Rodzaj: Recenzja
Dodano: 07 stycznia 2010 r., 00:32:28
Region: Świat
Ostatnia aktualizacja: 07 stycznia 2010 r., 23:02:37
Another Black Celebration
żródło: www.depechemode.com
11 lutego 2010 roku zbliża się nieuchronnie. Mam 34 lata, a cieszę się niczym małe dziecko. Ja, fan z dwudziestoletnim stażem, zaczynam wpadać w stan przedkoncertowej euforii.
Tego właśnie dnia dostąpię zaszczytu obcowania z moim idolami, muzyczną grupą Depeche Mode. Pojawią się w Polsce za sprawą trasy promującej nową płytę, zatytułowaną „Sound of the Universe”. Wystąpią w Łodzi, dwukrotnie. Pierwszy koncert odbędzie się 10, drugi zaraz po nim, czyli 11 lutego. Jest to chyba rekompensata za anulowanie koncertów w poprzednim roku, które miały odbyć się w Europie Wschodniej, w tym w Polsce, w Warszawie. Było to spowodowane niedomaganiem frontmena grupy, Dave’a Gahana.
Grupy nie będę opisywał. Wszystko można znaleźć na ich oficjalnej stronie. Część z Was pewnie dobrze ją zna, a pozostała część wie, gdzie ma szukać. Skupię się na samej płycie, którą promuje trasa koncertowa zatytułowana „Tour of the Universe”. Na całe szczęście, w tym wszechświecie znalazło się miejsce dla Polski i miasta Łodzi.
Fani chyba mnie zlinczują za moją ocenę płyty. Nic jednak nie mogę poradzić. Zawsze obiektywnie podchodzę do tematu kolejnego longplaya. Płyta mnie nie zachwyca. Jeśli tak ma brzmieć głos wszechświata wg moich idoli, to ja wolę nadal rozkoszować się ciszą za sprawą „Enjoy the Silence” z „Violator” czy też odgrywać anioła z „Playing the Angel”. Ale do rzeczy…
Jak na prawdziwego fana przystało zaopatrzyłem się w płytę w wydaniu kolekcjonerskim, cena była nieważna. Zrobiłem to jeszcze w przedsprzedaży. I co? I wszystko w jak najlepszym porządku. Album okraszony zdjęciami, coś pięknego. Prawdziwe dzieło sztuki. Emblematy, gadżety, pocztówki i jeszcze bonusy w postaci dodatkowych płyt z innymi aranżacjami, co po niektórych utworów. W końcu dotarłem do tej najważniejszej, czyli „Sound of the Universe”. Natychmiast wrzuciłem do odtwarzacza i przesłuchałem raz, drugi i trzeci. Pewnie przesłucham jeszcze niezliczoną ilość razy, ale…
Zapowiadało się tak wspaniale po singlu „Wrong”
, który wprowadził mnie w cudowny wszechświat. Tak mogłoby wyglądać moje życie wieczne. Początek płyty wolny i bardzo melodyjny, łatwo wpada w ucho, nawet takie słoniowate, jak moje. A to za sprawą bardzo klimatycznego „In Chains”. Delikatnie połechtał moje akustyczne podniebienie. Kolejny był „Hole to Feed”. Nie zachwycił mnie jak pierwszy, pomimo kilku podejść. Można powiedzieć, że byłem w pozycji wejściowej ani niezachwycony, ani niezdegustowany. Nadszedł wreszcie czas na „Wrong”. Znałem go już z singla. Ten kawałek po prostu powala na łopatki swoją energicznością. Tak ma właśnie być, tak właśnie chcę. Tak mi róbcie. Nie mogę się doczekać wersji koncertowej. Wszystko na miejscu. Każde słowo, każdy tembr głosu Dave’a, każdy dźwięk. Jednorodna całość. Jestem w wiecznej ekstazie. Po nim nadchodzi „Fragile Tension”.
Niesamowicie melodyjny. Aż czuje się płynącą z niego nostalgię. Nawet człowiek nieznający angielskiego zrozumie, o co w nim chodzi. Delikatny, mistyczny wręcz. Jest przeciwieństwem „Wrong”. Obniżam napięcie, stopniuję doznania za sprawą „Little Soul”. Ballada na miarę „Little 15”. Ci z czarną duszą wiedzą, o co mi chodzi i o czym piszę. Po tych trzech utworach osiągnąłem swoją Nirwanę. A tu nagle wypada „In Sympathy”. Nie dotrzymuje jednak kroku trzem poprzednim. Jest coś, co jednak ratuje ten utwór. Jest to rytmiczny i psychodeliczny refren. Wsłuchuję się mając nadzieję, że „Peace” wprowadzi ponownie i zatrzyma mnie na dłuższy czas w nirwanie. Po części tak się staje. Dzieje się to za sprawą chórków w wykonaniu Martina. Na niego zawsze można liczyć. Niestety nie mogę powiedzieć nic pozytywnego o następnym, który pojawia się w moich uszach. Spodziewałem się mocnego uderzenia. Coś na miarę „Wrong”, no może „Fragile Tension”. A tu jedynie „Come Back”. Chyba zaraz zasnę. To jest dobre do wina i kolacji we dwoje, a nie dla fana żądnego energii. Ja nie chcę spać, ja chcę skakać do góry, jak te z Liroya płyty kangury. Być może, jeśli dopadnie mnie dół, docenię wysiłek moich idoli. Na razie jednak utwór idzie w odstawkę. Kolejny zaczynający się na literę „P”, czyli „Perfect”. Liczę na to, że mnie nie zawiedzie i nie zasnę. Nie mylę się, zapowiada się nieźle, wręcz tajemniczo. Kolejna nostalgiczna ballada o interesującym brzmieniu. Nie do końca tego się spodziewałem, ale końcówka rekompensuje wszystko. „Miles Away/The Truth Is”, chyba nie ma o czym pisać. Po prostu przeleciał przez mój organ słuchu. Nie trafił do mnie ani tekstem, ani aranżacją. Niby ma rozbudzić zmysły, a może jedynie być przystawką. Przychodzi kolej na Martina i „Jezebel” w jego wykonaniu. Piękne, nastrojowe, na zimowe wieczory przy lampce dobrego Porto. Wprowadza w niesamowity stan, pobudza do przemyśleń. I przychodzi czas na ostatni utwór z tej płyty, czyli „Corrupt”. Niesamowite, ten utwór ratuje płytę. Panowie chyba wiedzieli co robią, umieszczając go na końcu. Naprawdę można poczuć się skorumpowanym przez DM. Rewelacyjna aranżacja.
Naliczyłem sześć utworów, które przypadły mi do gustu. Sześć utworów z dwunastu, nie licząc instrumentalnego „Spacewalkera”, który jest trzynastym. Można powiedzieć, że nieźle jak na longplay, jednak za mało, by zaspokoić wymagania stawiane przez konesera.
Płyta ani nie powala, ani nie zniechęca. Spodziewałem się czegoś więcej. Czegoś na miarę „Playing the Angel” czy może „Exciter”. Oczywiście są rodzynki, przy których raduje się moje depechowskie serce i dusza. Ale ja, fan, nie chcę dłubać i dziurawić ciasta. Nie chcę wybierać pojedynczych rodzynków. Chcę zeżreć ciasto w całości! Aczkolwiek jestem fanem i tę połowę nadającą się do zjedzenia pewnie wybiorę. Pozostałą zostawię na później. Może czas zmieni moje podejście, a było już tak wiele razy w przypadku poprzednich płyt i utworów.
Dave, Martin, Andy, chłopaki mam nadzieję, że na koncercie w Łodzi pokażecie, na co Was stać, tak jak to było na koncertach w Warszawie i Paryżu, w których brałem udział. Utwory, które mnie nie zachwyciły w wersji studyjnej przedstawicie w nowych aranżacjach, tak, aby mnie powaliły. Życzę sobie tego. Należy mi się to, przez wzgląd na mój fanowski staż. Aczkolwiek, jeśli tak się nie stanie, to i tak obcowanie z Wami na żywo, z pewnością mi to zrekompensuje.
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
07 stycznia 2010 r., 23:02:37
za taką ocenę przez jokera, zrobię mu dobrze i dodam dwa kawałki, te które mnie powaliły :)
2.
07 stycznia 2010 r., 11:47:09
wyłapanie kolejnych literówek, uff, teraz liczę na Was, artykułowe sępy :)
3.
07 stycznia 2010 r., 11:40:46
poprawa literówek
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(08 stycznia 2010 r., 23:54:23)
Anka86: potrafię przyznać komuś rację, mam problem ze zdaniami złożonymi, kocham je, ale mam problem i jestem maniakiem złożonych zdań :), ale prawda, postaram się używać ich jak najmniej :). Wow, ale złożone :), senks.
(08 stycznia 2010 r., 19:54:23)
Chcecie? Macie :P "innymi aranżacjami niektórych utworów"; "Wsłuchuję się, mając nadzieję..."; "Dave, Martin, Andy - chłopaki! Mam nadzieję, że na koncercie w Łodzi pokażecie, na co Was stać. Tak, jak to było...". Niesamowite, co? Taki długi tekst i tylko kilka poprawek. Aż musiałam je zrobić! Depechmaniaku, czy wiesz, czego to zasługa? Otóż nie używasz w nadmiarze zdań złożonych. Zdania są krótkie, logiczne i odpowiednio szybko zakończone kropką. Tak trzymać!! Serio! Plus leci!
(08 stycznia 2010 r., 10:49:42)
Reactor: wolnego przyjacielu, nie widzę tutaj jeszcze komentarzy od ALUNI, YEPPY i ANKA86, także możesz się ich spodziewać :). Coś Ty taki spragniony? Zakochałeś się czy co?
(08 stycznia 2010 r., 10:47:17)
CEZARY: dzięki za koment, z tego względu, że jak pisałeś zajmujesz się recenzjami i muzą twoja ocena bardzo mi schlebia :).
(08 stycznia 2010 r., 10:33:23)
Depechmaniac, idziesz w seanse typu światło i dźwięk? :) Dobra strategia. Ruch jak wiadomo skupia uwagę widza. Pewnie dlatego nie widzę tu komentarzy o przecinkach...
(08 stycznia 2010 r., 10:10:21)
Wprawdzie zasłuchuję się od lat w innej muzyce, ale dokonania Depeche Mode nie są mi obce. Dobrze napisana recenzja.
(08 stycznia 2010 r., 10:09:57)
depech zrobił dobrze jokerowi... co tu się do diabła dzieje?!
(07 stycznia 2010 r., 23:16:54)
Wow, ale super te filmiki, że tu grają. Sobie czytam, a tu leci! Masakra!
(07 stycznia 2010 r., 23:08:34)
Już dodane, możecie się delektować, zachwycać czy zdegustować :), wedle uznania :), dzięki za radę JOK.
(07 stycznia 2010 r., 23:06:46)
Linki są i to mnie właśnie natchnęło. Linek to nowe okno, a tu pod ręką, kliknąć można conieco. Fajnie.
(07 stycznia 2010 r., 22:47:17)
spodziewajcie się relacji, będzie i obiecuję, że długa, będę się rozwodził, delektował..., się rozmarzyłem :), oby do 11-tego.
(07 stycznia 2010 r., 22:44:04)
joker: raz jest lepiej, a raz gorzej, nikt nie trzyma poziomu :), są wzloty i upadki, przyzwyczaiłem się. Lubię się z Wami droczyć :). Co do YouTube, to przecież masz linki do każdego tytułu, nie wystarczy? :).
(07 stycznia 2010 r., 22:41:14)
Bardzo dobra recenzja. Podoba mi się koncertowe wprowadzenie. Proponuję, abyś dorzucił jakieś jedno, może dwa filmy z jutuba, tak dla urozmaicenia. Przy okazji można będzie, czytając, puścić sobie wszechświat. Jakbyś wszystko tak pisał, nie usłyszałbyś ode mnie złego słowa. Zasłużony plus.
(07 stycznia 2010 r., 22:30:34)
Fajny i zgrabny tekścior.
(07 stycznia 2010 r., 16:34:48)
toć napisałem indoktrynacja :), taka przez duże "I" :), nie ma wyjścia, przynajmniej na razie.
(07 stycznia 2010 r., 14:18:52)
Ma marne szanse reagować na co innego, bo nic innego w domu nie leci, co? :)
WROOOONG!!!
To się nazywa pranie mózgu, a nie prawidłowa reakcja na bodźce :)
(07 stycznia 2010 r., 13:33:22)
Tak, odjąłem od ust sobie, małżowinie i córce, i kupiłem, a co, mnie też się coś od życia należy. Jestem o tyle w dobrej sytuacji, że pracuję i czasem sobie mogę pozwolić na szaleństwo. Na koncert jednak jadę już z małżowiną, córka za młoda, ale indoktrynacja w domu i w samochodzie od maleńkości. Córka na muzę DM reaguje poprawnie, czyli "jeszcze, jeszcze" energicznie uderzając przy tym rączką o nóżkę :). Tak się rodzi kolejne pokolenie, przynajmniej na razie, kiedy nie jest jeszcze świadoma, że istniej inna muza :).
(07 stycznia 2010 r., 13:18:53)
Depechmaniacu, Ty burżuju! Naprawdę kupiłeś płytę za 300zł? Dobry tekst.
(07 stycznia 2010 r., 12:00:58)
Świetna recenzja! Na pewno płyty nie kupię!
1 - 19 z 19 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
01 listopada 2009 r.
22 listopada 2011 r.
2337
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat