Fotografia ślubna Lublin
Rodzaj: Felieton
Dodano: 10 marca 2010 r., 16:49:58
Region: Polska > podlaskie
Ostatnia aktualizacja: 10 marca 2010 r., 21:57:42
Historia pewnej miłości
Niusia
Był początek listopada 1942 roku. Coś groźnego wisiało w powietrzu i ludzie z niepokojem nasłuchiwali wieści z pobliskich miasteczek. Niemcy likwidują małe getta! Ich mieszkańców przewożą do jednego - wielkiego, wspólnego dla wszystkich, białostockiego molocha.
Panika przybierała na sile i ludzie naprędce wymyślali setki sposobów, by zniknąć z oczu okupantowi i nie dać się wywieźć z rodzinnego miasteczka. Chciano przeczekać zły czas - przetrwać.
Pomysły podsuwała wyobraźnia w oparciu o sprzyjające ukryciu warunki stworzone przez przyrodę. Okalająca miasteczko puszcza dawała doskonałe schronienie, a nastawiona przychylnie okoliczna ludność rokowała nadzieję na wsparcie.
Wraz z dziesiątkami innych, w leśnych ostępach ukryło się też młode małżeństwo z małą, niespełna roczną córeczką o imieniu Szulamith. Chłód jesiennych nocy był jednak tak dojmujący, że troskliwi rodzice nie chcąc widzieć marznącego dziecka, powierzyli je na kilka dni pewnej chłopce. Zapewniali, że wkrótce powrócą po małą.
2 listopada o świcie, tyraliera uzbrojonych żołdaków otoczyła miasteczko. Na Rynku oczekiwało już około trzystu furmanek, których woźnicy pod groźbą śmierci, zobowiązani byli do stawienia się o określonej porze w wyznaczonym miejscu. Rozpoczęło się wysiedlanie miejscowych Żydów. Tego co się działo w mieście nie sposób opisać. Dantejskie sceny, które rozgrywały się pod oknami mieszkańców zapadły w pamięci na zawsze.
Szczególnie drastyczne zajście miało miejsce na podwórku przy jednej z uliczek. Podczas obławy, na owe podwórze wpadła młoda Żydówka z dwojgiem małych dzieci. Rozejrzała się pośpiesznie po obejściu i zauważywszy dużą psią budę, wpełzła do niej natychmiast. Nie mogła jednak pomieścić tam dzieci, więc pozostawiła je w pobliżu, licząc zapewne na zignorowanie maleństw przez przeprowadzających akcję żołnierzy.
Niestety przeceniła oprawców i widząc, jak po chwili dzieci giną od kul jedno po drugim, z ogromnym krzykiem wyczołgała się z budy. Nie było litości i dla niej.
Na innej ulicy, grupka około dwudziestu osób ukryła się w piwnicy szpitala. Pielęgniarki przysypały ludzi stertą ziemniaków, które skutecznie zatrzymały przenikliwy wzrok przeszukujących budynek Niemców. Pod osłoną nocy cała grupa powędrowała w stronę lasu. Niestety ślady, które pozostawiły na świeżo spadłym śniegu idące wraz dorosłymi dzieci, wzbudziły podejrzenia jednego z gorliwych proniemieckich obywateli i wkrótce część uciekinierów schwytano.
Obława w miasteczku dobiegła końca i załadowane furmanki wyruszyły w stronę przeznaczenia. Dla pojedynczych złapanych po akcji żydowskich mieszczan, nie było już żadnej litości. Rozstrzeliwano bez pardonu wszystkich, którzy licząc na bezpieczne schowki we własnych posesjach, wykrywani byli podczas rewizji domostw.
Mieszkańcy zapamiętali scenę rozstrzelania grupy żydowskich chłopaków, kiedy jeden z nich głośno śpiewał w twarz mordercom: "Jeszcze Polska nie zginęła..." W okolicach kirkutu pogrzebano siedemdziesiąt cztery ciała.
Jarmark w miasteczku przed wojną
Domy żydowskie zaplombowano, a po kilku dniach rozpoczęło się dzielenie łupów. Ciężarówki wywoziły co lepsze meble, sprzęty, towary, narzędzia. Zapotrzebowanie na tego typu wojenne trofea było w Rzeszy duże. Resztę drobnicy i mało wartościowego wyposażenia zlicytowano podczas jarmarku. Liczył się wszak każdy fenig, bo front wschodni potrzebował coraz więcej nakładów.
Domy pożydowskie przydzielono według własnego uznania, w oparciu o przepisy utworzone na tę okoliczność przez zwierzchnictwo administracyjne. Zamieszkali w nich ludzie z biedniejszej warstwy społecznej, których dotychczasowe warunki mieszkaniowe uznane zostały przez Niemców za niewłaściwe. Pojedyncze wyjątki dotyczyły osób o uprzywilejowanym statusie.
Rodzice małej Szulamith nie pojawili się w ustalonym terminie. Rozwieszone wszędzie plakaty przestrzegały przed udzielaniem Żydom pomocy, grożąc śmiercią wszystkim, którzy nie zechcą podporządkować się nowemu prawu.
Przestraszona kobieta - matka dziewięciorga dzieci, zaniosła więc niemowlę na posterunek żandarmerii w miasteczku, zgłaszając znalezienie porzuconego maleństwa.
Los sprawił, że na owym posterunku zatrudniona była pewna miejscowa Polka. Już na pierwszy rzut oka rozpoznała dziecko, ponieważ znała osobiście jego rodziców. Śpiesznie wyjaśniła Niemcom, że takie jak ta - „znajdy” przytrafiają się nieraz, bo „nieuczciwe dziewczęta” zwykły porzucać bękarty, pozbywając się brzemienia niesławnej opinii panny z dzieckiem. Żandarmi uwierzyli słowom pracownicy, tym bardziej, że jasnowłose dziecko w niczym nie przypominało rasy, z której się wywodziło.
Tymczasem, wokół posterunku gęstniał tłum gapiów. Rozprawiano głośno o tym, ile warta jest chłopka, nadmiernie skwapliwa w swoim działaniu. Z niepokojem oczekiwano finału sprawy.
Wśród ciekawskich znalazła się kobieta o imieniu Regina. Od kilku lat była mężatką, ale niestety, los nie obdarował jej potomstwem, chociaż bardzo tego pragnęła. Obserwowała całą sytuacje z niepokojem, a los tego obcego dziecka stał się dla niej nagle najważniejszy na świecie.
Do komisarza zwrócił się jeden z mieszkańców - bezdzietny szewc, który przypadkiem znalazł się w grupie gapiów. Zaproponował Niemcowi, że zaopiekuje się małą znajdą, na co ten przystał z ulgą.
Regina podążyła za szewcem pełna złych przeczuć. Okazało się, że niebezpodstawnych. Kiedy żona rzemieślnika ujrzała dziecko, z miejsca zdecydowała, że należy odnieść je z powrotem na posterunek.
Tym sposobem mała Szulamith trafiła w końcu wprost w objęcia Reginy. Szczęśliwi rodzice czym prędzej ochrzcili dziecko imieniem Anna i ostentacyjnie przedstawili społeczności swoją córeczkę.
Regina i jej mąż Czesław
Dla bezpieczeństwa dziecka, na ojca chrzestnego wybrano jednego z mieszczan znanego z niemieckiego pochodzenia.
Czas płynął, a rodzina żyła jak inne w owym czasie. Ciągły niepokój o zdrowie i życie wzmógł się wraz z nadchodzącym ze wschodu frontem. Mała Niusia była oczkiem w głowie rodziców i ci robili wszystko, by dziecku było jak najwygodniej i najbezpieczniej. Podczas intensywnych walk o miasteczko, Regina wraz dzieckiem ewakuowała się w bezpieczniejsze okolice. Cała jej troska spoczęła na małej i tylko na Niusi zależało matce. Po wyzwoleniu, w swoim obejściu, zastała zgliszcza. Zamieszkała w jednym z nielicznych ocalałych domów, dzieląc mieszkanie z powracającymi do miasteczka Żydami. Jeden z pokoi zajął stryj małej Niusi. Wkrótce Żydzi opuścili miasto.
Kiedy Sowieci wywieźli męża Reginy na Syberię, kobieta zatrudniła się w sklepie. Nawet w pracy, zawsze obok siebie miała swoją córeczkę. Nie chciała rozstawać się z nią, a kiedy odwiedziła ją przedstawicielka organizacji „Hias”, zajmująca się osieroconymi żydowskimi dziećmi, odmówiła oddania swojej córki. Kochała i była kochana. Nie wyobrażała sobie, by ktoś inny, mógł bardziej niż ona miłować jej Niusię.
Niusia z rodziną Reginy
Po dwóch latach powrócił mąż Reginy i rodzina cieszyła się sobą nawzajem. Jednak, którejś sierpniowej nocy 1946 roku, do okien załomotały kolby karabinów. Przerażoną Reginę i jej męża wyprowadzono z domu na odległą łąkę. Za sobą słyszeli rozdzierający krzyk ich dziecka. Wymierzone lufy karabinów z trudem powstrzymywały zrozpaczonych małżonków. Kiedy uzbrojeni ludzie odeszli, Regina i jej mąż, czym prędzej powrócili do mieszkania, w którym jednak nie zastali już Niusi.
Dziecko przepadło bez wieści i nikt nie potrafił pomóc dobijającej się do drzwi urzędów kobiecie. Prokuratura pośpiesznie umorzyła śledztwo z braku jakichkolwiek dowodów.
Po miesiącu, z Nowego Jorku nadszedł list. Nieznany Reginie człowiek przedstawił się w nim jako daleki krewny małej Szulamith i podziękował jej za ocalenie dziewczynce życia. Chciał zapłacić dolarami za jej matczyną miłość. Zażądał potwierdzenia listu pieczęcią burmistrzowską, potwierdzającą zgodność danych. Upokorzona Regina odmówiła przyjęcia pieniędzy. Kontakt się urwał.
W latach siedemdziesiątych, korzystając ze sposobności, która wynikała z polityki międzynarodowej, Regina wyjechała na pewien czas do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce w nowojorskim „Nowym Dzienniku” ukazał się jej artykuł pod tytułem „Córeczka”, w którym opowiedziała o swoich losach w nadziei, że przeczyta to Niusia. Czekała na każdy znak. Niestety, brak jakichkolwiek wieści towarzyszył nieszczęsnej kobiecie aż do jej śmierci. Nigdy nie odnalazła Niusi. Spoczęła obok męża na miejscowym cmentarzu, ale jej historia nadal żyła wśród znajomych i nieznajomych kobiecie ludzi.
Szulamith ze stryjem Akiwą w USA 1947r.
Nadszedł jednak dzień, kiedy Niusia - Szulamith powróciła do rodzinnego miasteczka, gdzie odnalazła grób przybranych rodziców i zapaliła na nim znicze. Przybyła tam wraz mężem i jedną z córek. Opowiedziała o porwaniu i wyjeździe z Polski w 1946 roku. Wspominała początki w USA, kiedy to jej stryj, którego widywała we wspólnym, zajmowanym wraz z Reginą mieszkaniu tuż po wyzwoleniu, adoptował ją i wychował najlepiej jak umiał.
Po powrocie do Stanów Zjednoczonych przysłała list do miasteczka swojego dzieciństwa, który kończy się słowami: … ,,Opuściliśmy (…) z uczuciem, że odnaleźliśmy przyjaciół, z którymi niestety musieliśmy się pożegnać. Oni wszyscy będą w moim sercu i zawsze będę o nich pamiętać. Teraz, wiele tygodni po powrocie do domu, moje myśli wędrują do tych wspaniałych ludzi, którzy oddali mi cząstkę siebie - 60 lat temu, jak i jeszcze raz w 2006 roku.''
Autor: Klio
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
10 marca 2010 r., 21:57:42
Likwidacja zbędnych spacji
2.
10 marca 2010 r., 20:22:12
Korekta zdania.
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(20 marca 2010 r., 07:17:39)
Dokładnie tak Sutra :) Od dziecka obserwowałam facetów i zawsze im tego zazdrościłam. Babki knuły intrygi, myślały jakby uprzykrzyć życie komuś, z kim się kłócą, wyzywały się i szarpały za włosy latami o jedną głupią rzecz. Faceci natomiast dawali sobie po pysku a potem podawali uderzonej osobie tą samą rękę, którą uderzali i sprawy nie było. Dalej byli dobrymi kumplami :) i to było jedyne zwierzęce zachowanie, które popierałam i popieram nadal ;)
(19 marca 2010 r., 18:34:01)
Torq, wyluzuj. Natura poskąpiła ci rozumu i dała tylko 7,5 cm, to się stresujesz:P Ale przecież to nie twoja wina, nie?:P
(19 marca 2010 r., 16:57:04)
zbyt wysokie stężenie testosteronu tutaj :P ale ja lubię kiedy faceci się kłócą :D
(19 marca 2010 r., 14:11:50)
reactor: na wstępie chciałbym, abyś przyjął moje szczere przeprosiny, bowiem ostatni cytat był delikatnie mówiąc niefortunny. Niestety tak jest, że najpierw jest przyczyna, a później skutek. Nie ja wybrałem taką konwencję rozmowy. Uwierz mi, że wolałbym rozmawiać o artykule luby dyskutować na forum o kwestiach merytorycznych - nie chciało się Tobie nawet zajrzeć do właściwego wątku dyskusji, zresztą ten, do którego zajrzałeś jest równie ważny.
Odnośnie mojej osoby, to mogę powiedzieć, iż istotnie bywam przykry, kiedy moje wady się uzewnętrznią. Mściwość i złośliwość to nie są powody do dumy. Odnośnie samooceny to również jest Twoja konwencja, ja nie lubię dłubać w cudzym ego. Powtarzałem mnóstwo razy, że interesuje mnie praca z tekstem, a nie czyjaś inteligencja tudzież mentalność. Nie będę udawał kogoś kim nie jestem, aby sprawić przyjemność Tobie czy pannie Ray.
(19 marca 2010 r., 09:39:17)
tak torq, miłość własna, to najpiękniejsza forma miłości. Widzę, że odnajdujesz w niej spełnienie :) JA to, JA tamto, O ja piękny, O ja mądry, O ja wspaniały!
(18 marca 2010 r., 23:58:40)
reactor: sądzę, że gdybyśmy spotkali się w realu to nie byłoby miejsca na Twoje poczucie humoru, a tym bardziej na moją "krew z nosa", którą zresztą niezwykle lubię :)) Walczę w kasku, choć po latach mogłem dorobić się urazów neurologicznych, stąd ten brak umiejętności w posługiwaniu się językiem Shakespeare'a ;)
(18 marca 2010 r., 23:21:33)
wczoraj na małym rynku w Krakowie był podobnież pojedynek na świetlne mecze tych po dobrej i złej stronie mocy, może sobie kupicie i zrobicie swój :)
(18 marca 2010 r., 23:11:34)
torq, poczucie humoru mam zarezerwowane dla ludzi którzy prezentują pewien poziom mentalny, wystarczający aby je zrozumieć. a ty rzucasz hasłami w języku Shakespeare'a, których nie rozumiesz i rzucasz cytatami, których nie rozumiesz. Gdybyś je rozumiał, to pewnie byś ich nie rzucił. W realu w zderzeniu z moim poczuciem humoru ciekłaby ci już dawno krew z nosa, ale w wirtualu, pewnie jeszcze nie raz wykażesz się brakiem tego co ja nazywam inteligencją i ujdzie ci to na sucho...
(18 marca 2010 r., 19:37:23)
No popatrz reactor coś Ci poczucie humoru uciekło. Zasada wzajemności nie służy? Myślałem, że jak dostosuje kod językowy do rozmówcy to będzie fun, a nie self by mode.
(18 marca 2010 r., 18:55:31)
Torq, żal mi ciebie. Serio.
(18 marca 2010 r., 17:55:37)
torq, już mnie zemdliło, od tych twoich kulawych tekstów...
(18 marca 2010 r., 13:34:10)
reactor: z tym widzeniem to "do lekarza od oczu", self to po ang. jaźń, ot taki neologizm dla ciekawskich, podobnie jak Twoja "Polskość" wielką literą.
Odnośnie Twojego przyjaciela Ramony Ray, to cytując Quentina Tarantino: Panowie nie liżcie się tak po f...., bo Was zemdli.
(18 marca 2010 r., 13:08:20)
torq, dla ścisłości... bo ty fakty lubisz, a przekłamań nie znosisz! to był stand by mode... nie self by mode... Cokolwiek by to dla ciebie nie znaczyło. :) Widzę, że dostałeś nerwa :)
(18 marca 2010 r., 09:43:11)
Ray: moją domeną są przecież trociny, więc nie będę "wychodzisz" na "forach" do "tępawego fiuta".

"Świetnie, piszesz świetnie,
Mówię Ci,
Śmiejesz się, jak nikt się nie śmieje,
Świetnie,
Patrz tu jest miejsce dla świetnych,
Świetnie tu pasujesz,
Świetnie, piszesz, Świetnie,
Szybko bo promocja mija,
Ale co ja widzę, co ja szyja,
Na tą szyję jest apaszka,
Patrz jak się wije apetycznie,
Jest faktycznie w sam raz,
Dzisiaj mam gest więc bierz. Świetnie, nie myśl o zastanawianiu w braniu nie ma nic wyświechtanego,
A tu dają za darmoszkę
broszkę.
Dobrze dodam jeszcze troszkę kopert a w nich obietnice...."
(18 marca 2010 r., 09:13:24)
Masz duży kompleks, koleś:P Lecz go lepiej w knajpie, a nie na publicznych forach, bo wychodzisz tylko na niekulturalnego i tępawego fiuta, któremu ktoś kiedyś powiedział, że potrafi być sarkastyczny. Nie będę ciebie obrażał, bo sam to robisz:))
(18 marca 2010 r., 08:17:05)
Ramono Ray: mentalny organisto, Twórco doktryny o arabskości Iranu i logicznej teorii nieumyślnego plagiatu: "Spalić Brusika, spalić Brusika, spalić Brusika!,Trzeba go wyśmiać tak, żeby się popłakał. To najlepsza kara" - to Twoje? Dęta frajerzyno, która pochwaliła się częstochowskim wierszydłem, w którym zapomniała umieścić samego siebie.

Reactor: obrońco uciśnionych, self by mode sie załączył i coś się nie chce wyłączyć. Dyktatura ciemniaków płynnie przeszła w dyktaturę błaznów. W kwestii miłosnych uniesień i oferty to zalecam www.roksa.pl - same fakty i akty, specjalnie dla Ciebie. Na tej stronie literki się nie poprują, bo to strona z piktogramami, a i tryb self by mode Ci nie grozi.
(17 marca 2010 r., 21:24:11)
Mentalny onanista:P
(17 marca 2010 r., 20:56:13)
Stanowczo wykluczam ! Torquemada kocha wyłącznie siebie :))
(17 marca 2010 r., 20:33:39)
Klio, on się w tobie zakochał. Sądzę po długości jego wpisu na forum! To musi być miłość :):):)
(17 marca 2010 r., 20:24:49)
torq, teraz do ciebie. Powiedz no mistrzu jakież to opiniotwórcze periodyki czytujesz, bo mnie się widzi, że "Ruch" ani "Kolporter" nie mają dla ciebie odpowiedniej oferty :) Pytanie numer dwa: w ilu redakcjach twój adres mailowy dorobił się statusu spamu? :)
(17 marca 2010 r., 20:20:41)
yeppy, świetnie powiedziane. :) Polskość torq'a aż bije po oczach :):):) yeppy, ode mnie plus :)
(17 marca 2010 r., 15:04:19)
Klio, nie przejmuj się.)
(17 marca 2010 r., 14:36:05)
A co Klio boisz się, że ktoś w końcu zechce czytać forum?
(17 marca 2010 r., 14:25:11)
Torquemado! Przyznaj w końcu, jaki jest twój prawdziwy cel. Nie bój się opinii publicznej ! :))
Ku przestrodze, dla tych, co jeszcze sie łudzą: nie ma litości, dla tego, kto ośmielił się kiedykolwiek skrytykować mistrza. Kara jest jedna - "na deski"!
Każda metoda jest dobra, a wszystkie bezpieczne, bo incognito daje ten komfort, prawda geniuszu?
(17 marca 2010 r., 11:54:29)
Nie chciało mi się czytać. Zerknęłam pobieżnie i wpadły mi w oko dwa fakty: pytanie o studia i czepianie się o niepodanie źródła :P Co w felietonie nie jest potrzebne w żaden sposób :) Swoją drogą: jak można wątpić w Twoją polskość? :)
1 - 25 z 51 komentarzy123Następna
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
05 lutego 2010 r.
Wczoraj
1494
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska