Dodano: 16 lipca 2009 r., 14:22:30
Ostatnia aktualizacja: 16 lipca 2009 r., 19:55:32
Alkoholizm w oparciu o film "Wszyscy jesteśmy Chrystusami"
„Synku! Syneczku” - Krzyczał przywiązany do łóżka na sali wytrzeźwień Adaś Miauczyński, bohater filmu „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, w którego postać wcielił się Andrzej Chyra i Marek Kondrat.
Postać ta w filmie realizuje przywary częstego polskiego stereotypu, jednakże w formie zupełnie patologicznej, bo Adaś to nie tylko pijak, ale przede wszystkim alkoholik. Częstokroć używane synonimicznie, acz błędnie, wszakże pijaństwo można zdefiniować jako choroba społeczna, ale alkoholizm, to już typowa jednostka chorobowa. Jej patologia jest na tyle różna od zwykłego upijania się, iż człowiek, który jest genetycznie predysponowany szybciej popada w nałóg, traci kontrolę i bez braku silnej woli nie będzie w stanie odmówić sobie sięgnięcia po kieliszek. Przyjmując to jako aksjomat, twierdzę, że z alkoholizmu rodzi się nałóg, z tradycji wywodzi się pijaństwo.
Stereotyp Polaka-pijaka ma swe głębokie korzenie, szczególnie wyraźne od okresu średniowiecza, kiedy to szlachta spędzała czas prawie wyłącznie na libacjach, tonąc w hektolitrach wina. Doszło nawet do tego, że miód pitny stał się naszym narodowym trunkiem. Ów pijaństwo ma zapewne jakieś implikacje na dzisiejsze czasy i mimo, iż picie nie czyni jeszcze alkoholikiem, to z pewnością stałe upowszechnianie i pielęgnowanie tej zgubnej tradycji powoduje, że alkohol trafia na „bardziej podatny grunt” ujawniając skłonności do alkoholu i wpędzając w chroniczną gonitwę za „fizjologiczną potrzebą”. Można powiedzieć, że Polacy picie alkoholu mają we krwi. Kabaret ‘Elita’ potrafił znaleźć dobre strony tematu odnajdując w nim skarbnicę skeczy i choć bawią, to ku przestrodze, chociażby „Panie majstrze! Która godzina?!”, na co ten odpowiada „Ja też bym się napił!”. Jednak człowiek, który ma z tym problem zazwyczaj nie weźmie tego do siebie. Chociaż stoję zdecydowanie po stronie tezy, iż alkoholizm, to zdecydowanie nałóg, to jednak tradycja odgrywa tu ważna rolę. Poza wcześniej wspomnianą implikacją, tradycja ma jeszcze inny zgubny wpływ. Mianowicie alkoholicy, którzy potrafili uciec z nałogu, są często ponownie łapani w jego nurt przez znajomych, którzy nie zdając sobie sprawy z problemu, mówią „No jak to nie pijesz? Moje urodziny są. To tradycja!”.
To nie dotyka tylko chorego, to patologia całej rodziny. Alkoholizm niszczy wątrobę przez swoje toksyczne metabolity, a spożywany z lekami psychotropowymi będąc ‘faworyzowanym’ substratem dla układu cytochromu P-450 może spowodować śmierć ze względu na bardzo wysokie stężenie leku we krwi. Jednak są to jednostki na tle rodzin, a z kolei ich wyniszczenie zdaje się być dużo bardziej przerażające. Mąż, który bije żonę, ojciec, który bije dziecko. To nie tradycja. Tradycji nie można kojarzyć z czymś, co wywiera tak negatywne emocje. Alkohol trawiąc organizm powoduje niejako degeneracje w psychice nie tylko samego pijącego, ale przede wszystkim jego rodziny, prowadząc częstokroć do nerwic, depresji. Rodzina alkoholika jest zastraszona, a tocząca się patologia jest jakby nie do ogarnięcia.
Adaś Miauczyński jest profesorem kulturoznawstwa, ma żonę i dziecko. Nigdy nie uderzył swego dziecka. Jednak pobił dotkliwie swą żonę w czasie, kiedy ta była w ciąży, bił także w brzuch. I był pijany. Alkoholizm, to nie tradycja, alkoholizm to nałóg, a przede wszystkim choroba. Bo to nie jest termin zarezerwowany dla żuli spod sklepów całodobowych. To nie jest termin zarezerwowany dla nikogo. Nawet wysoka świadomość tego, czym grozi spożycie alkoholu nie uchroniło Adasia przed popadnięciem w nałóg. Bo ten nałóg, to nie wybór, tylko genetycznie zaprogramowana potrzeba. Adaś wychował się w rodzinie z ‘tradycjami’, jego ojciec był alkoholikiem.
„Życzyłem ci śmierci”, mówił Sławek, wtedy już dorosły syn Adasia Miauczyńskiego, do swego ojca. Trzeźwego ojca. Największym marzeniem Sławka w dzieciństwie było, żeby mama nie zobaczyła, że tata jest pijany albo, żeby jeszcze nie zdążył się upić. Nie pił alkoholu, nienawidził alkoholu, palił papierosy, z czasem zaczął brać narkotyki. Sławek dowiedział się o problemie ojca mając 7 lat, bo Adaś przez prawie 7 lat nie pił. Ale powrócił do nałogu w Wigilie. „Życzyłem ci śmierci”, powiedział, „Miałeś prawo” odparł jego ojciec. „A mogę cię kochać, tato?”.
Na zakończenie chcę z całą stanowczością podkreślić, że alkoholizm, to choroba i nałóg, nie tradycja. Tradycja spowodowała z pewnością zwiększenie problemu ze względów poruszonych przeze mnie powyżej. Alkoholizm jest do przezwyciężenia, tylko trzeba dużo silnej woli, aby podźwignąć ten krzyż, te nasze człowiecze słabostki, a dźwigać to brzemię powinna pomóc rodzina, mimo tylu cierpień, które chory może jej przysporzyć. Wszyscy jesteśmy Chrystusami i tak naprawdę ciężko czasem powiedzieć, kto czyj krzyż niesie na ramieniu. Czy dźwigał go Adaś borykając się ze swym problemem, czy też dźwigał go syn z matką. A może wspólnie dźwigali jeden i dlatego obaj, Adaś i Sławek, przezwyciężyli nałóg?