Dodano: 06 lutego 2010 r., 02:42:26
Ostatnia aktualizacja: 07 lutego 2010 r., 00:52:07
A Ty? Jak chcesz zostać pochowany?
W 1996 roku Kat wydał płytę pt. "Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach". Pomijając pełny kontekst, Frontside odpiera: "To jest Twój pogrzeb, nie będzie żadnych róż". Jednakże nie sądzę, by ww. grupy wiedziały w tym czasie o wirtualnych cmentarzach. A szkoda, bo tytuły te doskonale pasują do obecnej sytuacji.
Zapraszam Was wszystkich na wycieczkę niezapomnianą... do końca życia.
Zanim zacznę, dodam tylko, że tekst powstał zainspirowany refleksjami Daniela na temat religii na portalu nasza-klasa:
"Nasza klasa.pl, a wiara w Boga"
oraz strona internetowa, z którą polecam się zapoznać przed przeczytaniem artykułu:
Wirtualny Cmentarz.
"Czekałem tyle lat, aż odmieni się mój świat.
Tymczasem każdego dnia uczestniczę w tej farsie.
W kraju pełnym nienawiści ludzie bez ambicji.
Tak egzystuje nacja pozbawiona ideałów"
Nie tylko ideałów, jak widać po kliknięciu w link, ale również odpowiednich płatów mózgowych odpowiadających za myślenie i szacunek wobec zmarłych. Miejsc takich jak to, po wpisaniu odpowiedniej frazy w wujku google pojawia się naprawdę wiele. A kuszą! Oj kuszą! Koło nazw takich jak: "Zaduszki Memorial Center" czy "Virtual Heaven" nie można przecież przejść obojętnie. Po kliknięciu w ww. linka oczom naszym ukazuje się ładna, choć skromna animacja, bodaj we flashu oraz kilka opcji. Mamy przede wszystkim: godziny otwarcia (gdyby ktoś zapomniał, że internetowy cmentarz istnieje całą dobę), sklep i jakżeby inaczej - mały "grejwjardzik" dla słitaśnych kundelków, żuczków, straszyków australijskich, w skrócie całej bardziej ludzkiej fauny, czyli zwierząt.
Możliwości w tym iście szatańskim tamagotchi jest sporo: prawie 40 rodzajów zniczy, ponad 30 różnych kwiatów i innych dobrodziejstw, które możemy złożyć na grobie denata. Żyć nie umierać! W końcu jak sprawdzę, kto mi wysłał kwiata ?Ale, ale dodatki to nie wszystko. Biżuteria na wietrze noszona być nie może. Trzeba ją na czymś położyć. A więc nie zapominajmy iż trzeba najpierw wybrać trumnę. I tutaj schody się zaczynają, więc trzeba uważać co by nie spaść z nich i kopnąć w kalendarz...
"Jaka jest cena chwały i co kryją łzy?
Ile warte jest twoje życie i kto cenę zna?"
Okazuje się ona nie tak duża. Już za 25zł + Vat możemy położyć naszą ukochaną osobę w wirtualnej trawie i ziemi z wirtualnymi czerwiami, które zjedzą jej dorobek życia.
A w ramach wyboru miejsca dostajemy tak interesujące usługi jak: "pojemność informacji do 100KB, pocztę zza grobu, elektroniczny nekrolog". Nie wiem jak Was, ale mnie najbardziej interesuje ta poczta zza grobu. Podejrzewam, że działa na zasadzie takiej, iż admin tego cudownego "portalu społecznościowego" i kolejnego "miejsca spotkań" będzie mi pośmiertnie wysyłał maile pod tytułem: "właśnie wypchałem Twoje dziecko na 500zł, ale z powodu przeciążenia łącza, Twój grób nie zapisał się". Co mnie to. Przecież już nie dycham. Tylko dziecka szkoda. Mnie tam te 5 baniek wiosny nie uczyni.
Po uiszczeniu odpowiedniej opłaty za miejsce, musimy wybrać jeszcze nagrobek, wszak nie będę spał na dworze przy minus 20tu stopniach. I tutaj mamy dwie opcje do wyboru: wersja podstawowa to kolejne 25zł z Vat,
natomiast nagrobek Very Important deadPeople kosztuje już 300zł plus Vat. Rozmaite dodatki kosztują od 0 zł( jeden dzień ich "trwania") do 50 zł ("na zawsze"). Oczywiście z naszym 22% Vatem. Tak więc cena 500zł nie jest ceną z kosmosu - jeśli ktoś będzie chciał mi postawić super słitaśno-wypaśny grób, mniej więcej tyle lub nawet więcej będzie musiał się wykosztować.
Ale, ale! Co jeśli zechcę przejść się po prostu na spacer po wirtualnych alejkach, mając w nozdrzach zapach orzeźwiającego powietrza morowego? Tutaj twórcy tej pięknie ilustrowanej świątyni złotego jagnięcia również dają nam kilka opcji. Po przejściu przez bramę, możemy sobie popatrzeć na tablicę "ogłoszeń" (czyli: "Cześć Stefka, kto dziś umarł?"), a stamtąd możemy udać się na cmentarz (loading w postaci animowanego, przesuwającego się muru), do konkretnego nagrobka (zwykłego bądź specjalnego), czy zwiedzić katakumby. Oczywiście klikając na poszczególne groby wirtualnych trupów umarłych przecież w rzeczywistości (!), możemy dowiedzieć się kto i kiedy zapalił znicz (i na jak długo), postawił kwiaty czy inne wirtualne badziewia. Bardzo mi to przypomina naszoklasowe prezenty. A co mi tam - ja bym chętnie położył komuś pluszaka na grobie! Nie widzę większej różnicy.
"Jeśli zapomniałeś o Bogu - I nie odróżniasz dobra od zła -
Zobaczysz gniew piekieł! "
Albo grób na Virtual Heaven. Zasada portalu jest właściwie identyczna - teoretycznie chodzi o uczczenie pamięci zmarłych w "nowoczesny i nowatorski sposób", jednakże mimo iż w przeciwieństwie do poprzednika, nie chcą za to pieniędzy, to kolorowa obłuda życia pozagrobowego jest tu jeszcze bardziej obecna. O ile wcześniej mieliśmy trochę czerni, stonowanych barw, możliwość wybrania dnia lub nocy oraz opadów lub ich braku, tak tutaj jaskrawość poraża od razu, a pamięć o zmarłych wyrażana jest za pomocą swoistych kartek świątecznych. Tak, tak - gdyby nie nazwa portalu, pomyślałbym że można się tam wymieniać życzeniami wigilijnymi.
"Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz,
I wszystko stanie się niczym"
A zatem po co to wszystko? Ludzie zapominają o kilku, najważniejszych rzeczach związanych nie tylko z celebracją Święta Zmarłych, ale również o kwestiach dotyczących samych zmarłych: wydawanie pieniędzy w błoto nie przywróci do życia najbliższych, którzy odeszli. Zawsze wydawało mi się to prawdą oczywistą i to smutne, że to co powinno być banałem, niewartym wzmianki nawet, a co dopiero artykułu, jest wielkim problemem jaki dotknął społeczeństwo nie tylko w Polsce. Martwi również fakt obecności wszelkiej maści hochsztaplerów, którzy za pomocą zmarłych, zbijają kasę na żywych. Kolejną sprawa podobna jest do dawania pieniędzy pod choinkę. To tak jakbyśmy chcieli powiedzieć: "Nie chciało mi się dupy ruszyć, żeby kupić Ci prezent".
Mówcie co chcecie - nie preferuję internetowego lenistwa. Wolę postać na mrozie, podczas ulewy i stworzyć więź z umarłym. Wtedy czuję, że żyję.
Komentarz autora:
W funkcji podtytułów wykorzystałem fragmenty piosenek zespołu Frontside z płyty "Absolutus", w nagłówku natomiast ze "Zmierzchu Bogów"