Dodano: 26 sierpnia 2009 r., 11:52:14
Ostatnia aktualizacja: 30 sierpnia 2009 r., 11:07:46
Czy absolwenci mają szanse na pracę w swoim zawodzie?
www.engineering.uiowa.edu
Tomasz jest absolwentem informatyki Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji. Od dwóch lat szuka pracy. Nie ma problemu z jej znalezieniem, ale nie radzi sobie z utrzymaniem stanowiska na dłużej niż okres próbny.
Tomasz od dziecka był fanem komputerów. Dorastał w czasach kiedy w Polsce komputery wchodziły pod strzechy, jednak jako nastolatek był raczej fanem stylu życia "dzieci neostrady", niż szalonego programowania. Świetnie grał w gry FPS, nieźle radził sobie z grafiką komputerową. Kilka lat temu, kiedy kończył liceum, wybór kierunku studiów nie był trudny - oczywiście informatyka. Był rok 2003 i Tomasz wtedy wiedział, że taki kierunek pozwoli mu godnie zarabiać, a z czasem, niewiele pracować i zarabiać jeszcze więcej.
W Lublinie miał do wyboru trzy, a właściwie dwa kierunki. W tym mieście informatykę można studiować na Uniwersytecie Marie Curie Skłodowskiej, Politechnice Lubelskiej, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji. Najlepszym wyborem zdawała się ta ostatnia - prywatna szkoła, oferująca świetne zaplecze techniczne, kadrę Politechniki i skrócony, 7 semestrowy tryb nauki. Tomek przy wyborze kierował się głównie wysoką pozycją tej placówki w rankingach oraz sporymi możliwościami jakimi dysponuje szkoła (mi. Akademia CISCO).
W 2007 roku, otrzymując "piątkę", został inżynierem o specjalizacji "projektowanie systemów informatycznych" - a mówiąc po polsku, skończył studia jako dyplomowany programista. Z uzyskanym tytułem, w marcu tego samego roku trafił na rynek pracy i błyskawicznie znalazł zatrudnienie w jednej z lubleskich firm zajmujących się produkcją serwisów internetowych. Tomasza zatrudniono na okres próbny na stanowisku programisty. Przez pierwszy tydzień był wdrażany w stukturę firmy, poznał pracowników. Poważne, ale małe i proste zadanie dostał już w ósmym dniu pracy. I tu pojawiło sie roczarowanie. Zamiast zabrać się do pracy, Tomasz otworzył przeglądarkę i zaczął szukać sposobu na wykonanie polecenia szefa. - Jak bardzo można nie mieć pojęcia o co mnie poproszono? Przecież miałem świetne wyniki, byłem jednym z najlepszych studentów z przedmiotów związanych z technologiami internetowymi, a czuję się jakbym skończył studium szwalnictwa. Byłem przerażony! - wspomina Tomek. Po kilku godzinach bezsensownej walki, szef zaproponował, mu aby poddał się, kupił na koszt firmy kilka książek i jak najszybciej nadrobił braki. Tomasz pracował tego dnia tylko 6 godzin, ale po powrocie do domu czytał do świtu. Dziewiątego dnia był wykończony, nie wiele pamiętał z tego co przeczytał i ciągle nie był w stanie wykonać wczorajszego zadania. Aby mógł pracować, dostał kolejne polecenie. - I poczułem się jak w "Dniu Świstaka". Dokładnie taka sama sytuacja, nie miałem pojecia o co chodzi - mówi Tomek. - Jak na ironię, wydałem kilkadziesiąt tysięcy na studia, kilkaset firmowych złotych na książki i nie jestem w stanie wykonać prostego polecenia - dodaje. W ciągu drugiego tygodnia pracy, zakończył się jego okres próbny i Tomasz stracił pracę.
Nie poddając się, spróbował ponownie. W procesie rekrutacyjnym następnej firmy, poza złożeniem kompletu dokumentów, należało wykonać proste zadanie na udostępnionym komputerze. W tej firmie nie znalazł zatrudnienia. Jakiś czas później pracował, a w zasadzie "próbował" w jeszcze jednej firmie, w której, aby uniknąć żenującego zwolnienia, gdy poczuł, że nienadąża, sam zrezygnował.
Był czerwiec i Tomasz postanowił rozpocząć naukę na własną rękę. Szybko powtórzył wiedzę zdobytą na WSPA i rozwinął ją. Następne próby przyniosły mu zatrudnienie na okres próbny w dwóch kolejnych lubelskich firmach. Jednak żaden pracodawca nie chciał zatrzymać go na dłużej. Tym sposobem wyczerpał zasoby lubelskiego rynku pracy w tym zawodzie i jego szanse na zatrunienie w rodzimym mieście spadły do zera. Zaniepokojony sytuacją rozpoczął śledźtwo, które miało odpowiedzieć na pytanie "czy WSPA to był dobry wybór?". Szybko okazało się, że był to wybór najlepszy. Konkurencyjne uczelnie zasypywały swoich studentów ogromną ilością zaawansowanej matematyki i fizyki (KUL), a nawet uczyły technologii sprzed lat, dawno nie używanej w nowoczesnej inforamtyce (UMCS). Studenci WSPA programowali w grupach, pracowali na projektach - dokładnie tak, jak pracuje się firmach. Czy aby na pewno?
Jak okazało się, nauczyciele Tomasza nie byli wybitnymi programistami, z doświadczeniem w pracy przy dużych projektach. Przeglądając życiorys poszczególnych wykładowców odkrywamy, że żaden z nich nie ma jakiegokolwiek doświadczenia w prawdziwej informatyce, a jego wykłady czy laboratoria to czysta teoria. Dodatkowo, łatwo jest zauważyć, że zarobki pracowników naukowych, to zaledwie mały fragment pensji kierownika projektów w prywatnej firmie i nie ma co się oszukiwać, Tomka uczyli ludzie, którzy na rynku pracy są tak samo niekompetentni jak on sam. Profesorowie, doktorzy, również nie byliby w stanie wykonać prostego polecenia, biegle odczytać projektu, odnaleźć i naprawić błąd.
Dziś Tomasz pracuje w poznańskiej firmie oferującej kompleksowe usługi - od tworzenia oprogramowania, do serwisu sprzętu. Po dwóch latach porażek i ciężkiej nauki, jego zarobki przekroczyły 6 tyś. zł netto. Na początku wakacji ubiegłego roku, jego koledzy z liceum skończyli 5 letnie studia i pojawili się na rynku pracy - żaden z nich nie znalazł jeszcze zatrudnienia. - Dzięki krótszej edukacji, szybciej rozpocząłem walkę i dobrze, ale morał z mojej historii edukcji jest taki, że studia robi się dla dyplomu, a wiedzę trzeba mieć już na początku, albo zdobywać we własnym zakresie. A najlepiej mieć wiedzę i pracę zaczynać jeszcze w czasie studiów - podsumowuje Tomasz.
Komentarz autora:
Imię Tomasza zostało zmienione, bohater nie chciał się ujawniać. Celowo nie podane zostały nazwy firm.