Dodano: 07 lutego 2010 r., 18:27:53
Ostatnia aktualizacja: 07 lutego 2010 r., 18:27:53
Czy można pogrzebać pamięć?
Czesława zabito, bo nieopatrznie naszedł na żydowski obóz. Skracał sobie drogę przez las, wracając ze swojej rodzinnej wioski do tej, w której zamieszkał po ślubie. Był luty 1944 roku.
Lubimy oglądać horrory i z zapałem poddajemy się filmowej fikcji, która płynie z ekranu, w głębi duszy spokojni jednak, że to tylko film. Na co dzień wolimy jednak ułożone i spokojne życie bez nadmiernych emocji, bo powodują chaos i pomieszanie naszych unormowanych w świadomości i podświadomości odruchów . Na straży wrażliwego umysłu, murem stają: logika, rozsądek i zimna kalkulacja.
Czasem jednak dzieje się coś mimo naszej woli. Przyprawia nas o dreszcze i stawia na pozycji konfrontacji z racjonalnym rozumowaniem.
Czy wierzymy w słowa Ewangelisty, o głoszeniu z dachów, tego, co ukryte?
Zapewne wielu z nas powątpiewa, bo życie niesie własną szkołę i niejeden z nas przekonał się o tym. Narzekamy na brak sprawiedliwości i powątpiewamy w sens liczenia na nią, bo jesteśmy świadkami niecnych dokonań naszych bliźnich, które w zatajeniu i mrokach tajemnicy przemijają bezkarnie nie poddawane osądowi i karze.
Parę lat temu przytrafiła mi się jednak pewna przygoda, która zmieniła mój utwierdzony w tym zakresie światopogląd.
Pewnego lipcowego popołudnia, dyskutowaliśmy w szerszym gronie rodzinnym na temat relacji polsko- żydowskich. Czas ten zdominowany był tematem Jedwabnego i naturalne bywały wtedy w Polsce dyskusje o tych sprawach.
Dzisiaj z perspektywy czasu, mogę spojrzeć na wydarzenie, o którym chcę opowiedzieć, z dystansem. Wtedy jednak grały emocje, bo kiedy na moje pełne goryczy słowa o naszych polskich grzechach , usłyszałam, że i „oni” nie byli wtedy tacy święci, bo kiedy zamordowali Bogu ducha winnego chłopaka , to sprawę wyciszono i…nawet nikt nie wspomni dzisiaj tamtej ofiary, bo nikomu na tym nie zależy, to z miejsca zapowiedziałam, że JA ją w takim razie nagłośnię, bo MNIE akurat zależy na całej prawdzie tamtych lat.
Nie przypuszczałam nawet, że z naciskiem wypowiedziane przeze mnie słowa, trafiły w jakąś „metafizyczną przestrzeń” i niby przechwycone przez niewidzialnych gońców , uleciały na ich skrzydłach..
Nieraz mamy do czegoś wielki zapał i próbujemy zorganizować jakiś zamiar, a wtedy rozmaite trudności piętrzą się bez końca i wszystko wychodzi opacznie i bez zadowalających wyników.
W tamtym jednak przypadku, pomimo, iż dysponowałam jedynie strzępkiem informacji, a nawet nie znałam nazwiska „ofiary”, od początku sprawa rozwijała się w tempie huraganu.
Wystarczył jeden telefon do lokalnego pasjonata historii, by zdobyć nazwisko żony tego młodego człowieka, która jednak według wiedzy mojego rozmówcy , najprawdopodobniej już nie żyła. Padła tez nazwa wsi, w której mieszkał ów chłopak, zabity przez ukrywających się w okolicznych lasach Żydów.
Wioska położona na skraju puszczy, okazała się być rodzinną dla żony jednego z moich kuzynów. Mieszkała tam jeszcze jej matka - staruszka, która odznaczała się wyjątkowo jasnym umysłem i doskonała pamięcią. Poznałam szczegóły historii, która wydała się być znacznie ciekawsza niż przypuszczałam.
Czesława zabito, bo nieopatrznie naszedł na żydowski obóz. Skracał sobie drogę przez las, wracając ze swojej rodzinnej wioski do tej, w której zamieszkał po ślubie. Był luty 1944 roku.
Brnący po śniegu chłopak zauważył dziwne ślady w białym puchu. Pozostawiły je kije szczudeł, na których Żydzi poruszali się w drodze do strumienia, skąd czerpali wodę. Miejsce było znane okolicznym mieszkańcom, bo kierując się w potrzebie na Suchy Dąb - ogromne drzewo rosnące nad strumieniem, zawsze trafiali do celu. Może, gdyby nie pochylił się nad dziurami w śniegu i nie zaczął rozglądać podejrzliwie, to wszystko skończyłoby się dobrze i wróciłby do żony, która czekała a z niepokojem.

Suchy Dąb
Stało się jednak inaczej. Czesława ujęto i zamordowano, bo mógł zdradzić miejsce ukrycia paru dziesiątek osób. Nie była to partyzantka, ale grupa cywilów z doskonale zorganizowanym zapleczem gospodarczym. Mężczyźni mieli karabiny i wystawiano warty wokół obozu. W ziemi znajdowały się bunkry, w pamięci wspominającej staruszki :„bardzo bogate i doskonale wyposażone”
Sabinka, bo tak miała na imię stara kobieta, opowiedziała, jak to żona Cześka zameldowała niemieckiej Żandarmerii fakt zaginięcia męża, a ta zwołując okolicznych wieśniaków, zorganizowała obławę w lesie. Czy musiała zameldować? Owszem . Gdyby tego nie zrobiła, trafiłaby do obozu koncentracyjnego jako ta, której mąż wstąpił do „leśnych bandytów”. Innego tłumaczenia u Niemców tam wtedy nie było.
Obława zakończyła się strzelaniną, w której zginęło kilku żydowskich mężczyzn. Przy jednym z nich znaleziono dokumenty. Sabinka zapamiętała, że pochodził z Grodna. Reszta „bunkrowiczów” uciekła.
Niemcy ich nie ścigali, a zajęli się rabowaniem łupów, które znajdowały się w trzech sporych ziemiankach.
Sabinka zapamiętała scenę, która rozegrała się nad konającym z ran żydowskim chłopakiem. Miał na nogach skórzane oficerki. Jeden z Niemców wskazał je wzrokiem sąsiadowi kobiety, a ten posłusznie ściągnął je z rannego. Niemiec zarzucił je sobie przez ramię i odszedł.
Zwłoki Czesława znaleziono dopiero po pół roku, kiedy jeden z byłych „obozowiczów,” przy wódce wygadał się nieopatrznie przed człowiekiem bliskim rodzinie Cześka. Rodzina - brat i siostry, szukała do skutku.
Ciało spoczywało zakopane pod białym dużym kamieniem w pobliżu bunkrów.
Wtedy jednak wkroczyło do akcji UB i trumna z ciałem zniknęła. Okazało się, że jednym z oficerów tej formacji, był dowodzący ukrywającą się leśną grupą Żyd.
Wsławił się na tyle swoimi sadystycznymi dokonaniami, że „Londyn” za jego głowę dawał 100 tysięcy złotych nagrody. Kilkanaście wyroków śmierci, które podpisał na kilkunastoletnich „karłach reakcji” widziałam na własne oczy. Kopie tych dokumentów ma w swoim posiadaniu historyk, o którym wspomniałam na początku.
Wdowa po Czesławie miała brata, który dołączył po wyzwoleniu do komunistów. Kiedy okazało się, że odnalezione ciało zagraża karierze ubeckiego porucznika i może skomplikować losy brata - komunisty, pozbyto się go szybko i cicho.
Wdowa wyszła za mąż, brat awansował, porucznik wyemigrował do Izraela. Życie toczyło się dalej.
Przez sześćdziesiąt lat rodzina zamordowanego nie znała miejsca jego pochówku. Była szwagierka milczała jak głaz, zajęta nową rodziną , a i czasy nie sprzyjały tego typu naciskom. UB przeformowała się w SB i nadal budziła uzasadnione obawy.
Umierali krewni i znajomi Czesława, a wraz z nimi szansa na odnalezienie grobu. Kiedy odchodził jej brat Walery, Helena przyrzekła mu, że odnajdzie mogiłę Cześka.
Nie dała jednak rady. Starość nadeszła szybko i dziewięćdziesięcioletnie nogi odmówiły posłuszeństwa. Pozostała jej tylko wiara w siłę modlitwy. Każdego dnia błagała Boga o wysłuchanie prośby.
W tej historii uderzyła mnie pewna zależność formowana przez fałszywe wieści. Helena była przekonana, że jej szwagierka od lat nie żyje. Takie samo przeświadczenie miała owa szwagierka i ze zdumieniem przyjęła wiadomość, że siostra Czesława żyje i marzy o odnalezieniu grobu swojego brata. Ich wspólni starzy znajomi, twierdzili z przekonaniem, że obu kobiet nie ma już na świecie…
Do dziś zachodzę w głowę, jakie to moce kierowały moimi ścieżkami, że trafiałam tam, dokąd trafić powinnam , a na mojej drodze stawali ludzie, którzy podawali mi kolejne ogniwa łańcuszka prawdy, by sprawę wyjaśnić.
Odnalazłam w końcu to miejsce. Przełamując ogromne opory wewnętrzne i złamana dziwną trwogą, wskazała mi je wdowa po Czesławie i nawet… zapewniała, że odwiedzała… ten wąski fragment ścieżki… wydeptany pomiędzy mogiłami na cmentarzu jednego z okolicznych miasteczek i świeczki stawiała tam nawet…
Zmarła niedługo potem i chociaż nikt mnie nie powiadamiał, to domyśliłam się tego, bo przyśniła mi się uśmiechnięta ,radosna i jakaś taka…lekka.
Nieraz odwiedzam ten grób i wtedy sobie myślę, że rację miał Ewangelista, bo oto, to co zapomniane i ukryte, po latach stało się jawne, a historia Czesława żyje własnym życiem.
Czasy wojny pozostawiły w ludziach wiele traumatycznych przeżyć. Wiele z nich do dzisiaj osłania tajemnica, a przecież, o ile łatwiej byłoby naszym sercom i sumieniom, gdyby mogły odetchnąć, zrzucając z siebie truchło ciężkiego brzemienia.