Dodano: 07 grudnia 2009 r., 18:08:47
Ostatnia aktualizacja: 08 grudnia 2009 r., 11:20:14
450 ml, więcej nie dam rady za jednym razem, a szkoda
niecałe 0,5 l, a taka różnica w wartości
Tłoczno, niezła impreza się chyba szykuje. Udało się dostać wejściówkę. Przed drzwiami „ochroniarze”. Pilnują porządku, by żaden niepożądany gość nie dostał się do środka. Grzecznie pokazuję zaproszenie, wpuszczają mnie, wchodzę.
Podchodzę do stołu. Miła pani mówi:
Musi pan jeszcze wypełnić jeden formularz i zaczynamy zabawę - kontynuuje z uśmiechem na twarzy.
Proszę wygodnie usiąść, zaraz się panem zajmę - I bierze ode mnie moje dokumenty.
Rozglądam się wkoło, obok mnie więcej takich szczęśliwców. Obsługa uwija się, robi to tak szybko, jak tylko potrafi. Miejsc wolnych nie ma, a chętnych będzie coraz więcej, bo kolejka za drzwiami rośnie z minuty na minutę.
Siedzę już wygodnie w fotelu, bardzo miła obsługa, pierwsza setka poszła niezauważona. Pani, która mnie obsługuje, mówi:
Może się pan czuć dziwnie, lekkie zawroty głowy, ale to przejdzie. Proszę oddychać głęboko i regularnie.
A to przecież dopiero początek. Kolejna setka zanotowana na moim koncie. Siedzący obok mnie nadają tempo, chociaż widać na twarzach niektórych, że osiągnęli już swój limit. Bladość panuje w pomieszczeniu, ale to chyba z wysiłku. Impreza jednak pierwsza klasa, wytrzymać trzeba do końca, każdy zgrywa twardziela, są i twardzielki, ale to nikogo nie dziwi.
U mnie pęka pierwsza ćwiartka. Obok, przy stoliku pani mówi do delikwenta:
Jeszcze 50-tka i panu podziękujemy, ma pan już dość.
Wszyscy w doborowych nastrojach, śmiech słychać na sali, a u mnie na stole poszła właśnie kolejna setka. Tempo niesamowite, jak na olimpiadzie niemalże.
Pani mnie grzecznie informuje:
Przy takich ilościach, niektórzy opuszczają salę z pomocą innych, ale panu to chyba nie grozi.
Nikt, nawet ja, takimi informacjami się nie przejmuje. Jeśli to mnie miało odstraszyć, aby oddać moją miejscówkę innym, to pani się pomyliła. Nie ze mną takie numery Bruner. Jestem zdeterminowany wytrzymać do końca, na posterunku.
Pęka kolejna setka. Powoli zaczynam tracić rachubę, to chyba już czwarta. Słyszę jak pani mówi z uśmiechem na twarzy:
Spokojnie, ja wszystkiego pilnuję, nie pozwolę, by poszło więcej niż trzeba. Dzielnie się pan trzyma.
Siedząca obok mnie kobieta kończy wcześniej, pomimo że zaczynała razem ze mną, ale kobiety mają mniejsze limity na tej imprezie. Trzymają się dzielnie, wychodzą z sali o własnych siłach. Na ich miejsce przychodzą kolejni. Impreza cieszy się dużym zainteresowaniem, a zapowiadało się, że będzie niemrawo.
Spoglądam na wchodzących, a pani mówi:
To już czwarta.
Z troskliwością w oczach pyta:
Dobrze się pan czuje? Żadnych zawrotów głowy? Naprawdę nieźle się pan trzyma, jak na pierwszy raz na takiej imprezie i taką ilość.
Tymczasem osiągam swój limit, czyli 450 ml. Więcej nie dam rady, to wszystko, co mogę za jednym razem zrobić. A wszystko w niespełna 5 minut. Podnoszę się z fotela, o dziwo czuję się dobrze, a pani mówi:
Proszę jeszcze podpisać listę i odebrać przysługujące panu tabliczki czekolady. Zapraszamy ponownie.

Photo: MartinD, BY
450 ml mojej krwi, AB RH (-). Podobno najrzadsza. Z tego, co mówi pani wydająca mi czekolady. Tylko 2% polskiego społeczeństwa ma tę grupę krwi. Jestem wyjątkowy, więc muszę zachowywać się wyjątkowo i dzielić się moim skarbem z potrzebującymi. Jestem również jedynym z tą grupą krwi pośród pięćdziesięciu sztuk, które wraz ze mną oddały krew, więc coś w tym musi być. Aczkolwiek oni też są wyjątkowi.
Mały czerwony woreczek, który pomoże ocalić komuś życie. Patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, że z 6 litrów krwi pływającej w moim krwiobiegu, te 450 ml mieści się w tym plastikowym woreczku, który ląduje w przenośnej lodówce. Nie odczuwam jednak tego ubytku. Pomoże tym, co ulegli wypadkom. Tym, którzy czekają na operację. Chociaż w ten sposób pomogę potrzebującym.
Tak wyglądał mój pierwszy raz, kiedy straciłem moje krwiodawcze dziewictwo. Było to jakieś trzy miesiące temu. W tym tygodniu będzie mój drugi raz. Nie mogę się doczekać, a wszystko za sprawą programu
KREWNIACY, przez który zostałem wciągnięty za sprawą akcji, mającej miejsce w moim zakładzie pracy.
Wy też możecie zrobić coś dla innych, a nie tylko dla siebie. Wszystkie potrzebne informacje znajdziecie na stronie KREWNIAKÓW. Polecam, bo naprawdę warto pozostawić coś po sobie. W końcu mówi się, że 99% polskiego społeczeństwa to katolicy, którzy miłują życie i szanują bliźnich, więc do dzieła.

www.krewniacy.pl
Komentarz autora:
zdjęcia zapożyczone ze stron: http://krewniacy.pl; www.g.gazetaprawna.pl; www.rckik.wroclaw.pl