Dodano: 21 lipca 2010 r., 16:42:59
Ostatnia aktualizacja: 21 lipca 2010 r., 16:42:59
55-lecie tortu z kamienia
„Będzie trwał jak miłość do dziecka / Będzie trwał jak przyjaźń radziecka” – tak o warszawskim Pałacu Kultury i Nauki rymował Jan Wiktor Lesman, znany szerszemu gronu społeczeństwa pod pseudonimem „Brzechwa”. Jak widać, obiekt, który wyszedł spod ołówka radzieckiego architekta – Lwa Rudniewa, dalej ma się dobrze.
Trwa i trwa mać, zdecydowanie dłużej niżby to wynikało nawet z optymistycznych założeń przytoczonych wersów jednego z propagandowych wierszy, gloryfikującego ustrój socjalistyczny. Jutro PKiN będzie obchodzić swoje 55-te urodziny.
22 lipca 1955 roku oddano do użytku w święto państwowe Pałac Kultury i Nauki. Budowla przypominała – jak mawiała warszawska ulica – „sen szalonego cukiernika”. Wszystko przez prezentowaną przez nią mieszaninę stylu art deco, socrealizmu i polskiego historyzmu. Takie wrażenie potęgowało też wiele rozwiązań zaczerpniętych z wysokościowców wznoszonych zza wielką wodą w Chicago, Nowym Jorku oraz z gigantycznych pałaców moskiewskich. Dodatkowo, odciśnięto na budowli polskie piętno, wzorując się ornamentach kamieniczek Kazimierza Dolnego, Krakowa, Zamościa. Architekturowa mieszanka dała jednak groteskowy efekt.
Ten dziwaczny gmach, jako „dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego” stanowił zamysł samego Józefa Stalina. Jednak ostatecznego wyboru formy daru z rąk radzieckich dokonał Bolesław Bierut, odrzucając przy tym budowę metra bądź osiedla mieszkaniowego. Nasz pierwszy obywatel i towarzysz, jawiący się jako niezłomny bojownik o szczęście ludu polskiego stwierdził wówczas, że metro w stolicy jest niepotrzebne, a osiedle Polacy mogą sobie przecież sami zbudować.
Z pięciu koncepcji budowy Pałacu, Rosjanie – ze względów prestiżowych – oczywiście przeforsowali projekt najbardziej okazały. Do stolicy szybko przybyła licząca 3500 robotników radziecka ekipa budowlana, która osiedliła się na przedmieściach Warszawy. Specjalnie dla niej wybudowano osiedle mieszkaniowe, z kinem i basenem. Tempo prac było niezwykle imponujące. Monumentalny gmach został postawiony w ciągu trzech lat. Warto dodać, że rekord w budowaniu przypłaciło życiem 16 Rosjan, którzy zginęli przez źle zabezpieczone rusztowania. Do 1990 roku PKiN był trzecim najwyższym budynkiem w Europie.
Metaforyczne ujęcie Tadeusza Konwickiego z „Małej apokalipsy” zwalistej bryły Pałacu jako dominacji ZSSR nad Polską, pogrążoną w komunistycznej zapaści nijak się miało choćby do przedstawiania PKiN i obrazowania nim potęgi komunistycznego ustroju w Polsce przez systemową prasę, piosenkę, poezję. Tygodnik „Polityka” w 1965 roku tak opisywał fenomen PKiN: „PKiN zużywa tyle energii elektrycznej co 100-tysięczne miasto Radom. Gdyby dziecko urodziło się w jednym pomieszczeniu tego gmachu, a każdy następny dzień swego życia spędzało w innym pokoju lub sali, wyszłoby z największego domu w Warszawie w wieku 9 lat. W ciągu ostatniego dziesięciolecia na imprezach artystycznych w Pałacu było ok. 48 milionów osób, czyli półtora raza ludność Polski. Od 40 do 50 tysięcy ludzi przybywa tu każdego dnia; 33 dźwigi szybkościowe w pałacu przebyły dotychczas 700 tys. km, a zatem okrążyły już Księżyc i powracają na ziemię;”
Ze względu na swój gigantyzm wysokościowy, Pałac Kultury i Nauki stał się od 1965 roku obiektem hołubionym przez samobójców. Ten ponury wątek w historii istnienia PKiN rozpoczął francuski turysta, po którym z tarasu widokowego mieszczącego się na 30. piętrze, na wysokości 114 metrów, skoczyło jeszcze siedmiu Polaków.
Choć i z poczytywania Pałacu jako magnesu dla nielicznych desperatów w PRL potrafiono uczynić propagandą powód do dumy i dobrej sławy pisząc: „W tym czasie kiedy z wieży Eiffla wyskoczyło 300 zdesperowanych, ze szczytu PKiN – 3”.
Komentarz autora:
źródło: W. Kot - "PRL jak cudnie się żyło!", wyd. "Publicat"; fot. picapp.com