Żyli w stadzie, gdzie musieli walczyć o pozycję. Całowali się, obejmowali, głaskali i kopulowali. Istniał wówczas rodzaj miłości, w którym nie występowało pojęcie wierności i zdrady. Samica musiała samodzielnie zdobywać pożywienie dla siebie i swojego potomka. Samiec natomiast, nieustannie szkolił się w zalotach i pielęgnował swój hedonizm. Wobec tego, w świecie rządzonym przez wczesnych homininów miłość, zdefiniowana jako przywiązanie do siebie dwóch osobników, nie istniała.
Kiedy wobec tego rodzaj ludzki po raz pierwszy spotkał się z monogamią?
Według Helen Fisher, antropologa z Rutgers University, momentem decydującym o ukształtowaniu sie nowego typu relacji między mężczyzną a kobietą było przyjęcie przez naszych przodków wyprostowanej postawy ciała. Miało to miejsce prawdopodobnie ok. 4-3 mln lat temu. Owa cecha (dwunożność) pojawiła się więc, gdy na obszarze dzisiejszej Etiopii, Kenii i Tanzanii bytował
Australopithecus afarensis. Do tego gatunku należy słynny niekompletny szkielet samicy zwany powszechnie Lucy.
Ukształtowanie się wyprostowanej postawy ciała było z naszego punktu widzenia, koniecznością. Dawało nam wiele korzyści ewolucyjnych, jednocześnie stwarzając problemy.
Dwunożna samica nie mogła już zbierać pożywienia samodzielnie: wspinając się na drzewa z dzieckiem przyczepionym do pleców. Od tej chwili problemem było polowanie na drobną zwierzynę, wykopywanie korzonków i ucieczka przed agresorem. Bez pomocy mężczyzny kobieta z dzieckiem na rękach nie miałaby szans na przeżycie. Równocześnie, dwunożny samiec nie byłby w stanie wyżywić i zapewnić bezpieczeństwa dla całego swojego haremu. Dlatego, związanie się z jedną kobietą było wyborem rozsądnym i wygodnym. Na tym nie kończy się proces ewolucji miłości. Para homininów przebywała ze sobą do momentu, aż dziecko osiągnęło względną samodzielność. Najczęściej następowało to po 4 latach. Interesujące jest, iż współcześnie moment krytyczny w małżeństwie następuję właśnie po upływie 4 lat i często dochodzi wówczas do rozwodów.

(www.teachersnetwork.org)
Co natomiast było przyczyną rozwoju dłuższych związków, trwających niekiedy całe życie?
Istotna w tym przypadku była pojemność czaszki naszych przodków. Mózgoczaszka wspomnianego gatunku
Australopithecus afarensis wynosiła 400 - 450 cm sześciennych. W toku ewolucji pojemność czaszki nieprzerwanie rosła. Powiększająca się stale głowa sprawiła, że kobiety nie były w stanie rodzić tak gigantycznych dzieci. Wobec tego, naturalnym następstwem było rodzenie się dzieci mniejszych, a zatem mniej rozwiniętych, bardziej bezradnych i potrzebujących dłuższej opieki, również ze strony ojca. Równocześnie z ewolucją fizyczną człowieka następował rozwój kulturowy. Dlatego też, wybór partnerki z czasem stał się zabiegiem bardziej przemyślanym, obustronnie. W ciągu następnych tysiącleci człowiek i jego uczucie nieustannie się rozwijały. W końcu miłość stała się ponadczasowa. Pierwsze ślady wiązane z istnieniem takowej miłości znane są z Iraku. Jest to pochówek datowany na ok 60 tys. lat temu. Grób został pierwotnie przyozdobiony. Być może przez jednego z kochanków.

(IA UMK)
Komentarz autora:
Źródła:
Helen E. Fisher, Anatomia miłości: Historia naturalna monogamii, cudzołóstwa i rozwodu, Poznań 1994 | Hanna Adamkowska, Miłość jako efekt uboczny ewolucji, Focus Ekstra, 2/2009