Dodano: 14 kwietnia 2009 r., 13:49:48
Ostatnia aktualizacja: 14 kwietnia 2009 r., 13:49:48
"Odkupić winy"
Film, który jednych rozczarowuje, a drugich wzrusza. "Siedem dusz" jest banałem czy głęboką treścią?
Oglądam ten film i nie wiem o co chodzi. A nie lubię filmów, których nie rozumiem. Jednak skoro już przyjechałam do tego kina, to wysiedzę. Kupiliśmy bilet na dramat „Siedem dusz” w reżyserii Gabriele Muccino. Usadowiłam się w miarę wygodnie w kinowym fotelu i mam nadzieję, że za chwilę dowiem się z tego filmu czegoś więcej. Muszę przyznać, że rośnie moje napięcie. Zachwyca mnie Will Smith, który gra głównego bohatera – Bena Thomasa (widz przynajmniej myśli, że tak właśnie się nazywa). Jego rola jest trudna. Jako poborca podatkowy obserwuje ludzi i stara się im pomóc. Jednak trafia tylko do wybranych; skupiony jest na siedmiu szczególnych nazwiskach. Tak mi się wydaje, że szczególnych. Próbuję powiązać to z tytułem filmu, jednak za wcześnie. Nadal nic nie rozumiem. Za dużo tych pytań i wątpliwości. To zniechęca do oglądania, jednak brnę w to dalej. Kolejne postaci i ich tajemnicze powiązania z Benem. Pojawia się wątek miłosny (to, co kobiety kochają najbardziej). Jest też przyjaciel głównego bohatera, z którym Ben coś planuje. To „coś” wygląda mi na oszustwo podatkowe wysokiej rangi lub napad na bank. Jak dowiaduję się w ostatnich piętnastu minutach filmu, bardzo się myliłam…
Postać grana przez Willa Smitha jest… dziwna. To chyba najlepsze określenie. Raz jest uprzejmy, a zaraz wyżywa się na bezsilnych i niczemu winnych ludziach. Chyba czuje, że ma władzę. Stopniowo przekonuję się jednak jak ważny dla Bena jest szacunek do innych ludzi. Jestem poruszona. Poborca podatkowy, który niepostrzeżenie wkracza w życie ludzi potrzebujących pomocy. Są tacy ludzie na świecie? Tacy altruiści?
Końcówka filmu powaliła mnie na łopatki. Już wiem, że z Bena żaden altruista tylko odkupiciel win… Film kończy się wzruszającą sceną z oczami Bena, a raczej Tima… I pojawiają się łzy. Moje łzy. Spływają po policzkach przez wiele minut. Paczka chusteczek higienicznych to za mało. Jestem pod wrażeniem geniuszu reżysera i scenarzysty (Grant Nieporte), nie mówiąc już o genialnym doborze aktorów. „Siedem dusz” to film, który do mnie dotarł, poruszył i na długo pozostanie w mojej pamięci.